Archive for September, 2006

Wiara jest, kampania się zacznie

Monday, September 18th, 2006


Z naszego sondażu wynika, że Tadeusz Truskolaski ma tyle samo zwolenników wśród kobiet, co i wśród mężczyzn. Głos na niego zamierzają oddać panowie w wieku od 25 do 45 lat i przedstawicielki płci pięknej w wieku od 25 do 65 lat. Elektorat Marka Kozłowskiego to głównie białostoczanie w wieku od 45 do 65 lat. Większe zaufanie do tego kandydata mają mężczyźni niż kobiety. Wyborcy w tym samym przedziale wiekowym chcą też głosować na Janusza Kochana, chociaż jego bardziej cenią kobiety. Ryszarda Tura też wolą przedstawicielki płci pięknej. Obecny prezydent ma równe szanse zarówno u młodych, dojrzałych, jak i starszych wyborców.
Czy da się namówić?
Ryszard Tur – mimo że w sondażach wypada bardzo dobrze – cały czas nie podjął decyzji, czy po raz kolejny będzie się ubiegał o stanowisko gospodarza Białegostoku.
– Prezydent od kilku dni jest w delegacji na Ukrainie. Nie wiem, jakie są jego przemyślenia. Na pewno wszyscy poznamy tę decyzję jeszcze w poniedziałek, a najpóźniej we wtorek – zapowiada Krzysztof Sawicki, wiceprezydent miasta, podobnie jak jego szef też należy do Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego. Jeśli Tur odmówi startu w wyborach, wtedy Sawicki będzie kandydatem tej partii.
– Wiem, że Ryszard Tur jest już zmęczony rządzeniem, a szczególnie współpracą z radą miejską. Ostatnie cztery lata pod tym względem były dla niego prawdziwą gehenną. Skład następnej rady też może być różny. Chciałbym, żeby mój szef wystartował, bo ma duże szanse na wygraną, ale nie wiem, czy da się namówić – niepokoi się Sawicki.
Nie chcę być statystą
Na dobry wynik w walce o ratusz liczy też popierany przez Platformę Obywatelską Tadeusz Truskolaski. – Wszelkie sondaże pokazują, że bez większych problemów wejdę do drugiej tury. Ale na tym nie chcę kończyć. Dlatego wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy, by wygrać te wybory – mówi Truskolaski.
Marek Kozłowski, kandydat PiS, który w sondażu „Porannego” uplasował się na trzecim miejscu, uważa, że jego nie najlepszy wynik to skutek tego, że dopiero w połowie ubiegłego tygodnia został oficjalnym kandydatem na prezydenta.
– Poza tym kampania nawet jeszcze nie ruszyła. Sondaże zaczną być bardziej wiarygodne dopiero za kilka tygodni – ocenia Kozłowski.
Janusz Kochan, członek SLD i kandydat zjednoczonej lewicy, nie przejmuje się słabym wynikiem, jaki uzyskał w badaniach „Porannego”.
– Sondaż można potraktować jako zabawę. Przed wyborami wynik powinien się jeszcze zmienić. Jak przedstawię swój program, to na pewno zyskam wielu zwolenników. Poza tym SLD ma koalicjantów, którzy też będą mnie promować – zapowiada Janusz Kochan. – A w wyborach startuję po to, żeby je wygrać, a nie być statystą – kwituje kandydat lewicy.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz (pr)

