Wojna o maszt

January 19th, 2007


Stacja telefonii komórkowej ma powstać na budynku przy ulicy Zygmunta Augusta. Mieszkańcy okolicznych domów protestują przeciwko jej budowie, bo boją się o swoje zdrowie. Uważają, że promieniowanie zaszkodzi im, a zwłaszcza ich dzieciom.

Jesteśmy tu od lat

Wczoraj przedstawiciele firmy P4 spotkali się z mieszkańcami osiedla, żeby przedstawić im swoje racje. Na spotkaniu emocji nie zabrakło. Mieszkańcy osiedla przekonać się nie dawali.

- Czy ktoś ma takie prawo, żeby na siłę to zamontować? Mieszkamy tu po kilkadziesiąt lat, budowaliśmy kanalizację, wodociągi, wszystko budowaliśmy. Nie chcemy czegoś takiego – mówili wzburzeni.

- Nie chcemy robić niczego na siłę. Stacja bazowa powstaje zgodnie z prawem. Tak jak państwo budujecie dom, jak buduje się fabryki, autostrady – ripostował Artur Sokołowski z P4 zapewniając, że firma podporządkuje się przepisom.

Na spotkanie zaproszony został Stefan Różycki z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Przekonywał, że stacja nie jest szkodliwa.

Mieszkańcy nie do końca uwierzyli. Przedstawili publikacje, z których wynikało, że jednak promieniowanie ma zły wpływ na zdrowie.

Na inne publikacje, z których wynikało coś odwrotnego, powoływał się Stefan Różycki. – Dla mnie autorytetem jest Światowa Organizacja Zdrowia i Komisja Europejska – skomentował.

Zabierzcie stację na komin

Mieszkańcy osiedla nie rozumieją też, dlaczego właśnie pośród ich domów ma powstać stacja. Wskazują inne lokalizacje. Chociażby pobliskie kominy elektrociepłowni.

- Stacje są lokalizowane w pewnej odległości od siebie, tak żeby użytkownik telefonu komórkowego był cały czas w zasięgu którejś z nich – tłumaczył Stefan Różycki.

I tak w Białymstoku stacji P4 ma powstać kilkadziesiąt. Akurat jedna z nich wypadła w tym miejscu.

- Mówicie, że ta lokalizacja jest najlepsza. Dla kogo? – retorycznie pytali mieszkańcy

Autor artykułu: Marta Romańczuk

Ludzie dobrej woli nie zawodzą

January 18th, 2007


Pomoc rodzinie Kobeszków z Zygmunt koło Krypna, których dom spłonął doszczętnie, oferują ludzie nie tylko z regionu, ale i z innych miast w Polsce. Nawet z zagranicy.

Akcję pomocy wspierają “Kurier Poranny” i Radio Białystok. Czytelnicy proponują pieniądze, ubrania, pomoc w pracach budowlanych.

Teraz, poza zdrowiem, najważniejsza dla rodziny Kobeszków jest odbudowa domu. Jeśli ktoś chce im pomóc, najlepiej zrobi przekazując pieniądze.

Wpłacać je należy na konto: Caritas Archidiecezji Białostockiej BANK BPH SA I O/Białystok 94 1060 0076 0000 4011 5000 0454, z dopiskiem “Zygmunty”. Na konto Urzędu Gminy w Krypnie wpłynęło do wczoraj około 8 tysięcy złotych. Dziś zostaną przekazane na konto Caritasu.

Potrzebne są też materiały budowlane. W tej sprawie zgłaszać się można do Caritasu, tel. 085 651-90-08 lub Urzędu Gminy w Krypnie, tel. 085 716-90-33.

Autor artykułu: (rm)

Miało być boisko, jest dziura w ziemi

January 18th, 2007


Już ponad rok mieszkańcy przyłączonych do Białegostoku Zagórek i Kolonii Dojlidy czekają na boisko dla dzieci. Obiecał to im jeszcze poprzedni prezydent Ryszard Tur.

