Archive for September, 2006

Kierowca cysterny wypił metanol

Friday, September 29th, 2006


tym roku najtragiczniejszym zdarzeniem na drodze w regionie.
Do tragedii doszło w ostatnich dniach sierpnia, na prostym odcinku drogi. 45-letni Mieczysław R., kierujący scanią, niespodziewanie zjechał na lewy pas i doprowadził do czołowego zderzenia z litewskim busem. Oba pojazdy znalazły się w rowie. Cysterna, przewożąca mleko, uderzyła jeszcze w drzewo. Mieczysław R. zginął na miejscu. Podobnie jak kierowca litewskiego busa i jadące nim sześć kobiet, w wieku od 41 do 65 lat. Wszystkie były mieszkankami Kłajpedy, jechały na warszawski bazar. Z pasażerek busa cudem ocalała jedynie 17-letnia Karolina, która do dzisiaj przebywa w białostockim szpitalu. Dziewczyna straciła w wypadku matkę.
Już dzień po wypadku pojawiły się przypuszczenia, że polski kierowca mógł być pod wpływem alkoholu, gdyż w szoferce miał puszki z piwem. Teraz okazało się, że sekcja jego zwłok wykazała, że był pod wpływem alkoholu, ale przemysłowego. Miał 2,5 promila we krwi, co zdaniem specjalistów, jest dawką śmiertelną. Fachowcy twierdzą też, że alkohol ten działa dopiero po kilku, nawet ośmiu godzinach. Kiedy i z kim pił Mieczysław R., na to pytanie stara się odpowiedzieć prowadząca śledztwo augustowska prokuratura. Organy ścigania mają wątpliwości, czy uda się ustalić, co było bezpośrednią przyczyną tragedii. Zmasakrowane ciało sprawcy nie pozwala na wykonanie szczegółowych badań. Wiadomo, że pod wpływem metylu kierowca mógł zacząć tracić wzrok lub zasłabnąć.

Autor artykułu: (wys)

Co ty o tym myślisz?

