Nieduży czarny kundelek przyplątał się pod bloki przy ul. Ogrodniczki na wakacjach, rok temu. Dzieci z okolicznych bloków przyniosły mu trochę jedzenia. Wrócił więc następnego dnia.
Dziecięcy Caritas
Z czasem stał się ulubieńcem wszystkich dzieci. Ula, Sylwia, Adrian, Agnieszka, Patrycja, Kinga, Aneta, Sebastian i Szymon o jedzeniu dla Miśka pamiętają codziennie. Dlatego wygląda jak domowy, zadbany pies.
Przezimował pod blokiem przy ul. Ogrodniczki 23. Dzieci urządziły mu tam budę. Zebrały pieniądze wśród rówieśników i sąsiadów. I zaprowadziły do weterynarza. Ten nie dość, ze psa zbadał, to jeszcze zrobił wszystkie niezbędne szczepienia i założył książeczkę zdrowia – mimo że zebrana suma okazała się niewystarczająca.
– To taki dziecięcy Caritas – rozczula się Regina Wróblewska, dorosła mieszkanka ul. Ogrodniczki.
Tylko zgodnie z zasadami!
Tuż przed Świętami Wielkanocnymi przyjechali pracownicy administracji. Załadowali budę na przyczepę ciągnika. Okazało się, że obecność psa przed blokiem nie podoba się jednemu z sąsiadów.
Wtedy interweniowali dorośli.
– Przecież tu na podwórku jest czyściutko, porządek – przekonują Regina i Mieczysław Wróblewscy, Janina Słowik i Maria Borkowska.
To oni rozmawiali z kierownikiem administracji, żeby dał się przebłagać i zostawił psa na podwórku. Buda wróciła przed blok. Ale sąsiadowi pies dalej przeszkadza.
Franciszek Łopiński, kierownik administracji obiecuje „Porannemu” , że pies zostanie, jeśli…
– Będzie do kogoś formalnie należeć, bo ktoś musi za niego imiennie odpowiadać. Administracja nie może wziąć na siebie tego obowiązku. Takie są przepisy.
Autor artykułu: Agata Sawczenko