Archive for February, 2006

Wygra Łucyk?

Thursday, February 16th, 2006


– Moim zdaniem to wyśmienity kandydat na kuratora oświaty. Pracowałem z nim kilka lat temu właśnie w kuratorium, gdzie był moim zastępcą i uważam, że bardzo dobrze wypełniał swoje obowiązki – chwali Łucyka Jarosław Zieliński, wiceminister oświaty.
– Nie chcę komentować spraw personalnych – ucina krótko Krzysztof Putra, wicemarszałek Senatu. – Ale faktycznie pan Łucyk to bardzo dobra kandydatura i dlatego mam nadzieję, że wygra konkurs na kuratora – dodaje po chwili.
Tak dobrego zdania o dyrektorze Zespołu Szkół Mechanicznych – jak wynika z naszych informacji – nie ma obecny minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Mówi się, że ma za złe Łucykowi, że przed wyborami parlamentarnymi oficjalnie poparł właśnie Zielińskiego.
Co na to Jędrzej Łucyk? – Bardzo długo się zastanawiałem, czy startować. Wręcz do ostatniej chwili. Jeszcze do tej pory nie jestem przekonany, czy powinienem przyjść na rozmowę kwalifikacyjną, chociaż wiem, jakich zmian potrzebuje podlaskie kuratorium – powiedział wczoraj „Porannemu” Jędrzej Łucyk.

Konsultacje Dobrzyńskiego
O tym, że podlaski PiS jest podzielony na dwie frakcje mówi się od kilku miesięcy. Jedna to Krzysztof Jurgiel i jego ekipa, drugiej przewodzą Krzysztof Putra i Jarosław Zieliński. Podział dało się też zauważyć w ostanim tygodniu, kiedy PiS wybierało kandydata na kuratora oświaty. O ile Zieliński i Putra nie mieli wątpliwości, że powinien nim zostać Jędrzej Łucyk, o tyle Jurgiel był temu stanowczo przeciwny.
Lokalni liderzy rządzącej partii w ostatnim czasie próbowali jednak pójść na kompromis i szukali nazwiska, które zaakceptują obie strony. Z informacji, do których dotarliśmy wynika, że włączył się do tego Jan Dobrzyński – podlaski wojewoda (to w jego kompetencji należy ogłoszenie konkursu na kuratora, a później jego powołanie), który osobiście zadzwonił do kilku osób i zapytał, czy zgodziłyby się pokierować oświatą na Podlasiu. Dobrzyński skontaktował się m.in. z dyrektorem II Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku Mariuszem Łupińskim, Ryszardem Pszczółkowskim, wieloletnim pracownikiem kuratorium, a obecnie p.o. kuratora, wizytatorem z kuratorium Franciszkiem Górskim i podobno Wiesławem Różańskim, niegdyś kuratorem oświaty, odwołanym po tym, jak „Poranny” napisał, że przyznawał finansowe granty stowarzyszeniu swojej żony.
– Nawet w rozmowach z wojewodą dało się wyczuć, że PiS chce pogodzić dwie opcje – zdradza nam jeden z kandydatów poproszonych na rozmowę przez Dobrzyńskiego. – Ja nie należę do żadnej partii. Jak tylko powinęłaby mi się noga, nikt by mnie nie bronił. Teraz mam dobre stanowisko, a w razie czego nie miałbym do czego wracać.
Swoich aplikacji nie złożyli Różański, Górski i Łupiński.
– Wojewoda zadzwonił do mnie w ubiegły poniedziałek. Rozmowy trwały do środy, ale ostatecznie nie zdecydowałem się na start w konkursie. Nie chcę się mieszać w żadne układy – mówi Mariusz Łupiński.

