Archive for December, 2006

Stan niewykorzystany

Tuesday, December 12th, 2006


Ci, którzy świetnie pamiętają wydarzenia z początku lat 80., porzucili rysowanie. Ci, którzy mogliby narysować wydarzenia z dzieciństwa, odstawili historię na boczny tor, wybierając prostsze gatunki – fantastykę czy fantasy…

Nie oznacza to, że w polskim komiksie zabrakło historii osnutych na wydarzeniach sprzed 25 lat. Można je jednak policzyć na palcach jednej ręki – niewprawnego drwala…

Wydobyte z lamusa

Podwalinami do pierwszego komiksu o stanie wojennym mogłaby być opowieść Jana Marka Owsińskiego oraz Jacka Fedorowicza “Solidarność – 500 pierwszych dni”. Podwalinami, gdyż ich rysunkowa opowieść kończy się tuż po północy z 12 na 13 grudnia 1981 roku.

W ostatnich kadrach widzimy obradujących w sali BHP Stoczni Gdańskiej członków komisji krajowej, którzy deklarują wolę porozumienia “ze wszystkimi siłami, które występują przeciwko polityce stanu wyjątkowego oraz konfrontacji” siłowej.

Historia z założenia miała się urwać właśnie w tym miejscu – miała traktować wyłącznie o “Solidarności nadziemnej”. Po raz pierwszy została wydana – oczywiście w drugim obiegu – w 1984 roku.

Oglądana po latach zachwyca przede wszystkim realizmem. Postaci czy budynki rysowane są z niezwykłą precyzją. Fedorowicz żartuje, że niektóre z jego portrecików mogłyby zastąpić zdjęcia w dowodach osobistych.

Autentyczne są też teksty – przy pisaniu scenariusza wykorzystane zostały dziesiątki archiwalnych nagrań. I tylko szkoda, że w wolnej już Polsce autorzy nie spróbowali dopisać dalszego ciągu solidarnościowych losów.

Sprawdzian z matmy

Temat stanu wojennego powrócił na dobre dopiero przed rokiem. Okazją był wydany na 25-lecie rejestracji NSZZ zbiorek “Solidarność – Nadzieja zwykłych ludzi”. Umieszczona w nim bardzo sprawna nowelka “Sprawdzian” to efekt współpracy scenarzysty Macieja Jasinskiego i rysownika Jacka Michalskiego (pierwszy z nich stan wojenny pamięta raczej z opowieści – w 1981 roku miał cztery lata, drugi wchodził akurat w dorosłe życie). Bohaterami spinającymi historię w całość nie są ani świetnie sportretowany generał Jaruzelski, ani ludzie wychodzący na ulice z transparentami “Chleba i pracy”, ale kilkuletni syn jednego z partyjnych dygnitarzy, który za wszelką cenę chciałby uniknąć pisania trudnego grudniowego sprawdzianu z matmy…

O “Wujku” w sobotę

Jacek Michalski odpowiada też za warstwę graficzną opowieści “1981: Kopalnia Wujek”, która trafi do księgarń w najbliższą sobotę.

Jak zdradza wydawca, wydarzenia ze Śląska opowiedzą nam jeden z górników, który pracował w spacyfikowanej kopalni oraz jego syn.

O efekt końcowy można być raczej spokojnym – scenariusz opowieści powstał w oparciu o rozmowy z górnikami, ich rodzinami oraz milicyjne notatki.

W “Stanie” nadzieja

“Sprawdzian” i “1981: Kopalnia Wujek” to komiksy “kombatanckie”. Fabuły oparte na dobrze znanych faktach historycznych, nie różnią się zbytnio od dokumentów filmowych. Zastanawiające jest to, dlaczego nasi komiksiarze nie spróbują zrobić kroku do przodu. Dlaczego nikt nie pogadał z sąsiadami, rodzicami, których stan wojenny zastał często w prozaicznych sytuacjach (moi rodzice, gdy usłyszeli w radiu, że “na terenie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wprowadzono stan wojenny” zastanawiali się, czy tapetować dalej mieszkanie, czy może dać sobie już spokój).

Myślę, że tego typu wspomnienia śmiało mogłyby posłużyć do popełnienia historii pokroju “Mausa” czy “Persepolis”.