Friday, September 29th, 2006


Jak ten PiS ma rządzić, jak jemu, co rusz, ktoś nogi podcina, jak ktoś mu zabija klina – martwi się Zygmunt Oleksiewicz z Brańska. – Dajcie im normalnie porządzić, to będzie dobrze – uważa.
– Zygmuś, ale oni nie umieją rządzić – mówi jego kolega. – Choć głosowałem na PiS teraz na pewno nie zagłosowałbym na nich. A po tej aferze? Nigdy.
Brańsk jest niewielkim miasteczkiem, gdzie w ostatnich wyborach parlamentarnych większość mieszkańców poparła Prawo i Sprawiedliwość. Podczas wyborów na prezydenta aż 83 proc. głosowało na Lecha Kaczyńskiego. Jeszcze lepszy wynik PiS otrzymał na terenie gminy Brańsk. Tam Donald Tusk nie miał żadnych szans. Na kandydata Platformy Obywatelskiej zagłosowało jedynie 6 proc. mieszkańców. Teraz gorąco spierają się o to, co się stało w Polsce.
Winna Beger
Zygmunta Oleksiewicza spotkaliśmy na skrzyżowaniu w samym centrum Brańska. Zobaczył swego kolegę, więc postanowili porozmawiać. Na kogo głosowali w ostatnich wyborach parlamentarnych odpowiadają bez namysłu. – Oczywiście, że na PiS.
Jednak po ostatnich wydarzeniach w Sejmie kolega pana Zygmunta, który za żadną cenę nie chciał zdradzić nawet swego imienia jest nieco zniesmaczony.
– Bardzo źle dzieje się w naszym parlamencie – mówi. – Tak być nie może. To co tam się wyprawia, to jedna wielka karuzela. Tak przecież rządzić nie można. Przecież my, zwykli prości ludzie, inaczej się zachowujemy. Teraz na pewno nie zagłosowałbym na PiS. A jeszcze po ostatniej aferze? To przecież karygodne. No, powiedz, Zygmuś, co ty o tym myślisz?
Zygmunt Oleksiewicz jest już na zasłużonej emeryturze. Przepracował ponad trzydzieści lat w swoim zakładzie stolarskim. Trochę na roli. Teraz, w wolnym czasie, a ma go dość dużo, na swoim rowerze przemierza Brańsk.
– Ale PiS chce coś robić, tylko ciągle mu klina wbijają – obstaje za swoją partią pan Zygmunt. – Jak ktoś im ciągle nie daje porządzić, to jak to ma być dobrze. Jak można rządzić, kiedy im ciągle nogi podcinają. A te ostatnie wydarzenia to banalna sprawa. To normalne, że polityk rozmawia z politykiem. Prowadzi negocjacje.
Do rozmowy włącza się Maria Lenart. Również głosowała na PiS. Głosowała, bo dużo wie o tej partii. Na dodatek jej kuzynka z Warszawy zna matkę braci Kaczyńskich. Słysząc rozmowę na temat ostatnich wydarzeń nie może przejść obok obojętnie.
– To, co się stało i teraz jest wokół tego tyle hałasu, to normalna sprawa – uważa pani Maria. – To była zwykła rozmowa pomiędzy politykami. Wszyscy tak robią.
Jak na Węgrzech
Na skwerze obok skrzyżowania siedzą Beata i Malwina, studentki. Malwina studiuje psychologię w Warszawie, Beata stosunki międzynarodowe w Białymstoku. W Brańsku należą do mniejszości. Swoje głosy oddały na Platformę Obywatelską. – I mimo przegranej PO nie żałujemy swego wyboru – mówią. – Po ostatnich wydarzeniach nie możemy zaakceptować polityki PiS. Przecież krytykowani jesteśmy przez inne państwa Unii Europejskiej, porównują nas do Węgier. Jedynym wyjściem z tej sytuacji są przyspieszone wybory.
– Czy oni nie mogą uważać na siebie – dziwi się brański polityk. – Była wpadka Jurgiela, były wpadki innych. Czy oni nie powinni być bardziej czujni i wcześniej zastanowić się nad tym, co mają powiedzieć. Jestem związany z PiS, ale to zachowanie potępiam jak najbardziej.
PiS nas zawiodło
– To dobry chłop – tak rok temu mówiło się o Lechu Kaczyńskim w Łapach. – PiS to bardzo dobra partia, bo tylko ta partia może coś zmienić. Głosowało na nią 53 proc. mieszkańców. Dziś ludzie czują się oszukani. O tym co się teraz dzieje w Polsce mówi całe miasto.
– Poczułem się tak, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Uwierzyłem po raz pierwszy politykom. I się zawiodłem. Miało być to w końcu prawo i sprawiedliwość. A jest co? Szkoda gadać – denerwuje się pan Adam. – W normalnym kraju rząd powinien podać się szybko do dymisji. Ośmieszyli nas wobec całej Europy, świata – dodaje.
W parku, na ławce, przed sklepem, przy piwie, wszędzie toczą się też dyskusje na temat postępowania posłanki Samoobrony – Renaty Beger.
– Nie przepadam za nią. Ale to co zrobiła, trzeba pochwalić. Chciała zdobyć dowody. Nie dała się kupić – ocenia Teresa Kamińska.
Oburzeni sytuacją są ci, którzy przed rokiem popierali inne partie. – Ciągle się tylko kłócą. Politycy robią nam krzywdę – dodaje Wanda Wyszyńska, która w wyborach była za LPR. – Kaczyński powinien rozpisać nowe wybory. I to szybko. Bo inaczej czeka nas rewolucja, taka sama jak na Węgrzech.
– Nie głosowałam. I nigdy nie pójdę na wybory po tym, co się wyprawia. Tyle obiecywali. A co zrobili? – pyta Dorota Jarząbek. – Miało być tanie państwo. A oni, zamiast dbać o naród, żeby bezrobocia nie było, żeby młodzi nie wyjeżdżali, odstawiają szopki – denerwuje się. I pokazuje na ulicę. – Proszę zobaczyć, ile jest młodych w Łapach. Nikogo. Wszyscy stąd uciekają. A przez kogo? Przez tych, co rządzą – nie ma wątpliwości.
Niech nadal rządzą
Ale są i tacy, którzy są wierni do końca. – Głosowaliśmy na PiS. I nie żałujemy – dyskutują w parku Mieczysław Markowski i Stanisław Łapiński. – Kaczyński nie powinien się poddać. Uważają, że trzeba tylko koalicji z PSL. Przekupywanie posłów Samoobrony przez PiS porównują z czasami komuny. – Przedtem też kupowali. I stało się coś? A Lepper to szachraj. Tylko obiecywał pieniądze. I tak by ich nie dał. A Beger udawała. Bo to wszystko jest zrobione, żeby zniszczyć PiS – wiedzą swoje.