Nie chcieli Różańskiego
Do ostatniej chwili (oferty można było składać do wtorku) głośno mówiło się, że w konkursie wystartuje Wiesław Różański, który był kandydatem Jurgiela.
– Minister rolnictwa chciał chyba zrobić na złość swoim partyjnym kolegom. Ale tym razem ci nie odpuścili. Po prowokacji „Faktu” jeszcze bardziej utwierdzili się w swoich przekonaniach i postanowili zrobić wszystko, żeby Różański nie został kuratorem – mówi nam człowiek blisko związany z PiS-em. I prawdopodobnie właśnie to przesądziło, że Różański wycofał się przed startem.
Dowiedziliśmy się, że w konkursie na kuratora oświaty startuje m.in. Jędrzej Łucyk i Ryszard Pszczółkowski. Kiedy będzie jasne, kto obejmie urząd? – Trudno powiedzieć, bo nawet nie wiadomo, kiedy zbierze się komisja konkursowa – informuje Adam Dębski, rzecznik wojewody
podlaskiego

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Prezes dobry jest

Thursday, February 16th, 2006


Spółdzielnia Słoneczny Stok to fenomen. Jej prezesi regularnie zaliczają mniej lub bardziej poważne wpadki. A to się spiją – raz jeden, raz inny, a to pojadą na wczasy na zaproszenie firmy, która będzie ocieplać im potem budynki.
Rada nadzorcza, która powinna nadzorować pracę prezesów, zamiast nadzorem zajmuje się ich usprawiedliwianiem. Rozgrzeszała już Włodzimierza Abramowicza, odpuszczała winy Sergiuszowi Plewie. O przepraszam – kilka rady rada im też dołożyła – zawsze po kilka tysięcy złotych nagrody za dobrą pracę.
Jak będzie tym razem? Co usłyszymy od Rady Nadzorczej? Słowa potępienia. Naganę. Może usłyszymy, że popijający prezes nie powinien już dłużej reprezentować mieszkańców. Może już czas skończyć z poddaństwem i czołobitnością.
Albo będzie tak, jak jest od 10 lat…. Przecież wszyscy czasem piją… ? Przecież nikomu krzywdy nie zrobił… ?

Autor artykułu: Tomasz ŻUKOWSKI

Region dzieli lepiej

Monday, February 13th, 2006


Pretekstem do rozmów był projekt raportu na ten temat przygotowanego przez Centrum Promocji Podlasia. Zostanie on przesłany decydentom regionalnym i szczebla centralnego w Polsce. Trafi również do Brukseli. Poniżej prezentujemy niektóre wątki redakcyjnej dyskusji.