Taką próbę podjął na razie tylko łodzianin, Jacek Frąś, którego historię “Stan”
dołączono do ostatniego numeru “Przekroju”. Dostaliśmy perełkę. Na poły realny, na poły baśniowy komiks o chłopaku, który szuka ojca zabitego przez ZOMO.

I tylko szkoda, że po 20 planszach pojawia się słowo “koniec”. Ale skoro powstał “Stan”, dlaczego nie miałoby powstać coś większego? Wszak stan – ten wojenny – ciągle czeka na odkrycie przez komiksiarzy.

Autor artykułu:
Andrzej Kłopotowski

Mam nerkę. Będę żyć

Tuesday, December 12th, 2006


To był piątek. W domu Leokadii Pędowskiej w Ełku zadzwonił telefon. Dokładnie ten, na który czekała od ponad trzech lat. “Proszę przyjeżdżać. Jest nerka” – usłyszała.

Nowe życie

Natychmiast wsiadła w taksówkę i przyjechała do białostockiej Kliniki Chirurgii Naczyń i Transplantologii w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym. Operacja rozpoczęła się późnym wieczorem. W sobotę rano już wiedziała, że jest po wszystkim, że się udało.

- Mam nerkę. Będę żyć. Jeszcze nie mogę w to uwierzyć – Leokadia Pędowska nie przestaje się uśmiechać. Do tej pory musiała trzy razy dziennie wykonywać dializy. Robiła je w domu. Każdy zabieg trwał około godziny.

Jej sąsiad z sali – Apoloniusz Kania – trzy razy w tygodniu musiał jeździć do stacji dializ. Za każdym razem spędzał tam około pięciu godzin. – Teraz, po przeszczepie, pacjentom wystarczą leki. Mogą zapomnieć o dializach – mówi dr hab. Marek Gacko, kierownik kliniki Chirurgii Naczyń i Transplantologii.

Zrozumieliśmy!

W klinice nerki są przeszczepiane od ośmiu lat. Zazwyczaj lekarze wykonywali około 20 transplantacji rocznie. W tym roku – aż 37.

- To dzięki rodzinom pacjentów, u których wystąpiła śmierć kliniczna, np. wskutek wypadków drogowych czy pęknięcia tętniaków. Coraz częściej zgadzają się one na pobranie narządów. Są też takie rodziny, których nie trzeba przekonywać. Same o to proszą – mówi docent Marek Gacko.

Ma nadzieję, że wzrost liczby przeszczepów to zwiastun zmian w społecznym podejściu do transplantacji. – Tym bardziej, że ostatnio jednoznaczne, popierające stanowiska w tej sprawie zajęły Kościoły rzymskokatolicki i prawosławny – mówi Marek Gacko.

Autor artykułu: Anna Łubian

Dwie wersje jednego wypadku

Friday, December 8th, 2006


Rozpocząl sie proces w sprawie glośnego wypadku, w którym
zginela teściowa posla LPR Andrzeja Fedorowicza. Za jego spowodowanie
przed sądem odpowiada Wlodziemierz K. – sedzia Wojewódzkiego
Sądu Administracyjnego w Bialymstoku.

Do wypadku doszlo 19 sierpnia 2005 roku w okolicy wsi Kozince, na trasie Bialystok – Knyszyn. Fiat prowadzony przez sedziego Wlodzimierza K. uderzyl w jadącą z naprzeciwka skode, którą podrózowala rodzina posla Fedorowicza.
Na miejscu zginela teściowa parlamentarzysty. Kierowca i dwie inne
pasazerki skody zostaly ranne.

Glośno o wypadku bylo dlatego, ze tuz po zdarzeniu pojawialy sie rózne
wersje. Na przyklad rozeszly sie pogloski, ze bral w nimudzial trzeci samochód,
którego kierowca uciekl z miejsca zdarzenia.

Nie potwierdzilo tego śledztwo. Ustalenia prokuratury są jednoznaczne – za wypadek odpowiada Wlodzimierz K. Feralnego dnia pedzil
w strone Bialegostoku z predkością okolo 120 kilometrów na godzine.
Jadąc tak szybko, chcial wyprzedzic ciezarówke. Zjechal na lewy pas ruchu.
Wtedy zobaczyl, ze z naprzeciwka jedzie skoda.
Zacząl hamowac, stracil panowanie nad autem, trafil na pobocze i uderzyl
w ten samochód.

