Archive for the ‘Archiwa z Notki w Prasie’ Category

Klika coraz więcej osób

Friday, January 26th, 2007


Zakupy w Internecie to oszczędność czasu. Nie musisz jechać do sklepu, szukać wolnego miejsca parkingowego. Nie denerwujesz się, stojąc nieraz w długich kolejkach. Sklepy internetowe są czynne 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Tak więc na poszukiwanie potrzebnych ci rzeczy możesz “wyruszyć” w dowolnym momencie, nie obawiając się zamknięcia sklepu.

Oszczędzamy czas, oszczędzamy pieniądze – sklepy internetowe mogą oferować tańsze produkty, bo nie mają kosztów związanych z magazynami, siedzibami i wyszkolonymi sprzedawcami. Ale uwaga! – w Internecie można znaleźć dobre okazje, ale bez przesady. Tam też nikt nie będzie sprzedawać niczego za półdarmo. Jeśli taka okazja nam się trafi, uważajmy i dobrze się zastanówmy. Może się bowiem okazać, że zamiast wymarzonej rzeczy dostaniemy bubel.

W Internecie mamy też większy wybór towarów – do dyspozycji mamy placówki nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Dlatego Internet to świetne miejsce do robienia zakupów dla kolekcjonerów.

Autor artykułu: (sm)

Na przekór wszystkim

Friday, January 26th, 2007


Kaliszanki w tym sezonie nie mają sobie równych w rozgrywkach Ligi Siatkówki Kobiet. Doznały tylko jednej porażki, a sposób na podopieczne Igora Prielożnego znalazły zawodniczki Gedanii Gdańsk. Oprócz nadmorskiej ekipy, po jednym punkcie udało się ugrać Nafcie-Gaz Piła i Muszyniance Muszyna.

- Nie wiem, jak w moich koleżankach, ale we mnie zawsze jest wiara w zwycięstwo, nawet jeśli jedziemy na mecz z tak silnym zespołem – mówi Marta Pluta, rozgrywająca PRONAR ZETO ASTWA AZS, która w zeszłym sezonie reprezentowała barwy kaliskiego zespołu.

Prawie jak mężczyźni

Winiary nie tylko doskonale radzą sobie na krajowych boiskach, ale i w europejskiej stawce. Niedawno udało im się awansować do kolejnej rundy Ligi Mistrzów.

- To bardzo silny i wyrównany zespół. Na kogo mamy zwrócić szczególną uwagę? Chyba na wszystkie dziewczyny. Na czoło wysuwają się jednak Anna Barańska i dwie Czeszki: Tereza Matuszkowa i Milada Spalova – wymienia Pluta.

Rozgrywająca podlaskiego zespołu wie, w jaki sposób trzeba grać z zespołem gospodyń.

- Przede wszystkim musimy skupić się na agresywnej zagrywce. Nie mówię, że przyjmujące Winiar są kiepskie, ale zdarzają im się słabsze momenty – zauważa Pluta.

W czym tkwi sekret tak dobrej postawy kaliszanek?

- Igor Prielożny bardzo zbliżył grę swoich podopiecznych do męskiej siatkówki. Opierają się na dokładnym przyjęciu oraz precyzyjnym rozegraniu. Nie ma jakichś kombinacji. Podstawa to bardzo szybkie granie – mówi rozgrywająca PRONAR ZETO ASTWA AZS.

Pewni swego

W Kaliszu nikt nie dopuszcza do siebie myśli o porażce. Za najlepszy komentarz do tej sytuacji wystarczy zapowiedź spotkania na stronie internetowej Winiar.

- Czy białostoczanki są w stanie wygrać w Kaliszu? W obecnej sytuacji jest to mało prawdopodobne. Jeśli Winiary przystąpią do spotkania skoncentrowane i nie zlekceważą przeciwnika, to należy oczekiwać raczej jednostronnego spotkania. Urwanie kaliszankom przez przyjezdne choćby seta będzie dla nich sukcesem – czytamy na portalu.