– Z przyłączeniem do Białegostoku wiązaliśmy ogromne nadzieje. Zabłudów nigdy się nami nie interesował, więc myśleliśmy, że nasza szansa w Białymstoku – mówi Małgorzata Stechiewicz, mieszkanka byłych już Dojlid Kolonii. – Miały być drogi, kanalizacja i to nieszczęsne boisko.

Boisko dla państwa Stechiewiczów ma szczególne znaczenie, bo to właśnie oni na swoim polu urządzili prowizoryczny obiekt dla młodzieży.

- Jest bardzo dużo młodych, nie mają czym się zająć, więc chociaż to – wyjaśnia Zbigniew Stechiewicz.

Poprzednie władze Białegostoku obiecały, że urządzą boisko na terenie, gdzie obecnie jest stara żwirownia – służy ona okolicznym firmom do wyrzucania śmieci.

- Wystarczyłoby jedynie nawieźć tu ziemi z budowy jakiejś drogi czy galerii, kupić bramki, postawić ławeczki – przekonuje Stefan Nikiciuk, radny z Dojlid. – To boisko naprawdę, przy odrobinie zaangażowania ze strony miasta, można zrobić tanim kosztem.

Prezydent Tadeusz Truskolaski obiecał nam wczoraj, że w ciągu miesiąca zajmie się sprawą boiska w Dojlidach i Zagórkach.

- Postaram się, aby mieszkańcy terenów włączonych niedawno do miasta mieli obiekt sportowy – mówi Truskolaski.

Autor artykułu: (agus)

Zapłaci żak?

January 18th, 2007


Marcin Popko, student ekonomii na Uniwersytecie w Białymstoku, rocznie oddaje uczelni 4 tysiące złotych.

- Dla studenta, który zarabia tysiąc zł miesięcznie, to naprawdę dużo. Większość stara się trochę dorobić na wakacjach, żeby potem było lżej. Jeśli się okaże, że uczelnie zażądają wyższego czesnego, całe lato poświęcimy na pracę. O wypoczynku trzeba będzie zapomnieć – ocenia Marcin.

Uczelnie liczą

Na razie żadna białostocka uczelnia państwowa nie chce powiedzieć wprost, czy czesne za studia niestacjonarne wzrośnie. Jednocześnie ich przedstawiciele zapewniają, że do końca tego roku akademickiego żadnych podwyżek nie będzie.

- Nie ustaliliśmy jeszcze opłat na przyszły rok akademicki. Finanse uczelni są liczone – mówi Małgorzata Ludera z działu dydaktyki Uniwersytetu w Białymstoku. Przyznaje, że brak dotacji z budżetu państwa to duży cios dla uczelni.

- Jeżeli wzrosną koszty kształcenia, trzeba się spodziewać, że studenci będą musieli je unieść na własnych barkach – dodaje.

- Politechnika już wcześniej pomyślała o wyższych kosztach i opłaty na niektórych kierunkach nieznacznie podnieśliśmy w tym roku – mówi Anna Leszczuk- Fiedziukiewicz, rzecznik Politechniki.

Czy to koniec podwyżek? Nie wiadomo. – Na razie jest za wcześnie, żeby o tym mówić. Jeżeli nawet czesne wzrośnie, to nie będzie to duża podwyżka – odpowiada rzecznik Politechniki Białostockiej.

Podwyżki? Niekoniecznie

- Państwo faktycznie przestało finansowo wspomagać studia zaoczne i wieczorowe. Uczelnie dostaną tylko pieniądze na kierunki stacjonarne. To jednak nie musi oznaczać, że studia zaoczne będą droższe – przekonuje Ewa Kafarska, rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Twierdzi, że każda szkoła państwowa dostanie pewną pulę pieniędzy, przede wszystkim na kształcenie studentów dziennych. Władze uczelni mogą ją przeznaczyć na dofinansowanie nauki studentów zaocznych i wieczorowych.