Autor artykułu: Janusz Bakunowicz
Julita Januszkiewicz

Podejmą rękawicę

Thursday, September 28th, 2006


Beniaminka z Augustowa czeka bardzo trudna przeprawa, bo poprzedni sezon rywal zakończył na drugim miejscu, a na inaugurację bieżącego pokonał na wyjeździe MKS MDK Warszawa.
- Po Wildze Garwolin, której ulegliśmy w pierwszej kolejce 1:3, znowu podejmujemy przeciwnika z “górnej półki” – opowiada Antoni Kolasiński, trener Ślepska. – Musimy jednak podjąć rękawicę i mocno powalczyć – dodaje.
Poprawić odbiór
Po kontuzji do gry wróci na szczęście libero Robert Stoch. Jego występ daje nadzieję na to, że młoda augustowska ekipa będzie popełniała mniej błędów w obronie.
- Nieźle gramy już blokiem, ale zbyt dużo punktów tracimy przez piłki wrzucane “za kołnierz” – uważa Kolasiński. – Najwięcej do życzenia pozostawia jednak odbiór. Bez niego trudno o sukces – uważa Kolasiński.
Brakuje kapitana
Zadaniem Ślepska jest utrzymanie się w II lidze. Nie będzie łatwo je zrealizować.
- W zespole mam tylko trzech doświadczonych siatkarzy, pozostali dopiero nabierają doświadczenia. Brakuje nam kapitana Romana Roszkowskiego, który musi uporać się z kontuzją więzadeł kolanowych i do gry wróci dopiero w rundzie rewanżowej. Musimy do tego czasu zebrać jak najwięcej punktów. Gdzie je zdobywać, jak nie na własnym boisku? – opowiada szkoleniowiec Ślepska.
Kibice do Raczek będą mogli za darmo dojechać autokarem, który zostanie podstawiony o godz. 18, na parkingu obok Białego Domku przy ul. Hożej.

Autor artykułu: wdr

Szrotówek kontra urzędnicy: robak wygrywa

Tuesday, September 26th, 2006


Szrotówek kasztanowcowiaczek przywędrował do nas z południowej Polski. W Białymstoku pojawił ponad 3 lata temu. Wtedy urzędnicy zamiast wykupić szczepionkę, liczyli na surową zimę, która miała wymrozić szkodniki. Niestety, mimo mrozów, szkodnik ocalał i nadal zjada najpiękniejsze drzewa. Niektóre z nich trzeba było już wyciąć.
Pułapki z feromonów
W tym roku służby miejskie postanowiły zwabić szkodnika feromonami. W maju w parku przy pałacyku ślubów zawieszono na kasztanowacach czternaście specjalnych budek. Szrotówek najpierw był do budki wabiony, a później łapany w pułapkę.
– W ten sposób badamy skalę zjawiska – dodaje Tomasz Ćwikowski, rzecznik prasowy prezydenta Białegostoku. – Pułapki to bardzo skuteczny sposób na walkę ze szrotówkiem, niestety bardzo kosztowny i niestety nie stać nas na powszechne ich używanie.
Trzeba grabić liście
Dlatego ciągle najskuteczniejszym sposobem walki ze szrotówkiem jest grabienie jesienią zakażonych liści. Powinny zostać spalone.
– Zmniejszy to liczbę poczwarek, a tym samym liczbę motyli, które wylecą na wiosnę – potwierdza Andrzej Zaman, pełniący obowiązki Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Roślin i Nasiennictwa.
– Co roku w tej akcji uczestniczą szkoły i różne instytucje. Podobnie będzie w tym roku. Rozesłaliśmy już odpowiednie pisma – dodaje Tomasz Ćwikowski. Liście będzie także grabić Zieleń Miejska. Może to robić także każdy mieszkaniec Białegostoku. – Wystarczy zgłosić się do urzędu po specjalne worki – mówi Ćwikowski