PROGRAM 9. KOLEJKI
Sobota:
Winiary Kalisz – PRONAR ZETO ASTWA AZS Białystok (godz. 17.30)
Gedania Gdańsk – Aluprof Bielsko-Biała (17)
Centrostal Bydgoszcz – Gwardia Wrocław (17)

Niedziela:
Nafta-Gaz Piła – Stal Mielec (11)
Muszynianka Muszyna – AWF Poznań (14.40)

Autor artykułu: Adam Gruberski

Wilno w zasięgu białostockiego uniwersytetu

Wednesday, January 24th, 2007


Już w październiku pierwsi studenci przekroczą próg filii Uniwersytetu w Białymstoku w Wilnie.

Na razie na Litwie będzie można kształcić się jedynie na dwóch kierunkach: informatyce i ekonomii, ale za kilka lat może być ich dużo więcej.

Białostocka uczelnia o prawo otwarcia wydziałów zamiejscowych w Wilnie stara się od kilku lat. W przedsięwzięcie zaangażowane są władze Uniwersytetu w Białymstoku ostatnich trzech kadencji. Uczelnia uzyskała już wszystkie niezbędne pozwolenia w Polsce.

- Strona litewska poprosiła nas o uzupełnienie pewnych dokumentów i już to zrobiliśmy. Spotkaliśmy się także z ekspertami z litewskiego Centrum Oceny Jakości Studiów. Liczymy na przychylną decyzję – mówi prof. Jerzy Nikitorowicz, rektor Uniwersytetu w Białymstoku.

Uczelnia w Wilnie znalazła siedzibę. Gotowi do pracy są także wykładowcy, zarówno ci z Białegostoku, jak i z Litwy. Inicjatorem powołania ośrodka zamiejscowego było Stowarzyszenie Naukowców Polaków Litwy. Dzisiaj jego członkowie mogą mieć już powody do radości, bo nieoficjalnie mówi się, że pozwolenie na otwarcie polskiej uczelni jest niemal pewne. W październiku na informatyce i ekonomii będzie mogło rozpocząć naukę po 35 osób.

- Na razie będą to jedynie studia licencjackie, ale z czasem będziemy myśleć także o magisterskich i o kolejnych kierunkach – zapewnia prof. Jerzy Nikitorowicz.

Autor artykułu: (agus)

Znikający w lesie

Wednesday, January 24th, 2007


- Kręcił się po okolicy – opowiada mieszkaniec wsi Posejnele w gminie Giby. – My tu się wszyscy znamy, każdy nowy od razu wpada w oko.
Ale tajemniczy przybysz starał się unikać ludzi. Jeśli ktoś go zauważył, on zaszywał się w lesie.

Poszli śladem, wytropili

Miejscowi to jednak dobrzy tropiciele. Poszli jego śladem. Wytropili niewielki szałas zrobiony z gałęzi i liści. Parę dni temu, w nocy mrozu jeszcze nie było. Można było spokojnie mieszkać.

- Do jednego z domków letniskowych w pobliskich Kuklach było włamanie – dodaje inny mieszkaniec. – Skojarzyliśmy to z tym człowiekiem.

Ludzie zatelefonowali na policję do Sejn. Funkcjonariuszom pokazali ukryte w lesie miejsce, gdzie znajduje się szałas. Mężczyzna był w środku. Miał koce, poduszki, jakieś garnki, latarkę, mapę. Okazało się, że można z nim się porozumieć jedynie po rosyjsku.

Opowiedział swoją historię, że jest Łotyszem i że ma 48 lat. Na początku roku nielegalnie przeszedł litewsko-polską granicę. Chciał dotrzeć do Niemiec.

Dlaczego nielegalnie? Tego nie wyjaśnił. Łotwa jest wszak krajem Unii Europejskiej. Przekroczenie granicy w miejscu do tego przeznaczonym nie jest specjalnym problemem. Wystarczy dowód osobisty. Mężczyzna nie miał jednak przy sobie żadnych dokumentów. Tego też nie potrafił wytłumaczyć.

Robił zapasy

Przyznał, że przez kilkanaście dni okradał domki letniskowe w okolicznych wsiach. Stąd pochodziły przedmioty znalezione w szałasie. Zapas jedzenia zrobił po włamaniu do stołówki w pobliskiej szkole. Przyznał się do dziewięciu takich czynów. Sąd aresztował mężczyznę na trzy miesiące.