Krzysztof Paszko, Centrum Promocji Podlasia: – Pomysł raportu wynikł z rozmów z przedsiębiorcami. Jego podstawowy wniosek jest taki: mimo bardzo dużego zainteresowania funduszami strukturalnymi, tylko nieliczne wnioski przekształciły się w umowy dotacji. Jest tak dlatego, że sporządzenie wniosku wymaga dużego nakładu sił i środków. Dla firm, które nie robią tego na co dzień, to czasem bariera nie do przebicia. Wniosek oceniany jest przez pół roku lub dłużej. Zasady oceny są niejasne, a program jest niedostosowany do realiów podlaskich. Jesteśmy jednym z najbiedniejszych regionów, a mamy kryteria takie same jak Mazowieckie czy Wielkopolskie. W rezultacie 25 proc. środków z programu sektorowego trafiło na Mazowsze. Podlasie dostało tylko około 4 proc. Czyli, taki rozdział funduszy zamiast usuwać nasze zaległości w rozwoju, może spowodować jeszcze większe rozwarstwienie międzyregionalne.
Z życia wzięte
Tadeusz Klimowicz, JKT: – Z przedakcesyjnych programów PHARE uzyskaliśmy cztery transze dotacji na szkolenie i zakup maszyn i urządzeń. Po wstąpieniu do UE, gdy decyzje przeszły do gabinetów, dostaliśmy trzykrotnie odmowę. Dlaczego, wiemy tylko pobieżnie. Procedury odwoławczej w zasadzie nie ma, więc stratą czasu jest dociekanie przyczyn. Komisja oceniająca wniosek powinna przychodzić do firmy, badać ją od środka, a nie tylko na papierze. Poza tym od złożenia wniosku do decyzji, że nie przeszedł, minęło 1,5 roku! W tym czasie potrzeby firmy się generalnie zmieniły.
Zbigniew Sokołowski, Ferrox: – Moja firma ma też dobre doświadczenia z funduszami przedakcesyjnymi i złe ze strukturalnymi. W regionie wniosek jednej z naszych spółek przeszedł weryfikację z wysoką oceną. Przepadł, gdy doszło do ocen centralnych. Wyjaśnienia nie otrzymaliśmy. Wraz z innymi firmami naszej Loży BCC uznaliśmy, że na Podlasiu fundusze powinny być dzielone w ramach programów regionalnych. Inaczej będziemy ciągle przegrywać. Nie mamy szans w konkurencji z firmami z Mazowsza czy Wielkopolski. Powinien też zostać zrobiony wartościowy podział wniosków. Inaczej dochodzi do absurdów i wniosek za 20 tys. wymaga takiej samej dokumentacji, jak za milion zł.
Sebastan Nietupski, Kotniz: – Na ogół otrzymujemy pismo, że we wniosku nie znaleziono niczego innowacynego. To najważniejsze kryterium. Projekt oceniają w Warszawie urzędnicy, którzy często nie mają zielonego pojęcia o prowadzeniu działalności gospodarczej. Powinno to być podzielone na branże oceniane przez ludzi, którzy się na nich znają. A nie, że 23-letni urzędnik, który skończył ekonomię ocenia firmę, która ma 20 lat doświadczenia. Ja dostałem fundusze, bo gdy nasz pierwszy wniosek przepadł, zrobiliśmy „wywiad” wśród kolegów z innych firm i dowiedzieliśmy się, jakie przechodzą.
Jarosław Stypułkowski, Autogryf: Fundusze to biznes nie dla przedsiębiorców, a dla Unii. Pieniądze są „dawane” przedsiębiorcom, a w rzeczywistości wracają do Unii, bo preferowany jest rozwój produkcji. Bo gdzie przedsiębiorca kupuje maszyny? Na Zachodzie! U mnie już po złożeniu wniosku okazało się, że jeżeli inwestycja jest w toku, to nie może być dofinansowana. Nikt mi wcześniej o tym nie mówił: ani Fundacja, ani firma consultingowa, która przygotowywała wniosek.
Krzysztof Paszko: Miał pan pecha do firmy. Ta zasada była znana od początku.
Michał Drynkowski, restauracja Carska, Białowieża: Gdy starałem się o dofinansowanie z PHARE, otrzymałem pieniądze. W tym roku jako mikroprzedsiębiorstwo wystąpiłem o pieniądze z funduszy strukturalnych. Prowadzę działalność w obiektach zabytkowych. Siedem miesięcy czekałem na wiadomość, że wniosek przepadł, bo po remoncie nie powstanie nowy obiekt. Nieważne, że wnosi to inne, niepowtarzalne wartości do regionu?
Region lepszy niż Centrum
Marcin Szczebiot, Urząd Marszałkowski: Założenie, żeby firmy oceniane były z uwzględnieniem wizyt, wiąże się z podniesieniem kosztów procedur. Ale zawsze proponowaliśmy takie kryteria, które byłby korzystne dla regionów biedniejszych. Centrum ich nie przyjęło.
Marek Dźwigaj, dyr Regionalnej Instytucji Finansującej: Podstawowa różnica miedzy funduszami PHARE, a funduszami strukturalnymi polega na tym, że te pierwsze wdrażano w regionach. Ich sukces rozbudził popyt. Podobnie działała zapowiedź ogromnych pieniędzy z funduszy strukturalnych. Tymczasem pieniądze nie są ogromne, a jest ściana, czyli stosy dokumentów, które trzeba wypełnić. Dlatego 2/3 firm, wypełniając wnioski, korzysta z doradców. Do grudnia najwięcej wniosków odpadało przy ocenie techniczno-ekonomicznej i zgodności projektu z programem. Jej kryteria były nieokreślone i zawierały m.in. subiektywne wrażenia eksperta. Przechodziło 30-40 proc. wniosków. W grudniu ocenę przeniesiono do nas. Sprecyzowaliśmy kryteria i do dalszej oceny przechodzi 70 proc. wniosków. Zamiast trzech-czterech miesięcy, robimy to w niecały miesiąc.
Uwiedzeni przedsiębiorcy
Damian Raczkowski, poseł PO: Zaskakujące, że przedsiębiorcy dali się uwieść tej pięknej wizji. Doświadczenie samorządów pokazuje jak świetnym rozwiązaniem jest dzielenie pieniędzy w regionach. Wiemy ile jest kasy, jak się o nią ubiegać i jaka jest konkurencja.
Tomasz Perkowski, Tomas Consulting, CPP: Nie zgadzam się, że przedsiębiorcy dali się uwieść. Warto walczyć o każde środki. Stąd idea CPP żeby wyeksponować interesy Podlasia.
Tadeusz Truskolaski, dr ekonomii, ekspert ministerstwa rozwoju regionalnego: Jestem oczywiście za tym, żeby procedury były przejrzyste. Żeby przedsiębiorca po wypełnieniu aplikacji sam mógł podliczyć swoje punkty. Są to jednak pieniądze publiczne i procedura ich wydawania musi być taka żeby nie trafiły w niepowołane ręce. Mamy w regionie 93 tys. firm. Gdybyśmy zasady rozdziału środków za bardzo uprościli, zginiemy. Na pewno pieniądze powinny być dzielone regionalnie. To przyspiesza decyzje i można więcej otrzymać.
Czas zmienić koncepcję
Damian Raczkowski: Mamy też do czynienia z konfliktem dwóch idei. Z jednej strony działa strategia lizbońska, która pcha UE do konkurencji z USA i Japonią w branży technologii wysoko rozwiniętych. I stąd nacisk na innowacyjność. Z drugiej, gdyby zwiększyć nacisk na zrównoważony rozwój, łatwiej byłoby politykom podjąć decyzję, że każdy region dostaje ileś tam i wyrównuje dysproporcje. Czy 15 posłów z Podlasia może coś zmienić? Będziemy próbować…
Tadeusz Truskolaski: Może zamiast ścigać się z Japonią trzeba aktywizować rynek pracy i nagradzać przedsiębiorców, którzy najmocniej zwiększają zatrudnienie? Choć w Warszawie trudno się przebić z takimi argumentami.
Zbigniew Sokołowski: Nie tylko w Warszawie. W grudniu 2005 roku, jako BCC, usłyszeliśmy od wojewody Półjanowicza, że zaledwie 3 proc. z funduszy strukturalnych, które otrzymało Podlasie, to bardzo dobry wynik. Bo wypracowując 2,4 proc. PKB, dostaliśmy więcej niż powinniśmy.
Sebastian Rynkiewicz, CPP: Zachęcam wszystkich do rozmów na ten temat i wysyłania swoich opinii na adres Porannego (mzalikowska@poranny.pl.) lub Centrum Promocji Podlasia (biuro.cpp.bialystok.pl). Innowacyjnośc i Strategia Lizbońska ustalana w 2000 roku nie przystaje do polskich realiów, a jako region chcemy dostać więcej unijnego tortu.