- Nie zaprzeczam, ze takie zdarzenie mialo miejsce, ale do winy sie
nie przyznaje – mówil wczoraj Wlodzimierz K.

Oskarzony sedzia caly czas podtrzymuje wersje z trzecim samochodem,
który wedlug niego jechal za skodą i chcial ją wyprzedzic. Wedlug jego relacji, to przez to auto on musial zjechac na swój pas. Tam zacząl hamowac, a wtedy zablokowaly sie kola. W koncu znalazl sie na poboczu i doszlo do tragicznego
zderzenia. (RM)

Autor artykułu:

Dzieci czekają na dom

Friday, December 8th, 2006


Dwunastoletnia Monika od pieciu lat mieszka w domu dziecka. Musiala opuścic
rodziców, bo bardziej od swoich dzieci kochali alkohol. Teraz najbardziej na świecie marzy o normalnym domu i kochających rodzicach.

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie chce pomóc takim dzieciom. Rusza z akcją “Szukam mamy, szukam taty”.

- Poszukujemy rodzin zastepczych dla dzieci z placówek opiekunczo – wychowawczych w Supraślu, Wasilkowie i Krasnem. Na prawdziwy dom czeka tu ponad 60 dzieci – mówi Elzbieta Turczewska, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie przy ul. Borsuczej.

Akcja skierowana jest do mieszkanców powiatu bialostockiego.

- Czekamy na ludzi gotowych stworzyc prawdziwy dom rodzinny i zapewnic dzieciom opieke i wychowanie – dodaje Turczewska.

Wiedzą o tym Helena i Tomasz Pelszykowie z Kleosina, którzy są rodziną zastepczą od czterech lat.

- Nie wahaliśmy sie dlugo, czy przyjąc dzieci do naszego domu. Mamy wielkie serca – podkreśla Tomasz Pelszyk. Przyznaje, ze początki bycia rodziną zastepczą dla czwórki dzieci byly bardzo trudne.

- Nie jest tajemnicą, ze wiekszośc wychowanków domów dziecka pochodzi z rodzin patologicznych. Przez pierwsze dni mieliśmy problem ze znalezieniem wspólnego jezyka. Ale udalo sie. Byly wizyty u psychologów, lekarzy i teraz jesteśmy szcześliwą rodziną, a dziecimówią do nas mamo i tato – dodaje Pelszyk.

Bialostoczanie, którzy chcieliby stworzyc rodzine zastepczą, powinni zglosic sie do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie albo ośrodka adopcyjnego. Na rodziców czeka ponad setka dzieci.

- Nie ma dla nich nic lepszego niz normalna rodzina. Nawet najwspanialszy dom dziecka nie zapewni im rodzicielskiej milości, ciepla i zaufania. A to wlaśnie mogą tym dzieciom dac rodziny zastepcze – podkreśla Kazimierz Kuczek, zastepca dyrektora MOPR-u.

Autor artykułu:

Antysemita na badania

Friday, December 8th, 2006


Zatrzymaliśmy tego pana, poniewaz nie stawial sie na badanie psychiatryczne, mimo ze byl wzywany chyba pieciokrotnie – mówi Adam Kozub, rzecznik Prokuratury
Okregowej w Bialymstoku. – A z naszych ustalen wynika, ze takie jednorazowe badanie jest konieczne. Tym sposobem szef Polskiej Partii Narodowej, znany ze swoich antysemickich wystąpien, byly kandydat na prezydenta RP, zostanie doprowadzony silą do szpitala w podwarszawskich Tworkach.

Nie znosi Zydów

Śledztwo bialostockiej prokuratury obejmuje siedem osób. Wśród nich jest Leszek Bubel oraz Adam Czeczetkowicz (szef sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Bialegostoku Krzysztofa Kononowicza). Obaj są podejrzani o upowszechnianie treści antysemickich i nawolywanie do nienawiści na tle narodowościowym. Przy czym Bubel mial tego dokonac jako prezes wydawnictwa drukującego czasopisma
“ABC humoru” i “Tajemnice Świata”, do których dolączyl antysemicki dodatek
“Nacjonalista”. Ukazywal sie on od stycznia do paLdziernika 2005 roku.
Jak na razie podejrzany nie przyznal sie do stawianych mu zarzutów.