Liczy się nazwisko

Monday, September 18th, 2006


Wrocławskie Centrum Badań Jakościowych M&S 16 i 17 września zapytało 500 białostoczan, czy znają polityków, którzy chcą – lub są do tego namawiani – walczyć o fotel prezydenta. Niekwestionowanym liderem badania okazał się Ryszard Tur – aż 84,8 proc. respondentów odpowiedziało, że zna obecnego prezydenta. O takiej popularności inni mogą tylko pomarzyć – wyniki Marka Kozłowskiego, kandydata na prezydenta Prawa i Sprawiedliwości i popieranego przez Platformę Obywatelską Tadeusza Truskolaskiego są dużo słabsze.
Głosy na znanych
Ryszard Tur prowadzi też w sondażu prezydenckim – chce na niego głosować niemal co piąty respondent. Wart zauważyć, że Tur nie podjął jeszcze decyzji, czy po raz kolejny będzie się ubiegał o fotel prezydenta Białegostoku. Nasz sondaż pokazuje, że jeśli się zgodzi, ma duże szanse na rządzenie w naszym mieście przez kolejne cztery lata. Przypomnijmy – miesiąc temu w sondażu “Porannego” Ryszard Tur był na trzeciej pozycji, z blisko 8-procentowym poparciem.
Zdaniem politologa prof. Tadeusza Popławskiego, w wyborach prezydenckich zagłosujemy na konkretne osoby, a nie na partie polityczne. – Ugrupowania, za którymi kryją się poszczególni kandydaci, pozostają w cieniu. Wyniki sondażu wskazują wyraźnie, że znani politycy mają większe szanse. Przykładem jest rządzący miastem od ośmiu lat Ryszard Tur – mówi Popławski.
Socjolog prof. Maciej Tefelski nie dziwi się, że białostoczanie najbardziej znają Tura i Kozłowskiego.
- Od wielu lat zajmują się polityką i piastują eksponowane stanowiska. A Truskolaski – mimo że do tej pory nie brał udziału w życiu publicznym – jest rozpoznawalny, bo jako pierwszy został ogłoszony kandydatem na prezydenta – uważa Tefelski.
Partia też ważna
Ale jego zdaniem to, czy kandydata znamy, czy też nie, nie będzie miało większego znaczenia w najbliższych wyborach. – Największą uwagę i tak będziemy przywiązywać do ugrupowania, z jakiego się wywodzi – uważa prof. Tefelski. – Bo większość wyborców co najwyżej kojarzy osoby, ale nie wie, jakie mają poglądy. Dlatego oddadzą swój głos na partię, której program znają chociażby z telewizji.
Kto zatem ma największe szanse na wygraną? – W przypadku niskiej frekwencji, gdy do wyborów pójdą przede wszystkim starsi ludzie, na dobry wynik może liczyć Ryszard Tur. Zwłaszcza dlatego, że na finiszu kadencji jego aktywność w mieście wzrosła. Widać to na przykładzie remontowanych ulic czy nowych autobusów – mówi prof. Popławski. – Los Truskolaskiego i Kozłowskiego zależy od sprawności ich sztabów wyborczych.
Prof. Tefelski przewiduje, że kampania wyborcza w Białymstoku będzie agresywna. – To może być prawdziwa wojna. A wynik Tura w dużej części będzie uzależniony od tego, ile błędnych decyzji wytkną mu kontrkandydaci. Dlatego to, że przez tyle lat rządził miastem i dzięki temu jest znany, może się jeszcze obrócić przeciwko niemu – twierdzi prof. Tefelski.

Czytaj też “Wiara jest. Kampania się zacznie”

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Drogówka przyjechała do kolizji. Kierowca popełnił samobójstwo

Thursday, September 14th, 2006


Policjanci dostali zgłoszenie o kolizji – trochę zgniecionej blachy i potłuczonego szkła. Nie ma pokrzywdzonych. Dwoje policjantów było na miejscu cztery minuty od wezwania. Jak mówi rzecznik policji – dwoje doświadczonych – funkcjonariusz pracuje od 15 lat, policjantka kilka.
Na miejscu czekali: kierowca, który doprowadził do kolizji i kierowca uszkodzonego samochodu. Ten drugi opowiada, że wszystko szło gładko, chociaż winny był trochę wstawiony. Ale na życzenie „dmuchał” w balonik, chociaż ciągle prosił, że chce za potrzebą do lasu.
Policjanci pozwolili mu odejść. Gdy nie wrócił po 10 minutach funkcjonariusz poszedł za nim.
– Mężczyzna wisiał na drzewie na sznurku, który prawdopodobnie miał w kieszeni. Reanimacja się nie powiodła, mimo że policjant prowadził ją aż do chwili przybycia pogotowia. Zmarły miał 46 lat – mówi nadkomisarz Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Białymstoku. Dodaje, że było to wielkie przeżycie dla funkcjonariuszy. Do tej pory są pod opieką psychologa, a minęło kilka tygodni.
Wczoraj do tej historii dotarli dziennikarze. Dlaczego policja nie informowała o niej?
– Nie mówiliśmy o tym, bo o samobójstwach z reguły nie udzielamy informacji – mówi Dobrzyński.
Czy wszystko było w porządku sprawdza prokurator? – Prowadzimy postępowanie dotyczące okoliczności i przyczyn targnięcia się na życie tego człowieka i równolegle, tak trochę na wszelki wypadek, ewentualnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy. Dlatego, że zdarzenie miało miejsce tuż po kontroli drogowej – powiedziała nam Urszula Sieńczyło, szefowa Prokuratury Rejonowej w Białymstoku. – To postępowanie w sprawie, więc nikomu nie postawiliśmy żadnych zarzutów.

