Archive for December, 2006

Nie zmarnujmy ich!!!

Thursday, December 28th, 2006


Konflikt między SSA “Jagiellonia” a ośrodkiem młodzieżowym prezesa Stanisława Bańkowskiego narastał od dawna. Obie strony miały poważne argumenty. Klub zarzucał Bańkowskiemu zły model zarządzania i wychowywania młodych zawodników. MOSP z kolei nie dostawał z Jagi wynikających z umowy pieniędzy za przekazywanie do zespołu swoich wychowanków.

Idą dobre roczniki

Zamiast zgody wybuchła wojna i to z gatunku takich, w której nie ma zwycięzców, tylko mniej lub bardziej poszkodowani. Jagiellonia wypowiedziała umowę i podpisała układ z… Supraślanką Supraśl. Bańkowski zapowiada, że swoich zawodników wysyłać będzie do klubów z kraju lub zagranicy.

- To byłoby najgorsze, co mogłoby nas spotkać. Ci młodzi chłopcy czują się jagiellończykami. Tutaj chcą mieszkać i grać. A wyjazd z Białegostoku może im zaszkodzić. Z drugiej strony, czy klubowi bardziej się opłaca ściąganie armii zawodników z zewnątrz? Bardzo wątpię – mówi trener Ryszard Karalus, jeden z najlepszych w kraju wychowawców talentów piłkarskich, spod którego ręki wyszli między innymi: Tomasz Frankowski, Marek Citko, Mariusz Piekarski, Daniel Bogusz czy Jacek Chańko. Karalus alarmuje, że wszyscy muszą być czujni.

- Idą bardzo dobre roczniki, w których sa chłopcy równie utalentowani, jak Tomek Frankowski i inni. Nie możemy pozwolić, by się zmarnowali – mówi trener.

Juniorzy MOSP są aktualnymi wicemistrzami kraju, więc byłoby z kogo wybierać.

- Dla wielu Jagiellonia jest pierwszym, ukochanym klubem. Motywacją do treningów było to, że kiedyś założą koszulkę Jagi w pierwszej drużynie – mówi trener wicemistrzów kraju Mirosław Dymek.

Trzeba dać im szansę

O tym, że przejście z futbolu młodzieżowego do seniorskiego jest trudne i bolesne, Jagiellonia przekonała się dwa lata temu. Juniorzy starsi zostali mistrzami kraju, a do pierwszego zespołu Jagi nie przebił się nikt.

- Byłem za rozwiązaniem tamtej drużyny, bo w młodzieżowej piłce chodzi nie tylko o wynik, ale i o wychowanie zawodnika. A tam frekwencja była słabiutka, brakowało dyscypliny. Chciałem się mylić, ale szybko okazało się, że miałem rację. Gdzie oni teraz są? Tułają się po czwartej lidze – mówi szkoleniowiec. – Mamy w tej chwili roczniki dużo lepsze. Są to nie tylko dobrzy, ale i ukształtowani, młodzi piłkarze. O takich graczach, jak: Sławek Wilczewski, Bartek Szulkowski, Adam Kisiel, Michał Lelulko, Michał FIdziukiewicz i wielu innych może być wkrótce bardzo głośno. O ile da się im szansę – dodaje Karalus.

Młodzież jest bardzo zaangażowana w to, co robi.

- Młodzież jest z Jagą i Jaga powinna być z młodzieżą. W dobrym klubie szkolącym wychowanków, to oni i ich potrzeby są na pierwszym planie. Inaczej chłopcy na tym stracą, ale nie tylko oni. Pamiętajmy na przykład, co zrobiło dwóch młodych bramkarzy – Łukasz Załuska i Adam Stachowiak. Wypromowali się w Jagiellonii i szybko odeszli. Wychowanek by tak nie postąpił. Obie strony powinny dojść do porozumienia, wypracować reguły współpracy i ich przestrzegać – uważa białostocki szkoleniowiec.

Powodów tego, że w Jagiellonii gra coraz mniej wychowanków, jest więcej. Likwidacja klasy międzywojewódzkiej juniorów sprawiła, że białostoczanie nie mają kontaktów z silnymi, warszawskimi zespołami.