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Mamy, to dbamy

Tuesday, September 26th, 2006


Teraz będą mieli taką szansę. Centrum Edukacji Obywatelskiej i Instytutu Dziedzictwa Narodowego, chce realizować w naszym mieście program „Ślady Przeszłości”. Do współpracy zaprasza szkoły podstawowe, średnie i gimnazja.
– Uczniowie będą szukać zabytkowych obiektów w swoim regionie, poznawać ich historię oraz opiekować się nimi. Postarają się także przywrócić pamięć o tych miejscach i ludziach, którzy są z nimi związani. Będzie to taka symboliczna adopcja wybranego zabytku – tłumaczy założenia programu Anna Janina Kloza, polonistka z VI LO, koordynator projektu w Białymstoku.
Do 19 października czeka na szkoły, które chciałyby przystąpić do programu.
– W innych regionach Polski adopcja zabytków cieszy się olbrzymią popularnością. Mam nadzieję, że podobnie będzie w Białymstoku – dodaje Anna Kloza.
Opieka nad Magdalenką
Licealiści z VI LO przy ul. Warszawskiej na pewno zgłoszą się do programu.
– Białystok ma się czym pochwalić. Mamy stare, zabytkowe fabryki, cmentarze, synagogi, kaplice. Widać w nich doskonale wielokulturowość naszego miasta, która powinna przyciągać turystów. Trzeba im tylko przypomnieć o niektórych zabytkach – mówi Asia Matys, jedna z uczennic.
– Śmieszy mnie widok, kiedy turyści robią sobie zdjęcie przy ratuszu albo na Plantach, bo to wszystkie zabytkowe miejsca, o jakich słyszeli – dodaje Joanna Joszczyk.
A co chcieliby zaadoptować uczniowie z VI LO? Po burzliwej dyskusji, wybrali wzgórze św. Magdaleny. – To jedno z najładniejszych miejsc w mieście, choć trochę zaniedbane. Ma też bardzo ciekawą historię. W końcu do XVIII wiecznej Magdalenki roszczą sobie prawa i katolicy i prawosławni – wyjaśnia Wojtek Ganoliński.
Odkryć własne zabytki
Do tej pory w programie „Ślady przeszłości” wzięło udział około 800 szkół, blisko półtora tysiąca nauczycieli i ponad 15 tysięcy młodych ludzi z całej Polski.
– Wszyscy zaczynają od wyboru zabytku, którym chcieliby się zająć. To dobry pretekst do wyjścia ze szkoły i wspólnej wycieczki. Młodzi w czasie wędrówek natrafiają często na niezwykłe obiekty. Gimnazjaliści z Wojcieszyna znaleźli w lesie szczątki samolotu, okazało się, że to rozbita maszyna 5 Pułku Lotniczego walczącego w czasie II wojny światowej – zachęca Anna Kloza.