Policja wciąż ma wątpliwości, czy zatrzymany mówi prawdę. Parę lat temu na dworcu w Suwałkach zatrzymany został inny nielegalny imigrant. Okazało się, że jest groźnym bandytą poszukiwanym w Rosji, na Łotwie i w Estonii za zabójstwo i napady. W potwierdzaniu tożsamości człowieka z szałasu pomaga łotewska ambasada.

Autor artykułu: (tk)

Niech odrobią czynsz!

Wednesday, January 24th, 2007


Robert R. czynszu za swoją kawalerkę nie płaci od ponad roku. Wtedy stracił pracę i do tej pory nie znalazł nowej.

- Nie mam skąd wziąć. Płacę za prąd i gaz, a na czynsz nie wystarcza – mówi. – Boję się eksmisji, jak każdy, ale z pustego nikt nie naleje.

Panu Robertowi, a także innym dłużnikom Zarządu Mienia Komunalnego, podoba się pomysł radnych.

- Miasto realnie powinno spojrzeć na sprawę i częściowo oddłużyć lokatorów, a dług, który jest możliwy do ściągnięcia, odebrać bądź w formie pieniężnej, bądź prac społecznych – proponuje Krzysztof Bil-Jaruzelski, radny Lewicy i Demokratów.

Zarząd Mienia Komunalnego rozważa tę propozycję. – Zadłużenie jest ogromne: ponad 15 mln zł – przyznaje Eugeniusz Zysk, pełniący obowiązki dyrektora ZMK.

- Tylko w tamtym roku sąd orzekł 740 eksmisji. Wykonaliśmy niewiele ponad połowę, bo nie mamy lokali zastępczych.

Sytuacja jest podwójnie szkodliwa, bo oprócz tego, że miasto nie odzyskuje pieniędzy za czynsz, to ma jeszcze zablokowany lokal. Dlatego ZMK poważnie zastanawia się nad zamianą długów na prace społeczne. Można byłoby wtedy zaoszczędzić między innymi na firmach sprzątających, konserwatorskich i budowlanych.

- Boję się jedynie tego, że z niewolnika nie ma pracownika. Jak ktoś nie będzie chciał pracować, to podpisze listę i przez cały dzień nic nie zrobi – dodaje Eugeniusz Zysk.

Pan Robert jest innego zdania.

- I tak człowiek siedzi w domu. Co mu szkodzi posprzątać, klatkę pomalować. A tak przynajmniej sądu się uniknie – mówi z nadzieją w głosie.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Ratowali go półtorej godziny

Monday, January 22nd, 2007


Podczas halowego meczu piłki nożnej białostoczanin biegał jak każdy uczestnik zawodów. Nagle zasłabł i upadł. Nikt go nie kopnął, nie popchnął, nie przewrócił.

Przestraszone dzieci

Organizatorzy wezwali pogotowie. Najpierw przyjechała karetka wypadkowa, potem reanimacyjna.

- Mimo półtoragodzinnej reanimacji, chłopca nie udało się już uratować – powiedział Ryszard Wiśniewski, dyrektor białostockiego pogotowia.

Jak się okazuje, zawody były zorganizowane w ramach harcerskiego zimowiska.

Gdy pojawiliśmy się tam około godz. 18, harcerze nie pozwolili nam wejść do środka. Widzieliśmy tylko z daleka przestraszone dzieci.

- Nie udzielamy żadnych informacji, pytajcie w komendzie hufca – mówili nerwowo harcerze.

Później na miejscu pojawił się policyjny psycholog.

Co z opieką?

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że chłopiec powinien być otoczony specjalną opieką. Miał już wcześniej kłopoty z sercem, a poza tym w przeszłości przeszedł poważny wypadek. Osiem lat temu topił się, był w śpiączce. Wtedy po przeszło godzinnej reanimacji udało się go lekarzom odratować. Wczoraj tego szczęścia mu zabrakło.

Autor artykułu: Rafał Malinowski

Tyrać, kombinować lub wyjechać

Monday, January 22nd, 2007


Problem znany jest od kilku lat. I nikt nie próbuje go rozwiązać. Po pierwsze, dlatego że lekarze ze stetoskopami nie robią takiego wrażenia pod Sejmem, jak górnicy z kilofami. Po drugie, strajku zabrania im etyka. Jeśli nie pomogą umierającemu, mogą stracić prawo wykonywania zawodu.