To jest realne

Również baza sportowa w stolicy Podlasia jest zła, a liczba boisk zmniejsza się w szybkim tempie.

- Dziwię się, że tak się dzieje. Sport to także wychowanie i zdrowie dla młodych graczy. Do pracy muszą wziąć się nie tylko trenerzy i działacze. Wiele zależy od władz miasta. Moim marzeniem jest, by za kilka lat w ekstraklasie grał zespół, w osiemdziesięciu procentach składający się z wychowanków. To jest realne – kończy Karalus.

Autor artykułu: Wojciech Konończuk

Naczelnik jest winny

Thursday, December 28th, 2006


- Nie, dziękuję – tyle tylko odpowiedział, zapytany, co sądzi o wyroku.

W śledztwie Andrzej M. twierdził, że pieniądze od pracownic dostał… na imieniny. Nie była to żadna łapówka. Zresztą nie przyznawał się do wszystkich z czterech stawianych mu zarzutów. Sąd jednak nie do końca mu uwierzył. I uznał go za winnego dwóch zarzucanych mu czynów.

Aferka zamiast afery

To miała być wielka afera łapówkarska w białostockim urzędzie miejskim. Wypłynęła jesienią 2004 roku. Była jedną z pierwszych spraw nowego wydziału do walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Mówiono wówczas nieoficjalnie, że ówczesny naczelnik wydziału administracyjno-gospodarczego białostockiego magistratu od dłuższego czasu brał łapówki za ustawiane przetargi. Ale to się nie potwierdziło.

Z zarzutów, jakie przedstawiła prokuratura Andrzejowi M., sąd uznał przyjęcie 600 złotych od pracownic w 1999 roku. Otóż w tym czasie trzy panie pracujące w kierowanym przez Andrzeja M. wydziale zaproponowały, że mogą roznosić urzędową korespondencję. Oczywiście nie za darmo, tylko na umowę-zlecenie. Naczelnik się zgodził. I za to pracownice dały mu “prezent” – 600 złotych.

- Wykorzystał stanowisko, jakie zajmował, wykorzystał również podległe mu pracownice, w sposób aspołeczny, naruszający porządek prawny – mówiła sędzia Katarzyna Skindzier.

Prokuratura oskarżyła też Andrzeja M. o to, że wziął zegarek od swojego zastępcy, któremu – jako łapówkę – wręczył go pewien przedsiębiorca. Zegarek okazał się tylko podróbką znanej firmy. Jego wartość to 50 zł. Czy były naczelnik połakomił się na zegarek, wyjaśni odrębne postępowanie.

Nie może być kierownikiem

Andrzej M. ma zapłacić 3 tysiące złotych grzywny i ma dwuletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w instytucjach, gdzie jest dostęp do funduszy publicznych.

Czy prokuratura odniosła w sądzie sukces? Tak na pewno nie można powiedzieć. Nic dziwnego, że prokurator nie wychodził z sali rozpraw zadowolony. – Nie przekonały mnie argumenty sądu w części uniewinniającej. Zwłaszcza jeżeli chodzi o zarzut dotyczący przetargu – mówił prokurator Wojciech Michalczuk.

Prawdopodobnie będzie apelacja, bo wyrok jest nieprawomocny.

n O co prokuratura oskarżyła Andrzeja M.?
1. W 1999 roku przyjął 600 złotych korzyści majątkowej od pracownic.
2. Od 2001 roku do 7 grudnia 2004 roku usunął z urzędu dokumenty.
3. Od stycznia 2002 roku do lutego 2004 przekroczył uprawnienia i działał na szkodę urzędu, bo nie mając uprawnień, zajął się rozpisywaniem przetargów na materiały do drukarek. Magistrat stracił na tym 45 tys. zł.
4. Od marca do września 2003 roku nie zapewnił właściwego funkcjonowania Biura Rzeczy Znalezionych, a był za to odpowiedzialny.

n Sąd uznał Andrzeja M. za winnego:
1. Przyjęcia łapówki w 1999 roku od pracownic, w zamian za umożliwienie im dodatkowego zatrudnienia na umowę-zlecenie.
2. Usunięcia z magistratu urzędowych dokumentów: kart gwarancyjnych kopiarek, pism urzędowych, dokumentacji, które przechowywał w domu.