Autor artykułu: Marta Gawina

Wszystkie bóle mniejszości

Tuesday, September 26th, 2006


I Eugeniusz Wappa ze Związku Białoruskiego, i Jan Syczewski z Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego zaznaczali, że ich sytuacja pogorszyła się z chwilą wejścia w życie w 2005 roku ustawy o mniejszościach narodowych oraz przejęcia opieki nad mniejszościami przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
– Teraz mamy tylko kontrole, sankcje i pouczenia – żalił się Syczewski.
Na urzędników z MSWiA narzekał też Andrzej Romańczuk z Rosyjskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego. – Dalej dochodzi do sytuacji, że jesteśmy odsyłani z ministerstwa do ministerstwa, choć miało się to zmienić.
Okazją do wymiany spostrzeżeń było spotkanie u wojewody. Rozmawiali przedstawiciele mieszkających na Podlasiu Białorusinów, Litwinów, Ukraińców, Romów, Tatarów, Rosjan, a nawet Żydów. Zgodnie podkreślali, że mogą się stać jednym z magnesów, które przyciągałyby na Podlasie turystów. Jest jednak jedno ale…
– Teraz wszyscy tylko podkreślają, że na Podlasiu mamy mniejszości, a tak naprawdę nikt nie zaprasza nas do współpracy. Nie może być dłużej tak, że wstydzimy się mniejszości – mówił Wappa.
I Wappa, i Zbigniew Siwiński z Towarzystwa Przyjaciół Kultury Żydowskiej, i Stanisław Stankiewicz z Centralnej Rady Romów zaznaczyli, że władze powinny dążyć do zorganizowania stałej imprezy kulturalnej, która prezentowałaby dokonania wszystkich mniejszości. Siwiński i Romańczuk narzekali jeszcze na brak pomieszczeń, w których mogłyby działać ich organizacje.
– Myślę, że są duże szanse, by znaleźć odpowiednie lokale. Nie widzę też problemów, by pomyśleć o festiwalu. To piękna inicjatywa i gdyby udało się ją zorganizować, to mielibyśmy się czym pochwalić – odpowiadał wojewoda i… zaprosił przedstawicieli mniejszości na kolejne spotkanie. Tym razem na początku grudnia. Obiecał też, że postara się, by wzięły w nim udział nowe władze samorządowe.
KOMENTARZ
Dlaczego Jan Dobrzyński spotyka się z podlaskimi mniejszościami dopiero pod koniec września, choć w urzędzie przy Mickiewicza zasiada już od stycznia? Odpowiedź wojewody jest rozbrajająca: „Najpierw powoływaliśmy kuratora, a później były wakacje”. Mam jednak nieodparte wrażenie, że Dobrzyński nieprzypadkowo wybrał ten termin. Wszak lepiej mieć głosy mniejszości po swojej stronie. Dlatego warto obiecać teraz Białorusinom, że organizacja Festiwalu Mniejszości Podlasia nie będzie żadnym problemem. Warto też zamydlić oczy Żydom i zapewnić ich, że po wyborach na pewno znajdzie się miejsce na siedzibę ich stowarzyszenia. Warto też – co zrobił wczoraj obecny na spotkaniu poseł Roman Czepe – zapewnić szefów BTSK, że na pewno uda się wyjaśnić zamieszanie wokół dotacji odebranych tej organizacji. Warto też znaleźć jeszcze kilka innych marchewek, którymi będzie można skusić te środowiska, by w najbliższych wyborach poparły partię braci Kaczyńskich. O kijku pomyśli się później.

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski

Traktorzysta poczuł bluesa

Wednesday, September 20th, 2006


To była akcja jak z filmu. Pijany kierowca ciągnika i jego brat, uciekając przed policjantami próbowali przejechać jednego z nich, rzucali cegłami w radiowóz, a na koniec zaatakowali nożem. Teraz odpowiedzą przed sądem.
Lista zarzutów jest długa: naruszenie nietykalności cielesnej, używanie przemocy wobec funkcjonariusza, narażenie na utratę życia lub zdrowia, prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwym. Za każde z tych przestępstw grozi do trzech lat więzienia.
To była sobota, 1 lipca. W okolicy wsi Poniklica policyjny patrol zwrócił uwagę na dziwne zachowanie kierowcy ciągnika. Gdy jeden z policjantów próbował zatrzymać pojazd o mało nie przypłacił tego życiem. Wiesław Bielski (prokuratura zezwoliła na publikację jego danych osobowych), kierując rozpędzonym ciągnikiem chciał przejechać funkcjonariusza. Na szczęście policjantowi udało się uciec. Chwilę później mundurowi ruszyli w pościg. Jednak już przy pierwszej próbie wyprzedzania kierowca ciągnika próbował zepchnąć ich z drogi. A gdy to się nie udało, w stronę radiowozu posypały się cegły. Z wozu zrzucał je brat oskarżonego – Andrzej B. W końcu policjanci oddali strzały ostrzegawcze, a gdy i to nie poskutkowało próbowali strzelać w koła. Pijanych braci zatrzymało dopiero drzewo. Ale i wtedy nie chcieli poddać się bez walki. Wiesław Bielski wyjął nóż. Na szczęście policjanci obezwładnili napastnika. Miał 2,8 promila alkoholu.
W trakcie przesłuchania Wiesław Bielski częściowo przyznał się do winy. Wyjaśnił, że widział radiowóz, ale nie widział policjanta, który próbował go zatrzymać. A uciekał, bo wcześniej trochę wypił. Z kolei Andrzej B. zapewnia, że wcale nie rzucał kaflami i cegłami. Po prostu w czasie szybkiej jazdy same spadały z wozu. Wyjaśniał też, że próbował przekonać brata do zatrzymania pojazdu, ale ten go nie słuchał.
Wiesław Bielski obecnie przebywa w areszcie. Był już karany za jazdę po pijanemu. Prokuratura zabrała mu ciągnik.