Jak już, to pechowo

Efekt? W ostatnich latach służba zdrowia doczekała się tylko dwóch ustawowych podwyżek. Pierwszą – w grudniu 2000 roku – okupacjami i manifestacjami wywalczyły pielęgniarki, tegoroczną – lekarze. Obie łączy jedno: były feralne.

Za pierwszym razem Sejm zapomniał, że poza populistycznym: “dostaniecie teraz 203 złote podwyżki, a za rok 110” trzeba jeszcze wskazać, skąd wziąć na to pieniądze. Skutek? Dyrektorzy szpitali podnieśli pobory dopiero pod groźbą egzekucji komorniczych, wpadając w milionowe zadłużenie. Ci sprytniejsi, zaraz po wypłacie podwyżek organizowali spotkania z zespołem i strasząc likwidacją szpitala, proponowali dobrowolne zrzeczenie się podwyżek. Pracownicy zazwyczaj się godzili. W końcu lepsze 800 złotych niż bezrobocie.

Kolejny raz głośne “dość” w służbie zdrowia usłyszeliśmy w tym roku. Wypowiedzieli je lekarze. Przez kilka tygodni nie udzielali porad, nie przyjmowali chorych na planowe leczenie. I w końcu zostali wysłuchani.

Rząd obiecał im 30-procentowe podwyżki w tym roku i takie same w dwóch kolejnych latach. Słowa nie dotrzymał. Już wiadomo, że październikowy wzrost pensji był jedynym i ostatnim.

Lekarze pewnie zniosą i to. Przez tyle lat na etatach za dwa tysiące złotych brutto nauczyli się sobie radzić. Nocne i weekendowe dyżury, dorabianie w prywatnych gabinetach, wyjazdy na konsultacje do szpitali powiatowych. I nikt nie myśli, że człowiek, który ma ratować życie, nie śpi od 24 godzin. O błędach lekarskich mówi się coraz głośniej, ale wciąż za mało wychodzi ich na światło dzienne.

Podobnie jest z biznesem kopertowym. Choć minister zdrowia na swoich stronach internetowych szumnie ogłasza uruchomienie programu antykorupcyjnego, wiadomo, że nie przyniesie on zbyt wielkiego skutku. Pacjent wie, ile zarabia lekarz, a lekarz wie, że pacjent nie chce czekać w kolejce. Niczego nie brakuje w tej układance.

Wybór: wyjazd

Sprawa stała się poważna po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Od tego czasu z Białostocczyzny do pracy za granicą wyjechało już 300 pielęgniarek.

- Najwięcej do Włoch, bo tamtejszego języka nauczyć się jest najłatwiej. Ale coraz częściej wyjeżdżają też do Anglii, Norwegii, Irlandii. A ostatnio 50 osób wyjechało do USA – mówi Ewa Taranta, szefowa białostockiej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych.

Grażyna Sawicka po raz pierwszy wyjechała do pracy we Włoszech trzy lata temu. Bała się. Zostawiała męża i dwóch dorastających synów.

- Ale i oni, i ja sobie poradziłam. W końcu stanęliśmy finansowo na nogi. Ja w szpitalu zarabiałam góra tysiąc złotych, mąż niewiele więcej – mówi kobieta. Teraz za, jak twierdzi, dużo lżejszą pracę otrzymuje sześć tysięcy złotych miesięcznie.

- Mieszkanie mam za darmo. Pracuję osiem godzin dziennie i w końcu czuję się doceniana. Nie jestem nazywana siostrą basen. Tu cenią nasze kwalifikacje – mówi Grażyna Sawicka. Żałuje tylko jednego: że tak późno się zdecydowała.

Ewa Taranta: – W Anglii czy Norwegii pielęgniarki mogą zarobić nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie.

Efekt? W naszym województwie brakuje co najmniej 200 pielęgniarek. Według szacunków Ministerstwa Zdrowia w ciągu trzech-czterech lat w Polsce zabraknie 60 tysięcy pielęgniarek.

Operacja bez lekarza

Podobnie jest w przypadku lekarzy. Profesor Jan Stasiewicz, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku przyznaje:

- Zainteresowanie wyjazdami jest ogromne. Polscy medycy są cenieni w europejskich szpitalach. Zarabiają 10 razy tyle, pracując osiem godzin dziennie.

