Przedstawił się jako Kazimierz Wróblewski. Ale następnym razem może być Janem Dąbrowskim czy Zdzisławem Kowalskim. Nie jest ważne nazwisko – ważne jest, że udaje pracownika Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, wprasza się do domu starszych ludzi i chce dostać pieniądze za swoją pomoc.
Zapłacisz, zarobisz
W czym? Wczoraj, gdy dzwonił do pana Jana, emeryta z Białegostoku, proponował korzystniejsze niż do tej pory przeliczenie emerytury. Waloryzacja miała pana Jana kosztować 400 złotych.
- Zdenerwowałem się i odłożyłem słuchawkę – opowiadał potem pan Jan w ZUS, gdzie zadzwonił, po pierwsze – żeby się upewnić, że to było oszustwo, po drugie – żeby ostrzec innych ludzi.
O tym telefonie wiemy. Możliwe, że o dziesiątkach innych jeszcze nie. Od czasu gdy pojawiła się informacja, że ZUS się przed laty pomylił i źle naliczał świadczenia, wielu hochsztaplerów próbuje zbić na tym własny kapitał.
- Nigdy nie wysyłamy pracowników do domów klientów – przestrzega Anna Krysiewicz, rzecznik prasowy ZUS w Białymstoku. – Wyjątkowo, jeśli ktoś ze względu na swój stan zdrowia nie może być zbadany w siedzibie oddziału, odwiedzają go lekarze orzecznicy. Zdarzają się też wizyty inspektorów kontroli, którzy zawsze okazują legitymację i upoważnienia.
Przypadek zasygnalizowany przez pana Jana nie jest, niestety, sytuacją wyjątkową. W grudniu ubiegłego roku ludzi nachodziła w domach kobieta legitymująca się różnymi, podrobionymi dokumentami. Nie brakowało, niestety, osób, które dały się nabrać na 300-złotową opłatę w zamian za obietnicę podwyższenia emerytury.
Policja czeka na sygnały
- Najważniejsza zasada: nie wpuszczamy obcych do domu – przestrzega nadkomisarz Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
- A jeżeli już się zdarzy, że damy się jednak nabrać oszustowi, powiadamiajmy natychmiast policję – dodaje.- Dzięki temu będzie można ostrzec innych ludzi, a naciągacza wpakować za kratki.
Autor artykułu: Halina Witomska