Autor artykułu: Marta Romańczuk

Rozgrywki w sądzie

Thursday, December 28th, 2006


Żeby zmieścić dwudziestu sześciu oskarżonych, w największej sali białostockiego sądu okręgowego ustawiono dodatkowe ławki. Obrońcy zajęli miejsca przeznaczone i dla nich, i dla przeciwnej strony procesu – prokuratora. Na ławach publiczności także był tłok – przyszli znajomi oskarżonych, ich rodziny. Największa sala Temidy przy ulicy Skłodowskiej wypełniona była po brzegi.

Aby wszystko odbyło się bez żadnych incydentów, wzmocniono ochronę sądu. Więcej niż zwykle policjantów pilnowało porządku. Każdy kto wchodził na salę był sprawdzany wykrywaczem metalu. Był nawet policyjny pies.

Bitwa przed meczem

Ten proces to finał głośnych zdarzeń z 3 czerwca tego roku. Wtedy to na stadionie Hetmana w Białymstoku odbył się mecz Jagiellonii Białystok z Widzewem Łódź. Przed tym spotkaniem starły się dwie zwaśnione już od dłuższego czasu grupy pseudokibiców Jagi: skini i pretorianie. Bili się na oślep. Część chuliganów przygotowała się do tej bitwy. Mieli ze sobą siekiery, pałki, metalowe rurki, samodzielnie zrobione kastety. Kilka osób zostało rannych.

Kibice w sądzie

Prokuratura oskarżyła o udział w tej bójce dwudziestu sześciu młodych mężczyzn, właściwie chłopców. Mają po najwyżej 24 lata. Spora ich część była tymczasowo aresztowana. Obecnie w areszcie jest pięciu oskarżonych. To ci najbardziej agresywni, którzy mieli niebezpieczne narzędzia.

Wczoraj w sądzie stawili się wszyscy oskarżeni. Sześciu z nich już w czasie śledztwa postanowiło dobrowolnie poddać się karze. Prokurator zgodził się na to. Więc wczoraj na początek sąd wyłączył ich sprawę. I na sali zostało dwudziestu oskarżonych.

Później już przed sądem okazało się, że jeszcze pięciu kolejnych kibiców chce się poddać karze. Ich obrońcy złożyli podobne propozycje skazania: dwa lata więzienia, w zawieszeniu na pięć lat, oddanie ich pod dozór kuratora, grzywny i pięcioletnie zakazy chodzenia na mecze. Ale prokurator zgodził się, żeby tylko dwaj z tych oskarżonych poddali się takiej karze. Trzej pozostali w czasie bójki mieli albo niebezpieczne narzędzie, albo byli bardzo agresywni – oskarżyciel nie mógł zaakceptować, aby kary zostały im zawieszone.

Drugie podejście za miesiąc

Ostatecznie w procesie brać będzie udział osiemnastu kibiców. Jednak wczoraj sprawa nie mogła się rozpocząć. Bo obrońca jednego z oskarżonych w środę późnym popołudniem przysłał do sądu zwolnienie i prosił o odroczenie sprawy. Sąd nie miał wyjścia. Wyznaczył nowy termin rozprawy na 24 stycznia.

Obrońcy pięciu oskarżonych, którzy są w areszcie, chcieli też, aby ich klienci wyszli na wolność. Sąd na to się nie zgodził. Na sprawę nadal będą czekać za kratkami.

Autor artykułu: Marek Zajączkowski

Oszukani

Friday, December 22nd, 2006


Tomasz Rośniewicz jest na stazu w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym. Co miesiąc na reke dostaje 815 zlotych. Na wiecej – przynajmniej w przyszlym roku – nie ma co liczyc. Powód? Rząd wycofal sie z obietnicy sprzed kilku miesiecy, ze przez trzy kolejne lata bedzie podwyzszal pensje w sluzbie zdrowia o 30 procent. Na paLdziernikowych podwyzkach ma sie skonczyc.