Plakatem w Bialystok

Bubel nie trafilby do Tworek, gdyby jego poczynaniami nie zainteresowal
prokuratury pewien bialostoczanin. W czerwcu ubieglego roku zobaczyl on nazistowski plakat obok przystanku autobusowego przy ulicy Mickiewicza.
Reklamowal on jedno z antysemickich pism Bubla. Ale zawieral tez m.in.
adres strony internetowej, za pośrednictwem której mozna bylo dotrzec
do autorów publikacji.
Teraz Bublowi grozi do trzech lat wiezienia. Warto dodac, ze rok temu w podobnej sprawie odpowiadal on przed warszawskim sądem. Wówczas zostal skazany na piec tysiecy zlotych grzywny.
Ale na zarzutach przeciwko Leszkowi Bublowi ta sprawa moze sie nie skonczyc. – Rzeczywiście sprawdzamy, czy zgodnie z prawem mozna zdelegalizowac Polską Partie Narodową, jako jawnie nawolującą do nienawiści i wyrejestrowac oba dwumiesieczniki – powiedzial prokurator Adam Kozub.

Autor artykułu:

Nie żałujemy na prezenty

Wednesday, December 6th, 2006


Ożywienie w gospodarce spowodowało, że spada bezrobocie, jest więcej miejsc pracy, a ludzie więcej zarabiają. To od razu widać na rynku.

W sklepach już teraz są tłumy klientów. Na razie interesują się oni głównie artykułami przemysłowymi – począwszy od drobnych rzeczy, w tym oczywiście upominków, a skończywszy na sprzęcie AGD i RTV. W połowie miesiąca klienci zaczną się ustawiać w kolejkach po artykuły spożywcze.

Grudniowa żyła złota
Handlowcy zgodnie twierdzą, że warto było czekać 11 miesięcy, żeby w ciągu grudnia poprawić – i to znacznie – bilans rocznych przychodów ze sprzedaży.

– Grudzień to miesiąc, w którym obroty stanowią około 30 procent przychodów w ciągu całego roku – powiedziała „Porannemu” Helena Ciwoniuk, dyrektor ds. sprzedaż przemysłowej w PHU Market. – Gospodarka napędzała się i nawet od września było widać ożywienie. Już teraz jest ogromny popyt na wszelkiego rodzaju upominki mikołajkowe i prezenty gwiazdkowe.

Podobnie jest w sieci sklepów PSS „Społem”. – Już zaczął się wzmożony ruch przy stoiskach z różnego rodzaju prezentami – zapewnia Halina Gilewicz, zastępca dyrektora DH Central. – Najbardziej oblężone są także stoiska z zabawkami. Nawet nasi sprzedawcy czasami nie nadążają z pakowaniem tych towarów.

Również optymistycznie, choć ostrożnie, do grudniowych efektów sprzedaży podchodzi hipermarket Auchan. Jak powiedziała nam Dorota Patejko, rzecznik prasowy koncernu, na razie największym popytem cieszą się zabawki.

Było nieźle, będzie lepiej

Już w ubiegłym roku białostockie sklepy przed świętami były bardziej oblężone niż rok czy dwa lata wcześniej.

Z tego powodu handlowcy osiągnęli rekordowe w ostatnich latach przychody, bo był to rok, kiedy pojawiły się pierwsze oznaki ożywienia w gospodarce. W tym roku jest ono już na tyle wyraźne, że handlowcy są coraz bardziej optymistyczni.

Zapowiada się kolejna rekordowa końcówka roku. – Grudzień powinien być lepszy niż w ubiegłym roku – twierdzi Mieczysław Dąbrowski, członek zarządu PSS „Społem”. – A wynika to choćby z tego powodu, że już listopad przyniósł nam wyższe obroty niż 12 miesięcy temu.