- Poza tym na uczelnie wkroczy niż demograficzny i uczelnie będą walczyć o studentów, na przykład poprzez niższe opłaty – dodaje Ewa Kafarska.

Autor artykułu: Marta Gawina

Tragedia poruszyła serca

January 16th, 2007


Nie zostawimy ich. Oni pomagali innym. Teraz my pomożemy im – deklarują sąsiedzi Kobeszków. I nie tylko oni. Tragedia rodziny ze wsi Zygmunty koło Krypna poruszyła wielu.

Gdy wczoraj, kolejny raz, odwiedziliśmy w białostockim szpitalu poparzonych, nie kryli wzruszenia. – Nie spodziewaliśmy się, że ludzie tak licznie będą chcieli pomagać – mówią Małgorzata i Wojciech Kobeszkowie.

Ogień zniszczył wszystko

Mieszkali w Zygmuntach, w drewnianym domu ze swoimi pięciomiesięcznymi córkami: Wiktorią i Natalią. Wojciech Kobeszko sam remontował dom. – W sierpniu, przed narodzeniem dziewczynek, założyliśmy kanalizację, łazienka była zrobiona… – wylicza mężczyzna.

Teraz wszystko poszło na marne. Dom z całym wyposażeniem spłonął doszczętnie w nocy z soboty na niedzielę. Zdążyli uciec, ale cała czwórka z bardzo poważnymi poparzeniami trafiła do szpitala. Najgorzej jest z dziewczynkami. Najbliższe dni przesądzą, czy bliźniaczki będą wymagały specjalistycznego leczenia.

Sami sobie nie poradzą

Zdrowie to nie wszystko, czego potrzeba tej rodzinie. Na szczęście mogą liczyć na pomoc. Po naszym wczorajszym artykule w “Kurierze Porannym”o tej tragedii, cały dzień odbieraliśmy telefony od Czytelników. Proponują pieniądze, ubrania, meble, sprzęty agd… Galeria Kwadrat ma zebrać, co się da. Architekt Andrzej Nowakowski za darmo przekaże projekt nowego domu.

Z pomocą ruszył też urząd gminy i parafia w Krypnie, a także wojewoda. Proboszcz proponuje mieszkanie w domu pielgrzyma. Wójt też ma znaleźć jakieś lokum. Ale to rozwiązanie tymczasowe. Państwo Kobeszkowie chcą jak najszybciej odbudować dom. Sami sobie nie poradzą.

“Kurier Poranny” razem z “Radiem Białystok” apelują o wsparcie rodziny Kobeszków. Najpotrzebniejsze są ubrania, materiały budowlane i pomoc finansowa.

Pieniądze można wpłacać na konto BOŚ SA Oddział w Białymstoku 21 1540 1216 2054 4405 0920 0011 z dopiskiem “Pomoc poszkodowanym w Zygmuntach”.

Każdego, kto chce pomóc rodzinie Kobeszków, prosimy o kontakt z naszą redakcją pod nr. telefonu 085 748 95 11, a także e-mailem: mromanczuk@poranny.pl.

Autor artykułu: Marta Romańczuk

Światełko zgasło

January 15th, 2007


Muszynianka miała za sobą długą podróż z meczu Ligi Mistrzyń z Dynamem Moskwa. Wszyscy liczyli, że zmęczone gospodynie nie wytrzymają trudów spotkania.

Pierwszy set potwierdził te przypuszczenia. Podlasianki grały szybciej, odważniej, a co najważniejsze – skuteczniej. Dobrze na środku siatki radziła sobie Dominika Koczorowska. Na skrzydłach wspierały ją Elena Hendzel, Joanna Szeszko i Karolina Kosek. Podopieczne Kardasa spokojnie utrzymały wysokie prowadzenie, zwyciężając 25:16.

- Ręce same składały się do oklasków. Wszyscy byli zdziwieni naszą grą. Kibice, zawodniczki i trenerzy Muszyny patrzyli z niedowierzaniem, jak kończymy kolejne akcje. Już widziałem światełko w tunelu, na końcu którego były przynajmniej dwa punkty – opisuje trener Podlasianek.