- Te 200-300 zlotych, które wtedy dostaliśmy, to za malo. Chcemy, zeby lekarz specjalista zarabial co najmniej piec tysiecy zlotych – mówi Ryszard Kijak, wiceszef Ogólnopolskich Związków Zawodowych Lekarzy.

Wyjawia, ze plan protestów jest juz gotowy: – Zacznie sie na początku roku od sporów zbiorowych i zakladania indywidualnych praktyk. Na wiosne planujemy akcje skladania wypowiedzen. Zeby nie zamykac szpitali, dyrektorzy bedą musieli zatrudniac lekarzy na kontraktach. Ale wtedy uslyszą ządania znacznie wyzszych stawek.

Ale jest tez drugi, mniej spektakularny scenariusz: wyjazd.

- Z bylego województwa bialostockiego juz wyjechalo okolo 300 pielegniarek. To jedyny sposób, zeby godnie zarobic. We Wloszech, gdzie placą najmniej, pielegniarka dostaje minimum 1,2 tys. euro miesiecznie i ma za darmo mieszkanie – mówi Ewa Taranta, szefowa Okregowej Izby Pielegniarek i Poloznych.

Autor artykułu: Anna Łubian

Kara za koalicję

Friday, December 22nd, 2006


Jeśli pan wojewoda chce sie bawic w takie rzeczy, to zycze mu powodzenia – nie kryje wzburzenia Roman Krzyzopolski, przewodniczący rady. – Dla mnie nie ulega wątpliwości, ze tu nie chodzi o zlamanie prawa, lecz o polityke.

Zachowal stary uklad

Wybory do 19-osobowej rady powiatu wygralo PiS. Wprowadzilo siedmiu swoich przedstawicieli. To oni, razem z Samorządem Ziemi Augustowskiej (sześciu radnych), mieli stworzyc rządzącą koalicje. Okazalo sie jednak, ze poprzedni starosta – Franciszek Wiśniewski, który startowal z listy PiS, dogadal sie z PO oraz niektórymi radnymi pochodzącymi z innych ugrupowan, w tym lewicowych. Dzieki temu uklad wladzy w powiecie pozostal bez zmian. Wiśniewskiego ponownie wybrano starostą. Jego zastepcą pozostal Jaroslaw Szlaszynski z PO. Stanowisko utrzymal równiez reprezentujący te samą partie Roman Krzyzopolski.

Na Wiśniewskiego posypaly sie gromy.

- Sprzeniewierzyl sie wszelkim zasadom – mówi posel PiS Jaroslaw Zielinski. – W imie zachowania ukladu rządzącego zawarl porozumienie nawet z SLD.
Zielinski dodal, ze Wiśniewski to jego “najwieksza pomylka kadrowa”.

- Radnym zostal dzieki naszej partii – twierdzi. – Doskonale zdawal sobie przy tym sprawe, ze w kampanii wyborczej PiS mocno akcentowalo koniecznośc zmian, jakie mają zajśc w powiecie. Teraz, zachowując poprzedni uklad, oszukalo wyborców.

Zlamal prawo

Zaraz po pierwszej sesji cześc radnych PiS oraz SZA zlozyla skarge do wojewody. Ich zdaniem, w czasie wyborów naruszona zostala tajnośc glosowania, niektórzy rajcowie nie zlozyli ślubowania, a do organów rady powybierano osoby, które w tym samym gronie pelnią juz inne funkcje.

- To jest ewidentne zlamanie prawa – uwaza Dariusz SzkilądL z PiS, glówny autor wniosku do wojewody.

SzkilądL zapewnia, ze wniosek nie ma nic wspólnego z tym, ze starosta Wiśniewski stworzyl koalicje wbrew wladzom PiS. A wojewoda wszcząl procedure zmierzającą do uniewaznienia wszystkich uchwal podjetych podczas sesji.

- Przypuszczalnie zostaną one uniewaznione – mówi Adam Debski, rzecznik prasowy wojewody. – Decyzja zapadnie albo zaraz po świetach, albo w pierwszych dniach nowego roku.