Autor artykułu: Maryla Pawlak-Żalikowska
mzalikowska@poranny.pl

Ostra wygrana

Monday, February 13th, 2006


– To było bardzo ostre spotkanie. Walki nei brakowało i żadna ze stron nie zamierzała odpuszczać. Cieszę się z wygranej tym bardziej, że rywal wstawił do składu trzech zawodników występujących na co dzień w ekstraklasie – mówi Nocny.
W pierwszej części długo prowadzili miejscowi. Dopiero przed gwizdkiem na przerwę goście wypracowali sobie małą przewagę (12:10).
Pogoń za rywalem kosztowała dwa wykluczenia i białostoczanie rozpoczęli drugą cześć meczu osłabieni. Przeciwnicy wykorzystali to i wygrywali 15:12.
Na szczęście białostoczanie nie spasowali i zaczęli mozolnie odrabiać starty. Duża w tym zasługa Modesta Dziekońskiego, który popisywał się świetnymi paradami. Walka o zwycięstwo trwała do końca meczu. Przyjezdni zachowali zimną krew i zakończyli konfrontację z jednobramkową wygraną.

WYNIKI 12 KOLEJKI
Wisła II Puławy – SSBO Białystok 22:23 (10:12).
Sędziowali: Tadeusz Bryla (Kielce) i Paweł Siczko (Kielce). Widzów: 200.
Puławy: Kuczyński (Lubawy) – Misiewicz – 10, Pilch – 3, Szyba – 3, Sieczkowski – 2, Kluziak – 2, Cywka – 1, Popławski – 1, Rybak – 0.
SSBO: M. Dziekoński (Kiedysz) – Ołdakowski -7, Ginter – 5, Borsuk – 3, E. Dziekoński – 3, Dytman – 3, Bobowski – 2, Kalinowski – 0, Krasewicz – 0, Zinówko –0.