Autor artykułu:

Trzecia tura Tura?

Wednesday, September 20th, 2006


Tur rządzi naszym miastem od ośmiu lat. Jego najbliżsi współpracownicy, m.in. Krzysztof Sawicki – jeden z zastępców prezydenta i członek Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego, któremu na Podlasiu lideruje Tur – wielokrotnie mówił na łamach “Kuriera Porannego”: szef jest już zmęczony pracą w magistracie i nie bardzo chce po raz kolejny ubiegać się o fotel prezydenta.
Sawicki podkreślał jednak, że gorąco namawia Tura do udziału w wyborach, bo jest on lepszym kandydatem na to stanowisko niż on sam (w przypadku, gdyby Tur się nie zgodził, kandydatem ChRS-u zostałby właśnie Sawicki), a poza tym ma dużo większe szanse na wygraną.
- Było ciężko, ale się udało. Przekonaliśmy Tura do startu w wyborach – usłyszeliśmy od jednego z członków ChRS-u.
Tę informację potwierdziło nam dwóch polityków innych partii, którzy wczoraj po południu i wieczorem spotkali się z Ryszardem Turem.
Według ostatniego sondażu przeprowadzonego przez “Poranny” Ryszard Tur ma duże szanse na wygraną. Z badań przygotowanych przez wrocławską firmę M&S wynika, że prezydenta poparłoby ponad 19 proc. białostoczan. Drugi byłby popierany przez PO Tadeusz Truskolaski (10,8 proc.).

Autor artykułu: (darg)

Recepta na zysk

Wednesday, September 20th, 2006


Do przestępstw miało dojść w 2003 i 2004 roku. Lekarze wystawili ponad 50 recept na 30 nazwisk, w tym inwalidów wojennych. Według prokuratury osoby te nic o całym procederze nie wiedziały i nie dostawały wypisanych na ich nazwiska leków. Recepty realizowano w aptekach w Białymstoku i w Bielsku Podlaskim. Na działaniach lekarzy Narodowy Fundusz Zdrowia stracił ponad 50 tys. złotych. W sądzie żąda zwrotu tych pieniędzy. Oskarżeni nie przyznają się jednak do winy.
Zygmunt O. i Krzysztof R., lekarze urolodzy z MSWiA, przyznają się wprawdzie do wypisania recept, ale zapewniają, że robili to za zgodą i dla dobra pacjentów.
– Schorowani i starzy ludzie często trafiali do mnie na noszach, na wózkach inwalidzkich. Nie mogłem pozwolić, aby ganiano ich po mieście w poszukiwaniu lekarstw. Specyfiki musiały być w gabinecie. To było bardzo ważne ze względu na regularność ich przyjmowania – wyjaśnia Krzysztof R.
A ponieważ potrzebnych leków nie było w szpitalnej aptece, lekarze dogadali się z zaprzyjaźnionymi farmaceutami, dostarczali im recepty, a ci przywozili leki. Wszystko odbywało się bez udziału pacjenta.
– Ale przepisane na określone nazwisko leki zawsze trafiały do pacjenta. Dzięki temu chorzy dostawali na czas trudno dostępne leki – wyjaśnia Zygmunt O. – Nie uważałem, że robię coś złego, wręcz przeciwnie, pomagałem im – dodaje.
Co ciekawe, jak zapewniają oskarżeni, ich pacjenci mogą nie pamiętać, że dostali wszystkie przepisane leki.
– To są osoby, które często mają 90 lat i do tego są bardzo chorzy. Mają guza mózgu, Alzheimera…. Mogą nie pamiętać wszystkiego – zwraca uwagę Krzysztof R.
Krzysztof R. już raz, w lutym tego roku, został skazany za podobne przestępstwo, popełnione jednak wcześniej, bo między 1999 a 2000 rokiem. Wówczas dobrowolnie poddał się karze. Dostał półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę. Musiał też zwrócić do NFZ 80 tys. złotych.
– W poprzedniej sprawie zarzuty i sposób działania były podobne. Dlaczego wtedy oskarżony przyznał się do winy – dopytywał wczoraj sędzia.
– Bo zostałem wprowadzony w błąd przez prokuratora i obrońcę – bronił się mężczyzna. Oskarżony spodziewał się bowiem, że dzięki poddaniu się karze w procesie cywilnym będzie mógł powołać świadków. – Zostałem niesłusznie skazany. Żałuję, że wówczas poddałem się karze – przekonuje oskarżony.
Odnosząc się do zarzutów z poprzedniej sprawy lekarz przyznał, że wprawdzie wypisywał recepty, ale robił to za zgodą pacjentów. Leki przekazywał do MONAR-u i dla werbistów. Specyfiki wzbogacały też szpitalne zapasy.
– Te leki ratowały życie innym ludziom. Nie sprzedawałem ich, nikt mi tego nie udowodnił – zapewnia.
Oskarżonym grozi do 8 lat więzienia.