Autor artykułu: (raf)

Spisany na straty?

Thursday, September 14th, 2006


W Białymstoku nie będzie więc zdecydowanego lidera. Wygra ten, który będzie miał najlepszą kampanię. Pisaliśmy już wczoraj, że w wyborach prezydenckich PiS postawi na Marka Kozłowskiego. I dziś się to potwierdziło, a konkurenci nareszcie odetchnęli. Spodziewali się takich nazwisk, jak Krzysztof Jurgiel, czy Krzysztof Putra. Kozłowskiego, byłego wiceprezydenta Białegostoku pokonać może niemal każdy z kontrkandydatów. W tej sytuacji czarnym koniem wyścigów o fotel gospodarza miasta może okazać się nawet, krytykowany od wielu lat, prezydent Ryszard Tur. Ten jednak do tej pory się zastanawia, czy wystartować z Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego. Jego decyzję poznamy dopiero w następnym tygodniu.

Cała klasa podzielona
- Marek Kozłowski to człowiek z wielką klasą i o wielkim sercu, ekonomista z ogromnym doświadczeniem w samorządzie, bo pracuje w nim od roku 1990. Gwarantuje stabilizację w mieście i przychylność wszystkim środowiskom – chwalił kandydata swojej partii Krzysztof Putra, marszałek senatu i szef podlaskich struktur PiS. – Stoi za nim cała klasa polityczna PiS – dodał.
Ale nawet na wczorajszej konferencji prasowej nie było tego widać. Taki start, a za Kozłowskim nie stanął nawet Krzysztof Jurgiel ( uchodzi za najbardziej wypływowego polityka Podlasia). Od dawna wiadomo, że Jurgiel z Putrą maja zatargi. Kozłowskiego popiera więc tylko frakcja obecnego marszałka senatu. Nieoficjalnie wiadomo, że to właśnie Putra nie dopuścił Jurgiela do udziału w wyścigu o fotel prezydenta Białegostoku, na co były minister rolnictwa miał chęć i co więcej – dawał swojej partii dużo większe szanse na wygraną niż Marek Kozłowski.

Teraz będzie dobrze
Kto zyskał na takiej decyzji przedwyborczej PiS? Oczywiście, Tadeusz Truskolaski, którego popiera Platforma Obywatelska, jak i – wspomniany – rządzący od ośmiu lat miastem Ryszard Tur.
- Prezydent pewnie się teraz zdecyduje. Kozłowski nie ma szans, by mu zagrozić – mówi nam jeden z bliskich współpracowników obecnego Ryszarda Tura.
I jest bliski prawdy. Cztery lata temu Marek Kozłowski też startował w wyborach na prezydenta miasta. Zajął wtedy trzecie miejsce. Pokonał go nawet nie najlepszy kandydat lewicy Zbigniew Puchalski.
- Odpowiadałem za pierwszą kampanię do Sejmu i wtedy mieliśmy dwóch posłów. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych też byłem szefem i też odnieśliśmy ogromny sukces. Ta kampania samorządowa będzie podobnie prowadzona i myślę, że zdobędziemy bardzo dobry wynik. Zaś za wybory samorządowe cztery lata temu nie odpowiadałem – bronił się Krzysztof Putra.

Nie boją się
Kontrkandydaci Marka Kozłowskiego podkreślają, że go szanują, ale się go nie obawiają.
- Jest to człowiek, który tworzył obraz Białegostoku, jaki mamy dzisiaj. Moim zdaniem nie daje on gwarancji przełomu, który jest nam tak bardzo potrzebny. Poza tym jest kandydatem stricte partyjnym, a samorząd powinien być odpartyjniony – stwierdził Tadeusz Truskolaski, kandydat PO.
Przeciwnika z PiS nie obawia się nawet, a przynajmniej tak mówi, Janusz Kochan, którego popiera zjednoczona lewica. Choć podkreśla, że Kozłowski jest bardzo dobrym kandydatem. – Znam go od lat i wiem, że jeśli wygra, to będzie dobrze sprawował swoją funkcję – powiedział “Porannemu” Kochan.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

(Brak tematu)