Wisła II Płock – ChKS Łódź 30:34, Trójka Ostrołęka – Kasztelan Sierpc 29:33, Pabiks Pabianice – Jurand Ciechanów 35:32, Włókniarz Konstantynów – Warszawianka Warszawa 23:22.

TABELA
1. Kasztelan 12 19 373:342
2. Warszawianka 12 18 349:285
3. Łódź 12 16 363:315
4. Płock 12 14 387:324
5. Jurand 12 13 368:349
6. Włókniarz 12 13 371:362
7. Pabiks 12 13 373:354
8. SSBO 12 10 336:360
9. Puławy 12 4 304:378
10. Trójka 12 0 283:427

Autor artykułu: ag

Zbyt spięci

Monday, February 13th, 2006


W poprzedniej rundzie podopieczni trenera Jacka Wesołowskiego nie radzili sobie na wyjazdach. Teraz sytuacja odwróciła się. Hajnowianie przestali być drużyną swojej sali. – Chcieliśmy dobrze wypaść i zrehabilitować się za porażkę z Bzurą. Może za bardzo nam na tym zależało. Wyszliśmy strasznie spięci – opowiada szkoleniowiec Podlasian.
Presja widoczna była szczególnie w pierwszym secie. – Byliśmy usztywnieni. Rywale od początku do końca dyktowali warunki. Energetyk zaprezentował się bardzo dobrze. Poprawnie układała się u nich współpraca blok-obrona-kontratak – mówi trener Wesołowski.
W drugiej partii hajnowianie nawiązali walkę. – Przy prowadzeniu przeciwników 24:23, sędzia zdecydował, że przy zagraniu Krzyśka Hajbowicza była siatka. Przegraliśmy kolejnego seta. Po meczu pokazaliśmy nagranie kwalifikatorowi, który przyznał nam rację. Przeprosili nas, ale co z tego – relacjonuje opiekun Pronaru.
Ostatnia odsłona też należała do ekipy z Jaworzna. – Set zaczął się niefortunnie. Jacek Malczewski został znokautowany. Dostał piłką w oko i musiał zejść z boiska. Zastąpił go Maciek Wesołowski, który zaprezentował się bez zarzutów. Prowadziliśmy 21:17, ale arbitrzy znów się nie popisali. Popełnili kolejne błędy – uważa szkoleniowiec hajnowian. – Szkoda punktów, które straciliśmy. Nie chcemy zwalać winy na prowadzących to spotkanie, przegraliśmy bo byliśmy słabsi. Boli nas jednak nieudolność sędziów. Nie pierwszy raz zdarzyły się im takie wpadki – kończy trener Wesołowski.

WYNIKI 22 KOLEJKI
Pronar Hajnówka – Energetyk Jaworzno 0:3 (18:25, 23:25, 26:24).
Sędziowali: Dariusz Kwiatosz (Lublin) i Jan Ciechanowski (Warszawa). Widzów: 400.
Pronar: Babińczuk, Malczewski, Wołosz, Gołębski, Hajbowicz, Aleksandrowicz, Łyczko (libero) oraz M. Wesołowski, Skrzypkowski, Świrydowicz.
Energetyk: Chwastek, Maciończyk, Rzędzicki, Tepling, Szopa, Kostecki, Warchoł (libero) oraz Skrzypiński, Deszcz, Nowak.

Orzeł Międzyrzecz – Chemik Bydgoszcz 0:3, Górnik Radlin – BBTS Siatkarz-Original Bielsko-Biała 1:3, GTPS Gorzów Wielkopolski – PWSZ AZS Nysa 1:3, Skra II Bełchatów – SMS I PZPS Spała 3:0, Pronar OSiR Hajnówka – Energetyk Jaworzno 0:3, Avia Świdnik – Zawkrze Mława 3:0, Olimpia Sulęcin – Bzura Ozorków 3:0.
Pauzował: Jadar Radom.