Wojewoda sprzyja swoim

Przewodniczący Krzyzopolski nie ma wątpliwości, ze wojewoda z PiS sprzyja augustowskim przedstawicielom tej samej partii.

- W czasie sesji nie doszlo do zadnego zlamania prawa – zapewnia.
Zdaniem radnych tworzących obecną koalicje, chodzi tak naprawde o “rozwalenie obecnej wiekszości”. – PiS nie udalo sie przejąc wladzy w powiecie, wiec teraz chwyta sie wszelkich metod – mówi radny proszący o anonimowośc.

Starosta Wiśniewski, który, jak twierdzi, nikogo nie zdradzil, bo nigdy nie byl czlonkiem PiS, jest spokojny. – Jezeli zapadnie decyzja o uniewaznieniu uchwal, skierujemy sprawe do sądu administracyjnego – zapowiada.

Dzisiejszą sesje cześc radnych z PiS i SZA zamierza zbojkotowac.

Autor artykułu: Tomasz Kubaszewski

W obronie lasu

Friday, December 22nd, 2006


Walka trwa juz prawie rok. Teren nalezy do gminy Choroszcz, która zgodzila sie udostepnic go Bialemustokowi pod budowe nekropolii. Trzeba jednak wyciąc okolo 50 hektarów lasu. Mieszkancy zapowiadają, ze do tego nie dopuszczą, nawet jeśli mieliby sie przykuc do drzew.

Bedziemy sie bronic!

Wczoraj zostawili prezydentowi Tadeuszowi Truskolaskiemu ponad 2,2 tysiąca podpisów w obronie lasu.

- To jedyny kompleks zielony, z którego korzystają mieszkancy Nowego Miasta i duzej cześci Kleosina – przekonuje Malgorzata Grabowska – Snarska z komitetu obronców lasu. – Rozumiemy potrzebe stworzenia cmentarza, ale na pewno nie na tym terenie. Jesteśmy przekonani, ze w okolicach Bialegostoku znajdują sie bardziej odpowiednie miejsca pod lokalizacje takiej inwestycji.

Mieszkancy wymieniają jako potencjalne: Karakule, okolice ulicy św. Andrzeja Boboli, ks. Suchowolca lub tereny przy ulicy Debowej na osiedlu Pieczurki.

- Na początku przyszlego roku prezydent spotka sie z mieszkancami w tej sprawie – zadeklarowal Maciej Zywno, sekretarz miasta. – Zadna decyzja w sprawie cmentarza nie jest jeszcze przesądzona.

Brakuje miejsca na pochówki

Ale musi zostac przesądzona bardzo szybko. Miasto ma twardy orzech do zgryzienia, bo juz zaczyna brakowac miejsca do pochówków. Obecnie cmentarz miejski przy ulicy Wysockiego jest jedyną nekropolią w Bialymstoku, na której chowa sie zmarlych wszystkich wyznan. Kazdego roku odbywa sie na nim od 800 do tysiąca pogrzebów. Miejsca wystarczy jeszcze na niecale sześc lat.

- Trzeba rozpatrzyc wszystkie mozliwe lokalizacje i wybrac najlepszą – podkreśla Maciej Zywno.

Budowa cmentarza bedzie jednak wszedzie budzic podobne protesty, gdyz przy nowej nekropolii ma znaleLc sie takze krematorium. A na to w poblizu domów mieszkalnych, nikt sie nie zgodzi.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Nasi w Arsenale

Monday, December 18th, 2006


Stary rok kończy się w białostockim Arsenale wystawami dwóch artystów znaczących – nie tylko dla lokalnego środowiska plastycznego. W przypadku Andrzeja Dworakowskiego i Wiesława Jurkowskiego można mówić nie tylko o wysokiej jakości, ale też o świadomym procesie twórczym, konsekwencji, indywidualnym stylu.

A to Polska właśnie…

Andrzej Dworakowski zawsze działał “w zwarciu z rzeczywistością” – jego prace były postrzegane jako wręcz publicystyczne. Podobny charakter ma najnowsza prezentacja, na co wskazuje już sam tytuł: “A to Polska właśnie…”.