Niezbędne do wyjazdu za granicę zaświadczenie o prawie wykonywania zawodu z białostockiego samorządu lekarskiego pobrało już ponad 250 lekarzy.

Ryszard Kijak, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy: – Wielu młodych lekarzy zostało tylko po to, żeby zrobić specjalizację. Ale planują wyjazd zaraz po jej ukończeniu. I nie ma im się co dziwić.

Dziwić się za to można naszemu rządowi. Żeby wykształcić specjalistę, trzeba wydać około 200 tysięcy złotych. W tej sytuacji najrozsądniejszym wyjściem wydawałoby się podniesienie poborów. I to na tyle, żeby lekarzom i pielęgniarkom nie opłacało się wyjeżdżać. Jest nawet pomysł, skąd wziąć pieniądze. Podsunęli go sami lekarze, pisząc projekt nowelizacji ustawy zdrowotnej: dodatkowe ubezpieczenia, dopłaty do leczenia (z których zwolnieni byliby najbiedniejsi), zapewnienie konkurencji Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

Tak jest w innych krajach europejskich. Ale nasi posłowie nie kwapią się do tego, żeby pójść w ich ślady. Dlaczego? Może boją się reakcji pacjentów, może są leniwi, a może chcą poczekać do końca i wzorem Greka Zorby wykrzyknąć: Jaka piękna katastrofa!

Zarobki w służbie zdrowia

1 tysiąc złotych – tyle zarabia w szpitalu początkująca pielęgniarka
1,2 tys. zł – tyle zarabia lekarz stażysta
1,8 tys. zł – tyle otrzymuje z Ministerstwa Zdrowia lekarz, który kształci się na specjalistę
2,3-3 tys. zł – tyle zarabia magister farmacji w białostockiej aptece
2,4 tys. zł – tyle zarabia położna środowiskowa, która prowadzi własną działalność (z tego musi opłacić ZUS, transport, podatek)
2,5 tys. zł – tyle może otrzymać pielęgniarka z 20-letnim stażem w białostockim szpitalu
2,6 tys. zł – tyle zarabia szeregowy urzędnik w podlaskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia
3 tys. zł – tyle, według OIPiP, powinna zarabiać początkująca pielęgniarka
3 tys. zł – tyle zarabia pielęgniarka środowiskowa, która prowadzi własną działalność (z tego musi opłacić ZUS, transport, sprzęt medyczny, podatek)
3 tys. zł – tyle w ramach etatu otrzymuje lekarz specjalista w białostockim szpitalu. Do tego dochodzą dyżury. Za jeden dyżur lekarz dostaje ok. 150 złotych na rękę. W ciągu miesiąca jest to 900-1,2 tys. zł netto)
3,2-4,5 tys. zł – tyle zarabia kierownik apteki w Białymstoku
4,5 tys. zł – tyle zarabia naczelnik w podlaskim NFZ
5 tys. zł – tyle, według OIPiP, powinna zarabiać doświadczona pielęgniarka
5 tys. zł – to najniższa stawka dla polskiej pielęgniarki we Włoszech (mieszkanie darmowe)
5 tys. zł – minimum tyle, według OZZL i OIL, powinien zarabiać lekarz bez specjalizacji
5 tys. zł – tyle jest w stanie zapłacić szpital powiatowy doświadczonemu specjaliście (w ramach “podkupienia”)
4-5 tys. zł – tyle może miesięcznie zarobić wzięty lekarz specjalista w prywatnym gabinecie. Z tych pieniędzy musi opłacić czynsz, rachunki i rejestratorkę
6 tys. zł – tyle najwięcej może dostać w białostockim szpitalu ordynator z tytułem profesora
7,5 tys. zł – minimum tyle, według OZZL i OIL, powinien zarabiać lekarz specjalista
8,5 tys. zł – tyle zarabia dyrektor podlaskiego NFZ
10 tys. zł – tyle zarabia polska pielęgniarka w Wielkiej Brytanii
11-15 tys. zł – tyle co miesiąc NFZ przelewa na konto lekarzy rodzinnych. Z tego muszą zapłacić pielęgniarce, rejestratorce, księgowej, opłacić ZUS, czynsz, badania diagnostyczne. W kieszeni zostaje im 3-5 tys. zł
10-15 tys. zł – tyle w ciągu miesiąca zarabia lekarz dentysta, który prowadzi własny gabinet. Z tych pieniędzy musi opłacić: rachunki, pomoc dentystyczną, materiały. W kieszeni zostaje mu ok. 4-8 tys. zł
20 tys. zł – tyle może zarobić polski specjalista w Wielkiej Brytanii.