Wednesday, September 13th, 2006


Nowy rozkład powinien być gotowy do piątku.
– Prace nad nim trwają – zapewnia Włodzimierz Dąbrowski, dyrektor szkoły. – Udało nam się już przenieść piętnaście lekcji, które odbywały się w stołówce.
Nie mogę się skupić
W poniedziałek napisaliśmy, że młodzież uczy się w stołówce, przedzielonej na dwie sale jedynie kotarą i meblościanką. Po artykule dostaliśmy wiele e-maili od rodziców i uczniów z gimnazjum oraz z liceum przy ul. Upalnej.
– Warunki są tam skandaliczne. Tak być nie powinno. Szczególnie w przypadku maturzystów. Jak można przygotować się do egzaminu w stołówce? – pisze mama maturzysty.
– Nie lubię tam zajęć, bo w ogóle nie mogę się skupić – dodaje jeden z uczniów.
W końcu normalnie
Na szczęście, od poniedziałku uczniowie będą mogli się skupić.
– Poleciłem dyrektorowi, aby jak najszybciej zapewnił uczniom właściwe warunki do nauki. Nawet jeśli wydłużyłoby to czas pracy szkoły – mówi Jan Szczęsny, zastępca naczelnika wydziału edukacji.
– Od poniedziałku zacznie obowiązywać nowy plan, w którym zrezygnujemy w dużej części z zajęć w stołówce. A w przyszłości w ogóle rozwiążemy ten problem – mówi dyrektor Dąbrowski.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Ośmiu w areszcie, ale na tym nie koniec

Saturday, September 9th, 2006


Nowi podejrzani zostali zatrzymani w środę i czwartek. Wczoraj byli przesłuchiwani w wydziale do spraw zwalczania przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku. Wobec dwóch prokurator zastosował poręczenie majątkowe – w jednym przypadku w kwocie 20 tysięcy złotych, w drugim pięciu tysięcy. Trzeci, w chwili zamykania numeru był jeszcze przesłuchiwany.
- Zarzucamy im poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Jeden wydał polecenie, a dwaj podpisali faktury zakupu 88 wozów, potwierdzając tym samym, że samochody były oznaczone indywidualnymi numerami silnika i są wyposażone w standardzie policyjnym. Ale samochody nie tylko nie były dostosowane do potrzeb policji, ale jeszcze nie miały silników i znajdowały się w Rumunii – mówi Janusz Kordulski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku.
Zdaniem prokuratury dzięki podpisaniu protokołu, z którego wynikało, że wszystko jest w porządku, firma “Damis” dostawca 88 pojazdów aro nie musiała płacić kar umownych za nieterminową dostawę, a na jej konto policja przelała całą kwotę wynikającą z umowy, tak jakby została ona dotrzymana – 5,5 miliona złotych.
W ten sposób w sprawie afery w KGP jest już dziewięciu podejrzanych. W tej chwili wszyscy pracownicy Komendy Głównej Policji siedzą w areszcie. Wobec czterech pozostałych podejrzanych, pracowników “Damisu” – prokurator zastosował poręczenia majątkowe oraz zakaz opuszczania kraju.

Autor artykułu: (raf)

Wolność za tydzień?

Saturday, September 9th, 2006


Trzymiesięczny termin upływa w połowie września. Na razie, prokuratorowi reprezentującemu Prokuraturę Apelacyjną w Lublinie, która prowadzi śledztwo, nie udało się przekonać sądu do przedłużenia aresztu.
– Nie wykluczamy złożenia zażalenia na decyzję sądu, zwłaszcza, że ten nie zastosował żadnych innych środków zapobiegawczych – mówi Ewa Piotrowska, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie.
Przypomnijmy, że z końcem sierpnia prokurator sam uchylił areszt wobec Karola M., głównego projektanta zamieszanego w aferę. W zamian zażądał dwóch milionów złotych: miliona z tytułu poręczenia majątkowego, drugiego, jako zabezpieczenia na poczet ewentualnej kary i jeszcze dozoru policyjnego.
Spośród dziewięciu podejrzanych, do połowy września czterech pozostanie w areszcie: Zygmunt Ch., szef zarządu spółki TK Development, budującej Galerię, Dariusz O., pośrednik w propozycjach korupcyjnych, Marek P., wreszcie Andrzej Z., architekt z Łomży.
W tej sprawie prokuratorzy postawili podejrzanym różne zarzuty. Na przykład Dariusz O. ma odpowiadać m. in. za powoływanie się na wpływy w Urzędzie Miejskim w Białymstoku i obiecywanie załatwienia wymaganych decyzji administracyjnych w zamian za 150 tysięcy złotych łapówki. Robił to co najmniej dwa razy. Dla odmiany prezes TK podejrzany jest o nakłanianie do wręczenia urzędnikom miejskim łapówki w kwocie pół miliona złotych.
Przypomnijmy, że afera wybuchła w czerwcu tego roku. Wówczas pracownicy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali arch. Zbigniewa K., podwykonawcę projektu galerii, którego zeznania doprowadziły do kolejnych zatrzymań, najpierw prezesa firmy, a także głównego projektant Karola M. Potem za kraty trafił także Dariusza O., który miał pośredniczyć przy transakcjach między firmą, a magistratem.