Z większym optymizmem wypowiada się Helena Ciwoniuk: – Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne grudniowe obroty będą przynajmniej o kilkanaście procent wyższe niż ubiegłoroczne.

Nie tylko drobne upominki

Większe zainteresowanie, choć nie tak duże, odczuwają właściciele sklepów RTV i AGD.

– Jest wzrost sprzedaży, bo niektórzy mają pieniądze, żeby pod choinkę kupić dobry telewizor lub sprzęt grający – mówi Waldemar Pogorzelski, kierownik sklepu Partner. – Grudzień więc powinien być lepszy niż rok temu.

– Koniunkturę napędzają także Polacy pracujący za granicą, którzy przyjeżdżają na święta do Polski, żeby właśnie tu wydać swoje oszczędności – twierdzi z kolei Maciej Chwieroś, szef sklepu Avans.

Autor artykułu: Józef Woronko

Litewskie świątki w Ratuszu

Wednesday, December 6th, 2006

Ocalenie od prześladowców
Jest to zaiste ekspozycja niezwykła. I to z kilku powodów. Imponująca jest ilość eksponatów.

Całe zastępy Chrystusów, Matek Boskich, chmary aniołków i przebogata kolekcja zdobionych krzyży – drewnianych i metalowych. Bodaj każdy z eksponatów zaczął swój żywot w pracowni wiejskiego, najczęściej nieuczonego artysty. Wydłubane tak, jak samorodnemu sztukmistrzowi w duszy grało, święte osoby stanęły w przydrożnych kapliczkach, zawisły na drzewach, oznaczyły groby. I pewnie każde dokonałoby żywota „na służbie”: wysłuchując pokornych modłów, błagań, próśb o dobre zbiory, ochronę przed plagami, chorobą, głodem ogniem i wojną. Jednak po wielkiej wojnie władza radziecka poczuła się dotknięta spojrzeniami wiejskich świątków. Choć twarze miały łagodne, proste i zafrasowane jak ich twórcy, to czemuś kłuły w oczy tych, którzy głosili, że religia to opium dla mas. Powyrywano słupy, krzyże, pozdejmowano kapliczki. Oczyszczono krajobraz z całej świętej menażerii.

Na szczęście raz jeszcze okazało się, że nie ma tego złego, co by na dobre wyjść nie mogło. Nakazując usunięcie świątków i krzyży, ocalono je przed zagładą. Zamiast, zniszczeć i trafić na śmietnik, znalazły się w muzeum. Dzięki temu możemy je dzisiaj podziwiać.
Z serca strugane
To nie są dzieła uczonych ludzi, artystów po akademiach, lecz tych, którzy strugali drewno często niewprawnie, za to zawsze z miłością i wiarą, że w sercu Matki Boskiej musi tkwić siedem mieczy, by wszyscy wiedzieli, jak bardzo rozpacza po śmierci Syna. Wielu osiągnęło niezwykłą biegłość w rzeźbiarskim fachu. Wszyscy wzruszają prostotą i autentyczną wiarą. Tak wielką, że nie sposób w tych figurach zobaczyć „rzeźb” – to wszystko ten sam Jezus i ta sama Maria, choć twarze i postury mają tak różne.

Autor artykułu:
(jer)

15 lat „Kresów” – wzruszający jubileusz

Wednesday, December 6th, 2006


Do Białegostoku przyjechali w poniedziałek rano. Już na samym początku były łzy wzruszenia. I radości.

– Są wszyscy – mówi Piotr Damulewicz, prezes Towarzystwa Kultury Teatralnej w Białymstoku. – Ponad trzydziestu młodych recytatorów wraz z opiekunami z czternastu krajów. Chociaż nie wszyscy przyjechali jednocześnie – dodaje. O dzień spóźnili się reprezentanci Kazachstanu.

– Ale oni jadą cztery doby – wyjaśnia Damulewicz.

Polonusi będą gościli w Białymstoku do końca tygodnia. W tym czasie będą przygotowywać się do czwartkowego konkursu finałowego oraz sobotniego koncertu galowego.

– W tym celu zorganizowaliśmy im warsztaty w Akademii Teatralnej – mówi Piotr Damulewicz. Młodzi recytatorzy będą uczyli się interpretacji tekstu literackiego oraz dykcji.