Zamiana miejsc

Niestety, białostoczanki szybko straciły rezon. W drugim i trzecim secie popełniały wiele prostych błędów, które bezlitośnie wykorzystała Muszynianka. Gospodynie wygrały 25:15 i 25:16.

- Nagle role się odwróciły. Po naszej dobrej zagrywce zostało tylko wspomnienie. Serwis poprawiły za to rywalki i zaczęły się problemy. Złe przyjęcie, zmarnowane kontry i blok, którego w żaden sposób nie potrafiliśmy ominąć – mówi trener PRONAR ZETO ASTWA.

Nie wytrzymały naporu

Podlasianki jeszcze raz podjęły walkę o zwycięstwo nad mistrzyniami Polski. Świetnie rozpoczęły czwartego seta i po kilku minutach prowadziły 9:4. Zespół z Muszyny nie dawał jednak za wygraną. Sukcesywnie odrabiała straty, by na drugą przerwę techniczną schodzić już z jednopunktowym prowadzeniem.

- Dziewczyny nie wytrzymały naporu. Mnożyły się proste błędy. Siadło przyjęcie i zagrywka. Z ataku przez środek musieliśmy przenieść ciężar gry na skrzydła, ale i tu czyhał na nas blok Muszynianki. Szkoda, bo naprawdę była szansa na wywalczenie dobrego wyniku. Gospodynie były na początku przybite porażką w Moskwie, a my zamiast to wykorzystać, pozwoliliśmy im odzyskać radość z gry. Jak się myśli o zwycięstwie z mistrzem Polski, dobrze trzeba grać przez cały mecz, a nie tylko jednego seta – kończy szkoleniowiec akademiczek.

Muszynianka Muszyna – PRONAR ZETO ASTWA AZS Białystok 3:1 (16:25, 25:15, 25:16, 25:21).

Muszynianka: Lipicer, Rybaczewska, Mieszała, Cabajewska, Bamber, Pykosz, Banecka (libero) oraz Sieradzan, Szydełko, Soja.

PRONAR ZETO ASTWA: Pluta, Hendzel, Pycia, Koczorowska, Szeszko, Kosek, Saad (libero) oraz Palczewska, Skowrońska, Baran.

Autor artykułu: Adam Gruberski

Więcej takich kolejek

January 15th, 2007


W pewnym momencie wydawało się, że wygrana przyjdzie nam łatwo. Prowadziliśmy wysoko i chciałem, żeby wszyscy zawodnicy mogli pograć. Zaczęliśmy popełniać proste błędy, było dużo nieprzemyślanych akcji i przewaga zaczęła topnieć. Z dwudziestu punktów zrobiło się osiem – opowiada Marek Kubiak, trener Mispolu Żubrów.

- W takiej sytuacji ciężko jest się pozbierać. Kutno zwietrzyło swoją szansę i zaczęło nas naciskać. Na szczęście zapanowaliśmy nad wydarzeniami na boisku. Znów uzyskaliśmy wysoką przewagę, którą utrzymaliśmy do końca spotkania – relacjonuje szkoleniowiec białostockiego zespołu.

Młodzież bez kompleksów

Trener Kubiak jest zadowolony z postawy całego zespołu.

- Najbardziej cieszy mnie to, że młodzi koszykarze mogą stanowić o sile zespołu. Wiadomo, że bez doświadczonych graczy byłoby trudno, ale młodzież prezentuje się bez kompleksów. Są w stanie wziąć na siebie ciężar gry – ocenia Kubiak.

- Nie zawsze tak będzie. Raz zagrają lepiej, raz gorzej, ale ich postawa jest budująca. Rafał Kulikowski i Piotrek Brzozowski zdobyli po 19 punktów. Piętnaście dołożył Łukasz Wilczek. Poza tym Kulikowski popisał się kilkoma efektownymi akcjami, Brzozowski trafiał za trzy, a Wilczek nie popełniał rażących błędów na rozegraniu. Miał dużo asyst, parę gatunkowych – podkreśla szkoleniowiec Mispolu Żubrów.