Autor artykułu: Monika Rosmanowska

Watykan musi być wrażliwy

Monday, September 18th, 2006


Kurier Poranny: Czy cytat: “Spójrz, co przyniósł miecz Mahometa, a ujrzysz tylko rzeczy złe i nieludzkie. Ujrzysz nakaz szerzenia wiary za pomocą miecza” przytoczony przez papieża podczas wizyty w Ratyzbonie faktycznie obraził wyznawców islamu?
Tomasz Miśkiewicz, mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP i imam Białegostoku: Papież Benedykt XVI już dwukrotnie powtórzył, że został źle zrozumiany. Teraz emocje powinny opaść i musimy nadal kroczyć drogą dialogu. Myślę, że to niezrozumienie jest spowodowane nie tylko słowami o proroku Mahomecie z nożem w ręku z ust głowy Kościoła, ale także sytuacją w krajach muzułmańskich. Ingerencje Zachodu w ich sprawy, religię i kulturę np. w Iraku sprawiły, że sytuacja się zaogniła. Burzę wywołały też karykatury Mahometa drukowane w gazetach. Papież przyznał jednak, ze ubolewa nad tym, co się stało i teraz wiele zależy od samych katolików i muzułmanów, którzy w Europie chcą się czuć Europejczykami, a w Polsce Polakami.

l A kiedy Pan usłyszał te słowa w przemówieniu Ojca Świętego, poczuł się Pan dotknięty?
- Kiedy usłyszałem o tym pierwszy raz, wiedziałem, że takie słowa pojawiły się ze względu na misję w silnie zlaicyzowanych Niemczech. Papież pojechał tam ewangelizować na wiarę w Jezusa, ale nie wiem, czy użył tego średniowiecznego cytatu umyślnie czy nieumyślnie. On sam to najlepiej wie, nie będę tego oceniać. Na pewno nie spodziewał się, że ludzie poczują się skrzywdzeni. Że dotknie doktryn naszej religii mówiąc, że nie wierzymy w Boga miłości. Islamu nie można łączyć z terroryzmem. Myślę, że teraz Watykan będzie bardziej wrażliwy na kwestie islamu.

l Nie padło słowo przepraszam. Czy Watykan powinien obawiać się islamskich radykałów, zamachów terrorystycznych?
- Nie sądzę, by było jakieś zagrożenie i że słowo przepraszam jest tu konieczne. Myślę, że wszystko zależy od przywódców religijnych, którzy potrafią wytłumaczyć tę sytuację wiernym. To oni powinni podjąć kroki, by wytłumić emocje. Nasza religia nie toleruje podpaleń kościołów i przemocy. Ale dobrym gestem będzie zaproszenie przywódców religijnych do Watykanu, tak jak czynił to Jan Paweł II. Benedykt XVI powinien rozpocząć drogę wspólnych modlitw, ale i poruszania drażliwych tematów.

l Dziękuję za rozmowę:

Autor artykułu: Rozmawiała: Monika Kosz-Koszewska