W jednej z prac Dworakowski wykorzystał zdjęcie z akcji performance przeprowadyonej dwadzieścia lat temu z Andrzejem Kaliną. – W miejscu dzisiejszego dołu pod operę, wykopaliśmy własnymi rękami jamę w ziemi – opowiada artysta. – Wokół dołu ustawiliśmy krzesła.

W trakcie akcji artystycznej Dworakowski i Kalina połamali wszystkie krzesła i wrzucili je do dołu i zasypali. Dzisiaj tamto zdarzenie stało się gorzkim komentarzem do obrad Okrągłego Stołu.

Konie kochane

Wiesław Jurkowski od lat wierny jest koniom. I kogutom. Zwierzęta te są leitmotivem jego obrazów i grafik. Do obecnej prezentacji w Arsenale artysta wybrał konie.

Zarówno większe kompozycje, jak i liczne portrety niewiele mają wspólnego z odwzorowaniem natury. To studia emocji i charakterów, operujące zaskakującą kolorystyką. Posataci w dziwnych pozach, z twarzami zamkniętymi w kilku mocnych liniach, niezwykle ekspresyjne, dramatyczne.

Jurkowski oprócz gotowych prac, prezentuje też drewniane matryce. Jednak nie chodzi tu czyba o pokaz samej techniki, co o wykorzystanie narzędzi w roli autonomicznych dzieł sztuki.

Wystawy czynne do 7 stycznia.

Autor artykułu:
Jerzy Szerszunowicz

Potrzebujemy hali

Monday, December 18th, 2006


Do tego, że w Białymstoku brakuje hali sportowo-widowiskowej nie trzeba przekonywać nikogo. Jedyny taki obiekt, należący do klubu Włókniarz, rozsypuje się i nie spełnia żadnych norm dopuszczających do ogólnopolskich rozgrywek. Poza tym niedługo i tak zostanie najprawdopodobniej rozebrany, bo Włókniarz sprzedał go Jaz-Budowi, który chce zbudować na tym terenie bloki.

Politechnika nie wybuduje…

- To skandal, żeby 300-tysięczne miasto nie miało własnej hali – twierdzi Janusz Kochan, radny lewicy, a jednocześnie działacz sportowy. – Coraz większymi krokami zbliżają się mistrzostwa Europy kobiet w siatkówce. Gdybyśmy mieli porządną halę sportowo-widowiskową, Białystok byłby poważnym kandydatem do organizacji eliminacji tej imprezy.

Raczej nie ma szans, żeby taka hala powstała przy centrum sportowym Politechniki Białostockiej. Takie plany miał poprzedni rektor uczelni. Obecny stwierdził jednak, że ta inwestycja przekracza możliwości finansowe PB.

Zwierzyniec to idealne miejsce

Jacek Chańko, białostocki radny (PO), a jednocześnie piłkarz Jagiellonii, ciągle jednak wierzy w możliwość rozgrywek mistrzostw Europy w Białymstoku.

- Najlepsze miejsce na tego typu obiekt jest w Zwierzyńcu, tuż obok lodowiska, tam gdzie obecnie stoi stara hala Akademii Medycznej – przekonuje Chańko.

W tym miejscu w przyszłości ma powstać centrum sportowe. W przyszłorocznym budżecie zarezerwowano środki na stworzenie dokumentacji inwestycji.
Niewykluczone, że obejmie ona także budowę hali sportowo-widowiskowej.

- Wiem, że koszt to kilkadziesiąt milionów zł. Ale Unia Europejska chętnie finansuje takie przedsięwzięcia – dodaje.

- Tutaj zajęcia mają studenci AMB i trzeba by było gdzieś ich przenieść. Kiedy otrzymamy propozycję, będziemy się zastanawiać – mówi prof. Lech Chyczewski z AMB.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Chcemy znać powody!

Monday, December 18th, 2006


Nie mieliśmy żadnych sygnałów, że prezes Bartel ma być odwołany. Dopiero tydzień temu, podczas firmowej wigilii dowiedzieliśmy się o całej sprawie – opowiadają pracownicy Zakładu Energetycznego Białystok.