W spotkaniu z akademikami z Kutna w białostockiej ekipie zadebiutował Łukasz Chelis.

- Nie udało mu się zapunktować. Być może trema i presja miały wpływ na jego postawę. Łukasz przecież dopiero od tygodnia trenuje z nami. Ma potencjał i mam nadzieję, że wkrótce pokaże, na co go stać – tłumaczy Kubiak.

Udany rewanż

Tur chciał zrewanżować się Novum za porażkę na inauguracji sezonu w Bielsku Podlaskim. Liga jest bardzo wyrównana, więc podopieczni trenera Andrzeja Sinielnikowa muszą wygrywać, by utrzymać się w tej klasie rozgrywek.

Przerwa dobrze wpłynęła na podlaski zespół. W końcu szkoleniowiec miał też do dyspozycji pełny skład. Po pauzie spowodowanej kontuzjami do gry wrócili podstawowi zawodnicy – Robert oraz Daniel Byliniakowie i Tur zdobył ważne punkty, pozwalające utrzymać kontakt z bezpiecznymi rejonami tabeli.

- Mecz był bardzo wyrównany. Losy spotkania ważyły się do ostatniej minuty. Niezwykle słabo zagraliśmy na desce i to zadecydowało o zwycięstwie Tura – podsumowuje Zbigniew Próchnicki, trener Novum.

Autor artykułu: Sylwia Kowalczyk

Cudotwórca z Narwi

January 11th, 2007


Sergiusz Martyniuk, szef Pronaru Narew – Człowiekiem Roku województwa podlaskiego, BOS SA – Firmą Roku, a debiut giełdowy Mispolu – Wydarzeniem Roku – takie tytuły przyznał wczoraj magazyn “Forbes” na spotkaniu z przedsiębiorcami w pięknych salach Pałacu Branickich.

- Mówi się, że najtrudniej być prorokiem we własnym domu, dlatego te tytuły są szczególnie cenne, bo przyznawane przez środowisko gospodarcze regionu – podkreślał Kazimierz Krupa, redaktor naczelny “Forbesa”, przystępując do wręczania pamiątkowych statuetek laureatom.

A potem zaprosił Sergiusza Martyniuka na Kanapę Forbesa i – tytułując go cudotwórcą znad Narwii – wypytywał o plany, pomysły na biznes i spojrzenie na region. Dlaczego akurat Sergiusza Martyniuka? Bo został on również uznany za jedną z najbardziej wpływowych postaci województwa podlaskiego.

Wszystko o unijnych dotacjach

Białostockie spotkanie było piątym z kolei w cyklu Regional Forbes Executive Meeting – spotkań, których tematyka nawiązuje do rządowej Strategii Rozwoju Kraju. To najważniejszy dokument w polityce regionalnego rozwoju Polski w ciągu najbliższych kilku lat.

Spotkania organizowane są kolejno w każdym z miast wojewódzkich – były już we Wrocławiu, Poznaniu, Lublinie i Łodzi. Uczestnicy to przedstawiciele środowisk biznesowych, firm doradczych, ubezpieczeniowych, Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Ludzie, firmy, dokonania

Przy okazji spotkań wręczane są nagrody Regional Forbes Executive Award 2006 w trzech kategoriach. Trzech zwycięzców wyłoniono z szerszej grupy.

W kategorii Firma Roku nominowane były: BOS, SM Mlekpol z Grajewa i Polmos Białystok.

W kategorii Człowiek Roku: Piotr Laskowski, prezes BOS-a, Sergiusz Martyniuk, prezes Pronaru, i Henryk Wnorowski, prezes Polmosu Białystok.