* wszystkie kwoty brutto (z wyjątkiem tych, przy których jest zaznaczone inaczej)

Premie, dodatki

> W większości szpitali trzynaste pensje zostały zlikwidowane. Dyrektorzy wypowiadali je od 1999 roku, kiedy to służba zdrowia przestała być w sferze budżetowej. Trzynastki utrzymały się w nielicznych szpitalach, m.in. w białostockim szpitalu zakaźnym.

> W niektórych szpitalach pracownicy otrzymują premie. Są one dzielone po finansowym zakończeniu roku (około marca), pod warunkiem, że szpital jest na plusie. Wynoszą one od kilkunastu złotych do kilku tysięcy. Tak było rok temu w Publicznym Szpitalu Klinicznym. Ale jego dyrektor już teraz zapowiada: – W tym roku premii nie będzie.

Jak się okazuje, na stałe nagrody mogą liczyć tylko pracownicy Narodowego Funduszu Zdrowia. Obecny dyrektor podlaskiego oddziału NFZ otrzymał w grudniu 5 tys. zł brutto premii, jego pracownicy od 364 zł do 1,4 tys. zł brutto.

Autor artykułu: Anna Łubian

Tysiąc twarzy wojewody

Monday, January 22nd, 2007


Mina nr 2

Mina nr 3

Mina nr 4

Mina nr 5

Mina nr 6

Mina nr 7

Mina nr 8

Mina nr 9

Mina nr 10

Autor artykułu:

Wojna o maszt

Friday, January 19th, 2007


Stacja telefonii komórkowej ma powstać na budynku przy ulicy Zygmunta Augusta. Mieszkańcy okolicznych domów protestują przeciwko jej budowie, bo boją się o swoje zdrowie. Uważają, że promieniowanie zaszkodzi im, a zwłaszcza ich dzieciom.

Jesteśmy tu od lat

Wczoraj przedstawiciele firmy P4 spotkali się z mieszkańcami osiedla, żeby przedstawić im swoje racje. Na spotkaniu emocji nie zabrakło. Mieszkańcy osiedla przekonać się nie dawali.

- Czy ktoś ma takie prawo, żeby na siłę to zamontować? Mieszkamy tu po kilkadziesiąt lat, budowaliśmy kanalizację, wodociągi, wszystko budowaliśmy. Nie chcemy czegoś takiego – mówili wzburzeni.

- Nie chcemy robić niczego na siłę. Stacja bazowa powstaje zgodnie z prawem. Tak jak państwo budujecie dom, jak buduje się fabryki, autostrady – ripostował Artur Sokołowski z P4 zapewniając, że firma podporządkuje się przepisom.

Na spotkanie zaproszony został Stefan Różycki z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Przekonywał, że stacja nie jest szkodliwa.

Mieszkańcy nie do końca uwierzyli. Przedstawili publikacje, z których wynikało, że jednak promieniowanie ma zły wpływ na zdrowie.

Na inne publikacje, z których wynikało coś odwrotnego, powoływał się Stefan Różycki. – Dla mnie autorytetem jest Światowa Organizacja Zdrowia i Komisja Europejska – skomentował.

Zabierzcie stację na komin

Mieszkańcy osiedla nie rozumieją też, dlaczego właśnie pośród ich domów ma powstać stacja. Wskazują inne lokalizacje. Chociażby pobliskie kominy elektrociepłowni.

- Stacje są lokalizowane w pewnej odległości od siebie, tak żeby użytkownik telefonu komórkowego był cały czas w zasięgu którejś z nich – tłumaczył Stefan Różycki.

I tak w Białymstoku stacji P4 ma powstać kilkadziesiąt. Akurat jedna z nich wypadła w tym miejscu.