Protest nie pomógł

W sobotę napisaliśmy, że rada nadzorcza głosami przedstawicieli skarbu państwa odwołała w piątek Jarosława Bartla, dyrektora i prezesa ZEB. W kuluarach aż huczy, że ma go zastąpić członek PiS i radny sejmiku Lech Rutkowski. To ma być gwarancja, że nie przejdzie na stronę PO. – Na razie to nie prawda – ucina Rutkowski.

Pierwsze podejście do odwołania prezesa było tydzień temu we wtorek. Wtedy obrady rady nadzorczej przerwali związkowcy. Wkroczyli do sali i odśpiewali międzynarodówkę i kolędę. Rada nadzorcza uciekła.

- Wiem, że po tej akcji związkowcy wysłali pismo do ministerstwa skarbu, w którym protestowali przeciwko odwołaniu Jarosława Bartla, ale do tej pory nie dostali na nie odpowiedzi – zdradza jeden z pracowników ZEB. – Ale jak widać, z pismem nikt się nie liczył, bo prezesa i tak odwołano.

Zawsze wszystko grało

Pracownicy nie rozumieją decyzji ministerstwa. – Przecież do pracy Bartla nigdy nie było żadnych zastrzeżeń – mówi jeden z pracowników. – Nasz zakład był non stop kontrolowany. Jak nie przez PIP, to przez NIK. Zawsze wszystko grało.

- Od lat nasze wyniki finansowe są świetne, co potwierdzają sprawozdania, które wysyłano do ministerstwa skarbu – dodaje inny pracownik. – Chcemy poznać zastrzeżenia, jakie ministerstwo ma do prezesa.

To przekupstwo

Robert Tyszkiewicz, szef podlaskiej PO przypuszcza, że odwołanie Bartla ma związek z nieustabilizowaną sytuacją w sejmiku. – Zresztą nie tylko ja tak myślę, ale też wielu innych komentatorów łączy te dwie sprawy – mówi Tyszkiewicz. – Mamy tu do czynienia z przekupstwem.

Krzysztof Putra, szef podlaskiego PiS odpiera te zarzuty. – Politycy w sprawy zakładu energetycznego się nie angażują – stwierdza.

Jarosławowi Bartlowi brakuje czterech miesięcy do emerytury. W energetyce pracuje od 44 lat, od 12 jest szefem ZEB.

Z kolei Lech Rutkowski, który podobno ma go zastąpić, był już: pierwszym prezydentem Białegostoku, dyrektorem BGŻ i prezesem Jagiellonii.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Zmniejsz swoje wydatki

Tuesday, December 12th, 2006


Nie wystarcza Ci pieniędzy na pokrycie wszystkich wydatków? Poszukaj oszczędności! Jeśli zaplanowałeś już swój budżet, czyli podliczyłeś przychody i wydatki – sprawa będzie łatwiejsza. Pożyczkę zawsze traktuj jako ostateczność.

Zapobiegaj sytuacjom, w których Twój budżet domowy “nie domyka się”. Jednak nawet jeśli jesteś tym szczęśliwcem, który nie musi martwić się deficytem w swoim budżecie, to i tak warto poszukać oszczędności. Uzyskane w ten sposób pieniądze można przeznaczyć na przyjemności, np. wakacyjny wyjazd.

Budżet domowy, podobnie jak państwowy, ma swoje wydatki sztywne. Nie myśl, że nie można nimi manipulować. Po ich analizie okaże się, że ich ograniczenie nie jest skomplikowane.

Znajdź wydatki sztywne

Najpierw zastanów się, za co musisz płacić każdego miesiąca. W grupie tych płatności znajdą się na pewno: czynsz, abonamenty telefoniczny, radiowy, telewizyjny, rachunki za prąd i wodę, kieszonkowe dla dzieci.

- Trzeba umieć znaleźć elementy, bez których można się obyć – podkreśla Michał Macierzyński, analityk portalu Bankier.pl. – Zawsze też można poszukać tańszych alternatyw, np. niższego abonamentu za telefon.