A jako największe Wydarzenie Roku do tytułu nominowano: połączenie BOS-a z Eldorado Lublin, debiut giełdowy Mispolu i rozwój Pfleiderera Grajewo.

O wyborze decydowały głosy przedsiębiorców, władz administracyjnych i samorządowych regionu, przedstawicieli uczelni, mediów, instytucji użyteczności publicznej.

Rok BOS-a

Same nominacje wskazują na ogromny sukces BOS-a – ankietowani uznali tę firmę, jej ludzi i jej działania za godne nagrodzenia. Statuetka przypadła w kategorii Firma Roku i w zasadzie oddaje wszystko.

- Trochę się wzruszyłem – przyznał Piotr Laskowski, odbierając dowód uznania, o którym usłyszy cała Polska. Przypomniał, że 10 lat temu była to mała firma, zatrudniająca kilkanaście osób, a dziś należy do grupy mającej 8 tysięcy pracowników i jest liderem branży w kraju.

- I to nie jest nasze ostatnie słowo – zapewniał prezes.

Sukces na parkiecie

Nagroda Mispolu też nie dziwi – miarą sukcesu firmy produkującej pasztety, dania gotowe, karmę dla zwierząt, jest fakt, że od czasu jej czerwcowego debiutu na giełdzie, cena akcji poszła w górę z 8,90 do 18 zł. Tak dobrze akcjonariusze ocenili wyniki firmy kierowanej przez Marka Piątkowskiego, jej plany inwestycyjne i perspektywy rozwojowe.

Wśród ubiegłorocznych debiutantów giełdowych Mispol zajął miejsce w pierwszej piątce pod względem efektywności giełdowej.

Pronar wyssał rynek

- Filie Pronaru w Narewce, Łapach i Siemiatyczach są robione z musu – mówił na Kanapie Forbesa Sergiusz Martyniuk o planach ekspansji firmy – bo region został przez nas wyssany z siły roboczej. Podkreślał, że sukces zawdzięcza ciężkiej pracy załogi, a nie np. układom z politykami.

- Mam taki charakter, że niczego nie załatwiałem i nie załatwiam. Mam nadzieję, że takie czasy się skończyły – dodał.

Autor artykułu: Maryla Pawlak-Żalikowska

Kto ją przygarnie?

January 11th, 2007


Choć od co najmniej pół roku nie ma domu, śpi na przystankach, to na widok wyciągniętej ręki przechodnia merda ogonem.

Brakuje jej pana

Jest czarna, ma około 60 cm wzrostu. Trudno określić, ile ma lat. Raczej nie więcej niż dwa. Od wiosny błąka się po Białymstoku. Najwidoczniej zgubiła się lub ktoś ją wyrzucił. Na początku miała obróżkę. Spała na różnych przystankach. Raz na Dziesięcinach, raz na Antoniuku, innym razem w centrum miasta.

Trzy-cztery miesiące temu przeniosła się do centrum miasta. Najczęściej można ją spotkać na skrzyżowaniu Rynku Kościuszki z Sienkiewicza. Całymi godzinami przygląda się ludziom. Tak jakby wypatrywała swego pana.

W centrum ją znają

Czarną, bezdomną sunię znają niemal wszyscy, którzy pracują w centrum miasta.

- W środę po południu położyła się na wycieraczce przed wejściem do naszego sklepu – opowiada Aneta Malik ze sklepu Diddle, który mieści się naprzeciwko Ratusza. – Szkoda jej. Bidulka jest taka zaniedbana. Przydałaby się jej porządna kąpiel i ciepły kąt. Widać, że tęskni za ludźmi, że ma dosyć bezdomnego życia…

Sunię dobrze też znają w sklepie Nike przy skrzyżowaniu ul. Rynek Kościuszki i Sienkiewicza.

- Od momentu, kiedy w listopadzie była zawierucha i spadł śnieg, zaczęła spać na wycieraczce przed naszym sklepem. Na początku towarzyszył jej podobnego wzrostu piesek, ale on szybko gdzieś sobie poszedł – wspomina Anna Grochowska ze sklepu Nike.