Koncert Galowy w sobotę o godz. 17 w Białostockim Teatrze Lalek. Jednak goście spędzają czas nie tylko na warsztatach i ćwiczeniach. Jak mówi Damulewicz, najważniejsze jest spotkanie Polonii w kraju.

– Jedna z uczestniczek powiedziała, że jest bardzo wzruszona, bo od trzech lat startuje w konkursie i pierwszy raz udało się jej przyjechać do Polski – opowiada Damulewicz.
Wizyta bardzo kulturalna
W poniedziałek mogli zobaczyć dwa spektakle. Jeden teatru amatorskiego podczas spotkania inauguracyjnego oraz spektakl „Bóg Niżyński” teatru Wierszalin. Dzisiaj czeka ich spotkanie przy tradycyjnym wigilijnym stole.
15 lat tradycji
Konkurs „Kresy” organizowany jest od 15 lat. Co roku młodzi Polacy m.in. z Kazachstanu, Litwy i Rosji, a w tym roku także z Uzbekistanu, prezentują polskie wiersze. – Początkowo były to utwory Mickiewicza, ale z biegiem czasu zaczęli pojawiać się twórcy współcześni, na przykład Szymborska – wyjaśnia Izabela Półtorak ze Wspólnoty Polskiej.

– Jednak twórczość Mickiewicza nadal jest wymagana. W tym roku w eliminacjach regionalnych wzięło udział ponad 3 tys. młodych ludzi w trzech kategoriach wiekowych. Do Białegostoku przyjechali polonusi z najstarszej grupy: powyżej 16 lat.

Autor artykułu:
(jer)

Iwaszkiewicz dla Redlińskiego

Tuesday, December 5th, 2006


Edward Redliński urodził się w 1940 roku, jest absolwentem Politechniki Warszawskiej i Studium Dziennikarskiego, pracował w “Gazecie Białostockiej” i białostockim radiu.

Stał się sławny za sprawą “Konopielki”. Wydana w 1973 roku powieść została entuzjastycznie przyjęta zarówno przez czytelników, jak i krytykę literacką. Nagrodę im. Jarosława Iwaszkiewicza ustanowił przed rokiem Związek Literatów Polskich. Tegoroczni laureaci – Edward Redliński i Adam Marszałek (wydawca z Torunia) – odbiorą nagrody 11 grudnia w Domu Literatury (siedziba ZLP) w Warszawie.

Autor artykułu: (JER)

Mieszkańcy Starosielc: Politycy, pomóżcie nam

Tuesday, December 5th, 2006


Sąd apelacyjny, wojewoda, prezydent miasta, parlamentarzyści, radni -mieszkańcy dawnych bloków kolejowych w Starosielcach pukali wczoraj do drzwi wszystkich włodarzy. Chcieli przypomnieć politykom o złożonych w sierpniu obietnicach.

- Zmusiła nas do tego decyzja nowego właściciela naszych mieszkań, który dwa tygodnie temu podniósł czynsze – mówi Anna Zasztowt, mieszkanka Starosielc.
Chociaż nie do wszystkich lokatorów dotarła oficjalna informacja o podwyżce, ludzie nie chcą czekać. Dlatego już wczoraj rozpoczęli wędrówkę po urzędach i biurach.
Wszędzie zostawiali wniosek, aby raz jeszcze została zbadana sprzedaż
bloków kolejowych warszawskiej spółce Adige.

- Jesteśmy przekonani, że syndyk pozbył się ich niezgodnie z prawem.
Nie wziął pod uwagę interesu społecznego – mówi Lucyna Bagnowska,jedna z mieszkanek.

Wielu polityków, których odwiedzili, zapewniało ich o “nieustającej” pomocy.
- Niektórzy tylko mieli żal o nasze skargi do “Porannego”, że politycy
nic nie robią. Wyciągali teczki z pismami w naszej sprawie na dowód, że jest inaczej.

Odpowiedzieliśmy im wprost: ta pomoc jest niewystarczająca, o czym najlepiej świadczy grudniowa podwyżka czynszu – mówi Anna Zasztowt, mieszkanka ul. Nowosielskiej.

Autor artykułu: (mg)