Konflikt między SSA “Jagiellonia” a ośrodkiem młodzieżowym prezesa Stanisława Bańkowskiego narastał od dawna. Obie strony miały poważne argumenty. Klub zarzucał Bańkowskiemu zły model zarządzania i wychowywania młodych zawodników. MOSP z kolei nie dostawał z Jagi wynikających z umowy pieniędzy za przekazywanie do zespołu swoich wychowanków.
Idą dobre roczniki
Zamiast zgody wybuchła wojna i to z gatunku takich, w której nie ma zwycięzców, tylko mniej lub bardziej poszkodowani. Jagiellonia wypowiedziała umowę i podpisała układ z… Supraślanką Supraśl. Bańkowski zapowiada, że swoich zawodników wysyłać będzie do klubów z kraju lub zagranicy.
- To byłoby najgorsze, co mogłoby nas spotkać. Ci młodzi chłopcy czują się jagiellończykami. Tutaj chcą mieszkać i grać. A wyjazd z Białegostoku może im zaszkodzić. Z drugiej strony, czy klubowi bardziej się opłaca ściąganie armii zawodników z zewnątrz? Bardzo wątpię – mówi trener Ryszard Karalus, jeden z najlepszych w kraju wychowawców talentów piłkarskich, spod którego ręki wyszli między innymi: Tomasz Frankowski, Marek Citko, Mariusz Piekarski, Daniel Bogusz czy Jacek Chańko. Karalus alarmuje, że wszyscy muszą być czujni.
- Idą bardzo dobre roczniki, w których sa chłopcy równie utalentowani, jak Tomek Frankowski i inni. Nie możemy pozwolić, by się zmarnowali – mówi trener.
Juniorzy MOSP są aktualnymi wicemistrzami kraju, więc byłoby z kogo wybierać.
- Dla wielu Jagiellonia jest pierwszym, ukochanym klubem. Motywacją do treningów było to, że kiedyś założą koszulkę Jagi w pierwszej drużynie – mówi trener wicemistrzów kraju Mirosław Dymek.
Trzeba dać im szansę
O tym, że przejście z futbolu młodzieżowego do seniorskiego jest trudne i bolesne, Jagiellonia przekonała się dwa lata temu. Juniorzy starsi zostali mistrzami kraju, a do pierwszego zespołu Jagi nie przebił się nikt.
- Byłem za rozwiązaniem tamtej drużyny, bo w młodzieżowej piłce chodzi nie tylko o wynik, ale i o wychowanie zawodnika. A tam frekwencja była słabiutka, brakowało dyscypliny. Chciałem się mylić, ale szybko okazało się, że miałem rację. Gdzie oni teraz są? Tułają się po czwartej lidze – mówi szkoleniowiec. – Mamy w tej chwili roczniki dużo lepsze. Są to nie tylko dobrzy, ale i ukształtowani, młodzi piłkarze. O takich graczach, jak: Sławek Wilczewski, Bartek Szulkowski, Adam Kisiel, Michał Lelulko, Michał FIdziukiewicz i wielu innych może być wkrótce bardzo głośno. O ile da się im szansę – dodaje Karalus.
Młodzież jest bardzo zaangażowana w to, co robi.
- Młodzież jest z Jagą i Jaga powinna być z młodzieżą. W dobrym klubie szkolącym wychowanków, to oni i ich potrzeby są na pierwszym planie. Inaczej chłopcy na tym stracą, ale nie tylko oni. Pamiętajmy na przykład, co zrobiło dwóch młodych bramkarzy – Łukasz Załuska i Adam Stachowiak. Wypromowali się w Jagiellonii i szybko odeszli. Wychowanek by tak nie postąpił. Obie strony powinny dojść do porozumienia, wypracować reguły współpracy i ich przestrzegać – uważa białostocki szkoleniowiec.
Powodów tego, że w Jagiellonii gra coraz mniej wychowanków, jest więcej. Likwidacja klasy międzywojewódzkiej juniorów sprawiła, że białostoczanie nie mają kontaktów z silnymi, warszawskimi zespołami.
To jest realne
Również baza sportowa w stolicy Podlasia jest zła, a liczba boisk zmniejsza się w szybkim tempie.
- Dziwię się, że tak się dzieje. Sport to także wychowanie i zdrowie dla młodych graczy. Do pracy muszą wziąć się nie tylko trenerzy i działacze. Wiele zależy od władz miasta. Moim marzeniem jest, by za kilka lat w ekstraklasie grał zespół, w osiemdziesięciu procentach składający się z wychowanków. To jest realne – kończy Karalus.
Autor artykułu: Wojciech Konończuk