TABELA
1. Jadar 20 51 56:19
2. Nysa 20 48 54:26
3. Chemik 20 44 49:25
4. Avia 20 36 45:32
5. Skra II 20 35 45:34
6. Bielsko-Biała 21 35 43:38
7. Energetyk 20 33 43:37
8. PRONAR 20 32 38:36
9. Gorzów Wlkp. 20 27 36:42
10. Bzura 21 26 37:48
11. Olimpia 20 22 33:46
12. Mława 21 22 31:47
13. Górnik 20 17 28:52
14. Orzeł 21 16 30:53
15. Spała 20 12 23:56

Autor artykułu: sk

Znajdziemy pracę

Friday, February 10th, 2006


Język angielski, podstawy obsługi komputera, zajęcia z poradnictwa zawodowego a nawet wolontariatu – tego wszystkiego uczą się bezrobotni, którzy zgłosili się do Eleosu.
To projekt „Razem jest łatwiej” – mówi Justyna Pugacz z Eleosu. – Zajęcia odbywają się pięć razy w tygodniu i są całkowicie bezpłatne.
Skąd ośrodek wziął na to pieniądze? To inwestycja, która w znacznej mierze finansowana jest z funduszy unijnych. Kolejny kurs ma się rozpocząć już w maju, ale podania i dokumenty można składać w Eleosie już dzisiaj.

Przełamać lody
Osoby, które uczestniczą w warsztatach są podzielone na grupy wiekowe. Najmłodsza uczestniczka ma 19 lat, najstarsza ponad 50.
– Już na pierwszych zajęciach było widać, że to osoby po przejściach, maja złe doświadczenia związane z poszukiwaniem pracy. Nie spotkało ich nic miłego ze strony pracodawców – mówi Wojciech Pappai, który w Eleosie prowadzi z zajęcia z poradnictwa zawodowego.
Pappai podkreśla, że największym sukcesem tych osób bezrobotnych jest to, że zdecydowały się na udział w prelekcjach.
– Wyjść z domu i spotkać się z ludźmi, którzy mają ten sam problem, mówić o tym i wspólnie spróbować go rozwiązać – to jest ważniejsze niż nauka prezentacji przed pracodawcą – mówi Pappai.

Ostatnia szansa
– Przekopałam się przez stosy ogłoszeń o pracy. Zapukałam do wielu drzwi. Niestety nie jestem już młoda i nie mam doświadczenia – mówi Ludmiła Borowska, która 20 lat przepracowała w Biazecie. – Dziś nikomu nie jestem potrzebna, bo nie znam obsługi komputera ani języka angielskiego. Mam nadzieje ze te warsztaty to zmienią.
– Kiedyś szukali magazyniera. Miałam nadzieję, że może akurat. Niestety potrzebna była znajomość konkretnego programu komputerowego – dodaje Krystyna Antoniuk.
Uczestnicy warsztatów w Eleosie mówią, że są one ich ostatnią szansą.
– Nigdy bym nie pomyślała, że w moim wieku będę się uczyć języka angielskiego. Idzie mi nawet dobrze – dodaje inna uczestniczka

Autor artykułu: Agnieszka DOMANOWSKA

Strefa do odśnieżenia

Friday, February 10th, 2006


Na razie kierowcy, którzy zostawiają samochody w strefie płatnego parkowania nie kryją oburzenia. Mówią, że w tym roku jej gospodarze znów nie przyłożyli się do roboty.
– Ktoś bierze przecież pieniądze za to, że parkujemy w centrum – mówi Marek Nazaruk. – Pracownicy zarządu dróg powinni więc też zadbać o to, żeby miejsca były odpowiednio przygotowanie. A tu co? Albo kilkanaście centymetrów śniegu, w który musimy się wbijać samochodem, albo błoto, przez które po wyjściu z auta trzeba przedzierać się na chodnik.
Ale problem błota pośniegowego zalegającego w centrum nie dotyczy tylko kierowców. To też znacznie utrudnienie, z którym muszą zmagać się piesi.
– Na ulicy przed każdym przejściem dla pieszych tworzy się kałuża. Trzeba przez nią przeskakiwać – mówi pani Katarzyna Mazurek. – A często kierowcy nawet przed nią nie zwolnią. Jeden z nich ochlapał od stóp do głów nawet moją koleżankę.
Drogowcy odpowiadają, że zabrali się już do roboty. Podobno w nocy ze środy na czwartek uprzątnęli nawet połowę strefy płatnego parkowania. Niestety. Zakpiła z nich pogoda.
– W czwartek nad ranem znów zaczął padać śnieg – mówi Eugeniusz Łazewski z Zarządu Dróg Miejskich. – I musieliśmy zaczynać praktycznie od początku.
Łazewski obiecuje jednak, że do jutra po nadmiarze śniegu nie powinno być już śladów. Na chodnikach i ulicach może pozostać tylko cienka warstewka, której nie jest w stanie zgarnąć ciężki sprzęt.
– Śnieg jest teraz miękki, nie ma więc problemów ze zbieraniem go – dodaje i przy okazji wyjaśnia dlaczego strefa sprzątana jest dopiero teraz. – Na pierwszy ogień poszły ulice, po których kursują autobusy. Teraz wozy firm zajmujących się odśnieżaniem przejechały na pozostałe drogi gminne. W tym samym czasie będą zgarniane i zbierane pryzmy śniegu zalegające w strefie i na chodnikach. Ostatni śnieg z miasta wywieziemy w sobotę.