- Na szczęście sunia nie jest głodna, bo ludzie z okolicznych restauracji, sklepów i bloków przynoszą jej jedzenie, od niedawna ma nawet miseczkę z wodą. Gdybym nie miała własnego pieska, to sama bym ją przygarnęła – dodaje dziewczyna.

Zaopiekuj się Czarnaską

Czarnaska – bo tak jest przez niektórych nazywana – na pewno nie wspomina dobrze ostatniego sylwestra. Bardzo przeżyła huk petard i fajerwerków.

- Spotkałam ją po północy. Była przerażona. Leżała zwinięta w kłębek na przystanku przy katedrze i cała drżała. Nie reagowała, kiedy ją wołaliśmy, głaskaliśmy… – mówi Iza Piotrowska.

Na co dzień sunia jest ufna. Bardzo często przyłącza się do przechodniów i wędruje za nimi krok w krok przez kilkaset metrów. Kiedy jednak nie reagują na jej towarzystwo, zawraca i znowu siada przy swoim skrzyżowaniu. I znowu przygląda się ludziom…

Jeśli ktoś zdecyduje się przygarnąć tę przecudowną psinkę, prosimy o kontakt z redakcją.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

“Odlecieli”… do szpitala

January 11th, 2007


Koledzy mówili, że dobrze “kopią” te tabletki. To spróbowaliśmy. Wzięliśmy dużo. Kolega 65 sztuk, ja 85 tabletek… Potem raz traciłem przytomność, raz ją odzyskiwałem. Wiem tylko, że do szpitala wiózł nas radiowóz – mówi 16-letni Paweł.

Rozmawiamy w Pogotowiu Opiekuńczym, wieczorem, niemal dobę po zdarzeniu.
Chłopak jest bardzo blady. – Wiem, że to głupota, bo mało się nie wykończyliśmy. Ja jeszcze dochodzę do siebie – tłumaczy.

Trójka ma od 14 do 16 lat. Wszyscy są wychowankami pogotowia przy Orlej.
Czwarty jest młodszy.

- Ci chłopcy trafili tutaj jesienią. Dobrze ich jeszcze nie poznałem. Przypadki trucia zdarzają się czasami, nie tylko w naszym pogotowiu. Chcieli zobaczyć, jak to jest, a znaleźli się w wielkim zagrożeniu – mówi Marek Iwanowicz, dyrektor placówki. – Mamy różne dzieci, także te trudne, czasami ciężko je upilnować.

Tabletki połykali, jak dropsy

Acodin brali jeden za drugim w środę wieczorem. Potem przeżyli koszmar.

- Mieli zaburzenia świadomości, równowagi, kontakt z nimi był bardzo utrudniony – mówi Ryszard Wiśniewski, dyrektor Pogotowia Ratunkowego. – Trafili do DSK, na szpitalny oddział ratunkowy.

Tabletki przeciwkaszlowe acodin są oparte na pochodnych morfiny. Według farmaceutów, przedawkowanie leku grozi zaburzeniami świadomości, niekiedy nienaturalnym pobudzeniem.

Jedno opakowanie kupili, siedem ukradli

Lek jest dostępny powszechnie bez recepty.

- Aptekarz zawsze może odmówić sprzedaży tabletek, jeśli ma podejrzenie, co do użycia leku przez młodocianych klientów. Osobom do lat 13 w ogóle nie sprzedajemy leków – mówi Jan Chlabicz, wojewódzki inspektor farmaceutyczny.

W tym przypadku to wszystko nie miało znaczenia, bo i tak chłopcy kupili w aptece tylko jedno opakowanie, a pozostałych siedem… ukradli.

Dlatego zajmie się nimi policja. – Sprawdzamy też, czy była to próba odurzenia, czy próba samobójcza, bo w leczenie kaszlu nie wierzymy – mówi Jacek Dobrzyński, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku.

Autor artykułu: Rafał Malinowski