Zacznijmy od wody. Istnieje wiele czynności, które – wykonywane odpowiednio – pozwolą Ci ją oszczędzić i w efekcie zapłacić mniejszy rachunek. Po pierwsze, nigdy nie wylewaj jej bez powodu. Nawet jeśli w danej chwili jest Ci niepotrzebna, może się przydać później, np. do podlewania kwiatów. Po drugie, nie zmywaj naczyń pod bieżącą wodą i nie zostawiaj jej odkręconej w trakcie mycia zębów. Zamiast kąpieli – weź prysznic. Napraw wszystkie cieknące krany. Zmywarki do naczyń i pralki używaj tylko wtedy, gdy są całkowicie napełnione. W innych sytuacjach ustawiaj programy oszczędnościowe.

Mniej prądu – niższe rachunki

Zaoszczędzić można też na rachunkach za energię elektryczną. Trudno byłoby wymienić cały sprzęt domowy na nowsze wersje, zużywające mniej prądu. Jednak przy zakupie nowych urządzeń wybieraj te energooszczędne. Są droższe, ale opłacalne dzięki tańszej eksploatacji. Podobnie z żarówkami – zastąp zwykłe energooszczędnymi w pomieszczeniach, w których możesz się obyć bez dobrego światła.

Pamiętaj, że sporo urządzeń czerpie energię elektryczną nawet wtedy, gdy są w stanie czuwania. To m.in. komputery, wieże stereo, kuchenki mikrofalowe, głośniki, drukarki, telewizory. Na noc wyłączaj je z kontaktów. Podobnie w czasie dnia, jeśli nikogo nie ma w domu. Racjonalne użytkowanie prądu pozwala zmniejszyć jego zużycie nawet o 20 procent.

Jeśli rzadko korzystasz z telefonu stacjonarnego, możesz wykupić tańszy abonament. To samo dotyczy internetu. Jeśli korzystasz z niego okazjonalnie, może lepiej płacić za przesyłanie danych, zamiast stałego miesięcznego abonamentu. Rachunki za Internet są proporcjonalne do jego “szybkości”. Jeśli Ci na tym nie zależy, możesz zaoszczędzić, decydując się na wolniejszą wersję.

Rób zakupy racjonalnie. W wyborach nie kieruj się reklamą. Zanim pójdziesz do sklepu, zrób listę potrzebnych rzeczy i nie daj się skusić promocjom.

Rachunki z wygodą

Zastanów się też nad najodpowiedniejszym i najtańszym sposobem płacenia rachunków. Możesz oczywiście robić to osobiście w kasach danych instytucji lub za pośrednictwem banku. Wcześniej przeanalizuj tabelę opłat i prowizji. Zainteresuj się bankowością internetową – to forma wygodniejsza i tańsza od tradycyjnej.

Rachunki możesz opłacać za pomocą jednorazowych przelewów, poleceń zapłaty lub zleceń stałych. Jeśli w poszczególnych miesiącach różnią się one wysokością, możesz każdorazowo wydawać bankowi polecenie przelewu, czyli upoważnienia do przekazania na odpowiednie konto danej kwoty. Drugie rozwiązanie polega na udaniu się do firmy dostarczającej Ci wodę lub prąd, by zlecić wydawanie przez nią polecenia zapłaty. Będzie ona wystawiać je co miesiąc, a pieniądze na uregulowanie płatności pobrane zostaną z Twego konta.

Jeśli jakieś należności mają stałą wysokość co miesiąc, oszczędzisz czas i zyskasz na wygodzie wydając bankowi dyspozycję zlecenia stałego. Wówczas tego samego dnia każdego miesiąca będzie on przelewał określoną kwotę na odpowiednie konto.

Pamiętaj! Wszystkie te rozwiązania nie zwalniają Cię z konieczności obserwowania, co dzieje się ze środkami zgromadzonymi na Twoim koncie. Sprawdzaj na bieżąco stan rachunku – wpłaty i wypłaty oraz czy realizowane są zlecenia stałe.

Artykuł w ramach akcji “Żyj ekonomicznie”, organizowanej we współpracy z NBP.

Autor artykułu: Małgorzata Sawicka