Jest coraz więcej oszustw popełnianych przez Internet – przyznaje prokurator Bożena Kiszło, szefowa Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe.
W białostockich prokuraturach rejonowych w ubiegłym roku prowadzono ponad 200 spraw dotyczących oszustw internetowych. Takich spraw jest tak dużo, że w 2006 roku zaczęto je oddzielnie klasyfikować.
Ale te 200 spraw, to tylko ujawnione przypadki. A oszustw na pewno jest znacznie więcej.
- Ludzie wstydzą się zgłaszać, że zostali oszukani. Jeśli zamówili rzecz tanią, na przykład za 10 złotych i jej nie dostali, nie zawiadamiają o tym – mówi nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku. – Uważają, że małe pieniądze to i mała strata. Na tym bazują złodzieje – oszukują ludzi w całej Polsce i zbierają przy tym niezłe sumy pieniędzy.
Nie płać z góry
Pan Bogdan zamówił przez Internet telefon komórkowy. Wpłacił na rachunek bankowy sprzedawcy ponad 360 złotych. I czekał na aparat. Nie doczekał się, pieniądze przepadły.
- Typowe oszustwo internetowe wygląda właśnie w ten sposób, że kupujący zamawia jakąś rzecz, płaci za nią przed jej wysłaniem i albo nie dostaje nic, albo zupełnie coś innego. Aby tego uniknąć, najlepiej jest nie płacić za rzecz zamówioną przez Internet z góry. Można zamówić przesyłkę za pobraniem. Wówczas pieniądze przekazuje się po otwarciu paczki i sprawdzeniu jej zawartości – radzi nadkom. Jacek Dobrzyński.
Zaginiona paczka
Pani Helena też kupiła w sieci telefon komórkowy. Wpłaciła za niego na konto sprzedającej ponad 500 złotych. Umówiła się, że aparat zostanie wysłany paczką ubezpieczoną. Sprzedająca jakąś paczkę faktycznie nadała na poczcie, ale nie była ona ubezpieczona. I nie dotarła do pani Heleny. Pieniądze przepadły, telefonu kobieta nie dostała. A sprzedająca ma kwit, że nadała paczkę. Ale tak naprawdę, nikt nie wie, co w niej było.
- Kupując na aukcji internetowej, lepiej wpłacać pieniądze przez aukcję, niż płacić na konto bankowe osoby sprzedającej – podpowiada Agata Lewkowska z biura Miejskiego Rzecznika Konsumenta. – Wówczas zostają one przekazane sprzedawcy dopiero wtedy, gdy zamawiany towar dotrze do kupującego i okaże się, że jest w porządku. Bezpieczniej jest kupować przez Internet od firm. Wtedy jest się chronionym przez wszystkie przepisy konsumenckie.
Nie kupuj kota w worku
Pan Karol znalazł na internetowej aukcji piękny samochód. Na zdjęciu wyglądał doskonale. Cena – 30 tysięcy złotych – też odpowiadała panu Karolowi. Wpłacił 5 tysięcy złotych zaliczki. Ale przed zapłaceniem reszty umówił się na obejrzenie auta. Przejechał pół Polski. Na miejscu zastał samochód dużo gorzej wyglądający niż na zdjęciu. A sprzedawca? Oczywiście, nie chciał oddać zaliczki.
- Nie kupujmy kota w worku. Samochód może ładnie wyglądać na zdjęciu. Teraz komputerowo nie jest trudno zrobić na fotografii z grata piękny wóz. Przy transakcjach, gdzie wydaje się tysiące złotych, nie można dawać zaliczki, jeśli widzi się tylko zdjęcie towaru. To tak, jakby poprosić o rękę dziewczyny, wyłącznie po obejrzeniu jej fotografii – uważa nadkom. Jacek Dobrzyński. I radzi. Po pierwsze, przed wpłaceniem zaliczki należy się umówić ze sprzedawcą w pewnym miejscu, poznać jego tożsamość, sporządzić umowę przedwstępną, dostać pokwitowanie.
Po drugie, należy też kupowanym samochodem pojechać do stacji diagnostycznej i zrobić pełne badania auta.
Po trzecie, trzeba samochodem, razem z jego właścicielem i dokumentami auta, udać się na policję i sprawdzić, czy samochód nie figuruje jako utracony. Przez Internet bezpieczniej jest auta kupować z komisów niż od prywatnych osób.
Oszukują i wpadają
To tylko kilka przykładów, jak białostoczanie zostali oszukani przez nieuczciwych sprzedawców. Jak się przed nimi strzec?
Stuprocentowej pewności bezpieczeństwa nie ma – podkreślają specjaliści. Ale wraz ze wzrostem zainteresowania zakupami w sieci i wzrostem liczby oszustw popełnianych w sieci, organy ścigania coraz skuteczniej łapią internetowych oszustów. I to pomimo tego, że ci kamuflują się, jak mogą – na aukcjach podają fałszywe dane, zakładają konta na nieprawdziwe nazwiska (zwłaszcza w bankach internetowych) albo na tzw. słupy (czyli namawiają kogoś innego, aby na siebie założył konto, z którego oni korzystają), używają telefonów komórkowych tzw. pre-paid (takich, których abonenta nie da się ustalić).
- Na szczęście mamy już wiele sposobów na to, by ich wykryć i oskarżyć – tajemniczo mówi prokurator Katarzyna Pietrzycka, szefowa Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ.
Jak? Prokuratorzy mogą już m.in. “namierzyć” oszusta na podstawie komputera, z którego korzysta.
Autor artykułu: Marta Romańczuk