Autor artykułu: (raf)

Macie grać!

Saturday, September 9th, 2006


l Zdziwiło to Pana?
– Nie przewidywałem takiego koncertu, nie pasowałby do całości, nie tak się zresztą umawialiśmy. Nie można profanować dzieła Beethovena. 9-ta Symfonia jest doskonała. Nigdy nie gra się czegoś przed i po. Można zagrać tylko ją i już nic więcej. Trzeba odróżnić, czym innym jest Beethoven, a czym innym muzyka ludowa, którą bardzo szanuję. Zwróciłem się więc do pana Syczewskiego, ale zdania nie zmienił. Spotkałem się z orkiestrą, solistami, radą artystyczną i zdecydowali, że w takiej konwencji nie wystąpią. Napisałem więc w czwartek pismo do marszałka, że jeżeli zarząd województwa będzie trwał przy swoich żądaniach to jest to równoznaczne z moją dymisją.

l Była reakcja?
– Pan Syczewski potraktował nas skandalicznie. Dziś rano (w piątek – przyp. red.) powiadomił mnie, że mamy świadczyć pracę, pouczył o konsekwencjach dyscyplinarnych wynikających z kodeksu pracy, przypomniał, że filharmonia to instytucja marszałka i on tu decyduje, a my to jesteśmy podnóżek… Ruki po szwam i grać. Nakaz pracy… Wczoraj zresztą byliśmy w urzędzie, próbowaliśmy spotkać się z marszałkiem Krzyżewskim, ale nie miał czasu.

l Jak Pan ocenia całą sytuację?
– Mnie brakuje słów, żeby to ocenić, na to co robi pan Syczewski. Chce to chyba wykorzystać do jakichś swoich innych celów. Ja jestem odpowiedzialny za poziom artystyczny tej instytucji. I nie będę świecił oczyma przed melomanami, którzy przyjdą tu jak zwykle na świętą godzinę 19, o której tu zawsze zaczyna brzmieć muzyka.

l Pojawiają się zarzuty, że to kolejny przejaw nietolerancji, że kieruje Panem niechęć wobec mniejszości białoruskiej?
– To nieprawda. Odmówiłbym w tej sytuacji każdemu zespołowi folklorystycznemu: litewskiemu, ukraińskiemu i polskiemu. Zresztą koncertowały tu zespoły z Grodna. Mamy w planach wyjazd do Mińska. Orkiestra stamtąd przyjeżdża do nas. To pan Syczewski robi z tych ludzi tutaj getto.

l Czy w innym terminie te dwie kapele mogłyby wystąpić w Operze Podlaskiej?
– Oczywiście. Z przyjemnością służymy pomocą i salą, czy kameralną czy dużą…

l Co się stanie dzisiaj wieczorem?
– Jest po godz. 11. Mamy jeszcze osiem godzin, żeby dojść do porozumienia. Albo spokojnie zagramy 9-tą Symfonię, jesteśmy do tego przygotowani, albo, jeśli urząd nie zmieni swojego stanowiska, odbędzie się tylko impreza marszałka.

l Czy to pierwszy konflikt z urzędem?
– Pierwszy tak zdecydowany. Na wcześniejsze spuszczam zasłonę milczenia.