- Mówicie, że ta lokalizacja jest najlepsza. Dla kogo? – retorycznie pytali mieszkańcy

Autor artykułu: Marta Romańczuk

Karnawał Spidermana

Friday, January 19th, 2007


W tym roku królem parkietów jest Spiderman. Kostium bohatera komiksów i filmów wybierają panowie w dojrzałym wieku i berbecie w przedszkolach – mówią zgodnie pracownicy wypożyczalni kostiumów karnawałowych.

W każdy weekend karnawału białostockie lokale proponują imprezy dla przebierańców, a w przedszkolach organizowane są zabawy choinkowe. W trakcie ferii dzieci zapraszane są także na choinki w zakładach pracy rodziców. Minęły już czasy, kiedy mamy siedziały po nocach, szyjąc strój swoim pociechom, bo w Białymstoku jest wiele miejsc, gdzie można tanio wypożyczyć coś naprawdę efektownego.

Tradycyjnie już w okresie karnawału w kinie Ton i Pokój pojawiają się sezonowe wypożyczalnie, strój można też wypożyczyć z rekwizytorni Teatru Dramatycznego.
Gramofon, telefon, a może dynia – to propozycje Zespołu Szkół Odzieżowych, gdzie działa kolejna wypożyczalnia.

- Kostiumy są pracami dyplomowymi naszych uczniów. Najwięcej mamy ich dla dzieci w wieku 3-4 lat, ale są też bardzo oryginalne stroje dla dorosłych – mówi Dorota Płachcińska, która prowadzi wypożyczalnię przy Sienkiewicza.

O ile wśród dorosłych trudno mówić o jakichś trendach w przebraniach, u dzieci wszystko zależy od tego, jakiego bohatera bajki czy kreskówki upodobały sobie w ostatnich miesiącach.

- Dlatego w tym sezonie dziewczynki tak chętnie wybierają strój czarodziejek Witch, a chłopcy wcielają się w piratów dzięki “Piratom z Karaibów” – tłumaczy Ewa Kępa, właścicielka wypożyczalni przy ul. Lipowej. – Z kolei panie szczególnie chętnie wybierają pajęczarki, wiedźmy i cyganki.

Ale jeśli mamy własny pomysł na strój, też nie ma z tym problemu.
- U nas można w krótkim terminie zrealizować właściwie każde marzenie związane z przebraniem – dowiedzieliśmy się w Teatrze Rewal przy ul. Krakowskiej.

Gdzie wypożyczysz strój

> ul. Lipowa 37/1, czynne: pn.- pt.: godz. 10-20; sb.: godz. 10-16
koszt wypożyczenia: 25 zł za każdy strój, bez kaucji, termin zwrotu dowolny

> ul. Sienkiewicza 81/3, lokal 115, czynne: pn.-pt.: godz. 10-20; sb.: godz. 10-15
koszt wypożyczenia: 25 zł – strój dziecięcy, 35 zł – strój dla dorosłych, 30 zł – kaucja, zwrot po dobie

> kino Ton, czynne: pn.-pt.: godz. 10-20, sb.: godz. 10-15
koszt wypożyczenia: 25 zł – strój dziecięcy, 35 zł – strój dla dorosłych, 30 zł – kaucja, zwrot po dobie

> kino Pokój, czynne: pn.-pt.: godz. 10.30-19, sb.: 10.30-14
koszt wypożyczenia: 22 zł – strój dziecięcy, zwrot po dobie

> ul. Owsiana 12, czynne: pn.-pt.: godz. 9-20, sb.: godz. 9-17
koszt wypożyczenia: 20 – zł strój dziecięcy i dla dorosłych, 30 zł – kaucja, zwrot do godz. 18, po dobie;

> Teatr Narwal, ul. Krakowska 11, czynne: pn.-pt.: godz. 10-20, sb.: godz. 14-17
koszt wypożyczenia: 25 zł – strój dziecięcy, 35 zł – strój dla dorosłych, 30 zł – kaucja, zwrot po dobie

> Teatr Dramatyczny, czynne: w godzinach pracy teatru
stroje dla dorosłych – 48, 80 zł, zwrot po dobie

> Zespół Szkół Odzieżowych, ul. Sienkiewicza 57, czynne: pn-pt.: godz.11-18
koszt wypożyczenia: 20 zł – strój dziecięcy, 35 zł – kaucja, 30 zł – strój dla dorosłych, 30 zł – kaucja, zwrot po 48 godz.

Autor artykułu: