Poradnia urazowo-ortopedyczna przy ulicy Białówny. Pod drzwiami czeka kilkunastu pacjentów. Prawie wszyscy z tym samym problemem.
Sezon na złamania
- Złamania, zwichnięcia, skręcenia – wylicza Dariusz Ciborowski, ortopeda. Wczoraj, w ciągu sześciu godzin, przyjął ponad 80 pacjentów. Gipsy trzeba było założyć 32 osobom.
Podobnie jest w innych poradniach. Na oddział ratunkowy Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego w styczniu trafiło blisko 400 pacjentów, którzy wymagali pomocy ortopedy. – Najwięcej osób było w ostatnich dniach, kiedy zrobiło się tak ślisko – mówi Bogusław Poniatowski, szef SPSK.
Sporo pracy miało też białostockie pogotowie ratunkowe. – Tak dużej liczbie urazów winna jest po części ludzka znieczulica. Ludzie starsi, nie w pełni sprawni, nie powinni wyruszać z domów w taką pogodę. Ale często nie mają wyjścia. Po prostu nie ma kto im pomóc – mówi Ryszard Wiśniewski, szef Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku.
Tylko uważaj
- To była chwila nieuwagi. Poślizgnęłam się na równym chodniku – skarży się Maria Wiśniewska, dla której upadek skończył się zagipsowaniem ręki na co najmniej trzy tygodnie. Co robić, żeby uniknąć takich sytuacji? – Czekać do wiosny – śmieje się Dariusz Ciborowski i dodaje:
- Starszym osobom radzę nie wychodzić, kobietom – zrezygnować z wysokich obcasów, a wszystkim – nie czekać, aż przestanie boleć, tylko po upadku od razu zgłosić się do lekarza.
Edward Adamczyk z poradni przy ulicy Radzymińskiej ocenia, że przy takiej pogodzie i stanie chodników, to cud, że osób z urazami nie jest jeszcze wiecej. – Na szczęście piesi zachowują się podobnie do kierowców i kiedy jest ślisko, chodzą uważniej – mówi.
Autor artykułu: Anna Łubian