Autor artykułu: Rozmawiała: Urszula Dąbrowska

Jagiellonia: nowy stary sponsor

Wednesday, September 6th, 2006


– Czekaliśmy na awans w zeszłym roku. Mam nadzieję, że tym razem, przy poprawie infrastruktury, uda się go wywalczyć. Jesteśmy dla kibiców i dla klubu, dlatego nie chcemy, aby powtórzyły się sytuacje, które obserwowaliśmy na ostatnim meczu – mówi Bartosz Dobrzyński, specjalista do spraw sponsoringu sportowego w Kompanii Piwowarskiej.
Jagiellonii również zależy, aby nazwa klubu nie była kojarzona z wybrykami pseudokibiców, dlatego zamierza podjąć odpowiednie kroki, aby zwiększyć bezpieczeństwo na stadionie.
– W takich sytuacjach cierpi wizerunek klubu. A tego nie chcemy. Pragniemy również, aby sponsor był zadowolony z naszej współpracy, dlatego na pewno wyciągniemy wnioski z tego, co wydarzyło się podczas meczu z ŁKS Browar Łomża – dodaje Artur Kapelko, wiceprezes białostockiego klubu.
Piłkarze Jagiellonii w najbliższy weekend wezmą udział w akcji „Zostań przyjacielem” , której celem jest pomoc dzieciom przebywającym na oddziale onkologii Państwowego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. W jej ramach przed ligowym spotkaniem z Polonią Warszawa zostanie rozegrany charytatywny mecz Oldboje Jagielonii – Dziennikarze.

Autor artykułu: (salim)

Dziś mecz Polska-Serbia. Co zrobi Leo?

Wednesday, September 6th, 2006


Ze słabości polskiej reprezentacji zdaje sobie sprawę Bogusław Baniak, szkoleniowiec lidera II ligi – Zawiszy Bydgoszcz. Jego zdaniem selekcjoner powinien odważnie wprowadzać do zespołu graczy rezerwowych.
- Dlaczego? Ano dlatego, że będą mieli większą motywację do gry, a jak przekonuje przykład Łukasza Garguły, wcale nie muszą być słabsi od naszych gwiazd. Potrzebujemy ludzi z charakterem, dla których występ w kadrze będzie zaszczytem. Muszą być też mocni psychicznie. Niech ktoś mi powie, że Garguła jest słaby, skoro w debiucie strzelił gola. Kto wie, czy na ławce rezerwowych nie ma więcej takich brylantów? – zastanawia się Baniak.

Dudek na ławkę
Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak obsada pozycji bramkarza. Przeciwko Finlandii zagrał Jerzy Dudek, który nie dość, że od kilkunastu miesięcy jest rezerwowym w Liverpoolu, to zawinił jeszcze przy utracie pierwszej bramki.
- Dla ludzkiej przyzwoitości Dudek powinien usiąść na ławce. Żałuję, że nie ma w reprezentacji Artura Boruca czy Łukasza Fabiańskiego. Mamy natomiast Wojciecha Kowalewskiego, który jest przecież pierwszoplanową postacią ligi rosyjskiej. Najwyższy czas, żeby o swoich umiejętnościach przekonał również w spotkaniu reprezentacji – mówi Baniak. – Co do innych pozycji, to od początku postawiłbym na Ireneusza Jelenia. Widać, że chłopak jest w gazie i może napsuć sporo krwi rywalom – dodaje.
Mimo porażki z Finlandią na większe zmiany nie zdecydowałby się Ryszard Czerwiec, były pomocnik reprezentacji Polski.
- Ciągle wierzę w chłopaków. Nie zapomnieli przecież jak się gra w piłkę. Mam nadzieję, że formę odzyska Mirek Szymkowiak. Jeśli będzie umiejętnie kierować poczynaniami zespołu, nie powinno być źle. Trzeba mu tylko dać do pomocy zawodnika ofensywnego. Ja postawiłbym na Łukasza Gargułę. Nie skreślałbym natomiast Jurka Dudka. Jeden błąd nie zamazuje przecież jego wcześniejszych dokonań. Kowalewski mnie nie przekonuje. Ma zbyt małe doświadczenie i może się spalić w meczu o stawkę – przekonuje Czerwiec.

Gibon pewny siebie
Co na to sam Kowalewski? Wychowanek Wigier Suwałki zapewnia, że jest gotowy wyjść w podstawowym składzie reprezentacji.
- Liczę na występ tak samo, jak każdy z pozostałych piłkarzy. Po to przyjeżdża się na zgrupowanie, by później zagrać w meczu. Ale to zależy wyłącznie od trenera. Czy są jakieś przesłanki, że Beenhakker postawi na mnie? Na razie głównie w mediach, ale to o niczym nie świadczy. Ja w każdym razie jestem gotowy, ale jak nie zagram, to zrozumiem decyzję trenera. Butami rzucał nie będę – mówi “Gibon”.

Autor artykułu: (ag)