Autor artykułu: Andrzej KŁOPOTOWSKI

Za parę setek i zbiornik gazu

Friday, February 10th, 2006


Komendant z Grajewa, młodszy brygadier Dariusz B. i kwatermistrz jednostki Tomasz T. zostali zawieszeni w pełnieniu obowiązków przez komendanta wojewódzkiego. Dariusz B. złożył już wniosek o zwolnienie ze służby. Obydwóm strażakom prokuratura w Suwałkach przedstawiła zarzuty niedopełnienia obowiązków i przyjęcia korzyści majątkowych. Obaj mają zakaz opuszczania kraju i musieli wpłacić poręczenie majątkowe (komendant – 30 tys. złotych, kwatermistrz – 4 tys.).
Przetarg kontrolowany. Jak informuje Hanna Lewczuk, rzecznik suwalskiej prokuratury okręgowej, cała sprawa zaczęła się od nieprawidłowości wykrytych przez Urząd Kontroli Skarbowej w grajewskiej spółce S., zajmującej się handlem paliwami. – Wątpliwości wzbudziły oświadczenia związane z obrotem olejem opałowym – mówi Hanna Lewczuk. – Śledztwo wykazało, że doszło do fałszerstw. Właścicielom firmy Lucjanowi i Dariuszowi K. zostały przedstawione zarzuty.
Badanie dokumentacji doprowadziło prokuratorów także do odkrycia związków firmy S. z grajewską komendą straży pożarnej. Rodzinna spółka ojca i syna od dłuższego czasu dzierżawiła maleńką stację na terenach zajmowanych przez straż. Nic więc dziwnego, że w 2004 roku stanęła do przetargu na dostawy paliwa do strażackich wozów.
– Pracami komisji przetargowej kierował kwatermistrz Tomasz T. – mówi prokurator Hanna Lewczuk. – Zataił jednak fakt, że jest bardzo dobrym znajomym Lucjana i Dariusza K.
Ich firma wygrała przetarg i jak ustaliła prokuratura, strażacki kwatermistrz zatankował swój samochód gazem na koszt firmy i otrzymał 500 złotych na potrzeby swojej jednostki. Podejrzanymi o wręczenie korzyści majątkowej stali się także właściciele stacji.
Remont ze wsparciem
Śledztwo suwalskiej prokuratury doprowadziło także do ujawnienia kolejnej podejrzanej relacji strażacko–biznesowej. Otóż komendant Dariusz B. w rozmowie z właścicielami firmy budowlanej z Łomży, która wykonywała elewację grajewskiej siedziby straży, „poprosił” o wsparcie finansowe organizacji Dnia Strażaka. W przekazywaniu 300 złotych pośredniczył Tomasz T.
– Fakt przyjęcia pieniędzy nie został udokumentowany a rozmowa z szefami firmy budowlanej miała miejsce jeszcze przed formalnym zakończeniem robót, co postawiło ich w niezręcznej, delikatnie mówiąc, sytuacji – mówi Hanna Lewczuk.
W grajewskiej komendzie PSP informacje o zdarzeniach przyjmowane były z niedowierzaniem.
– To niespotykanej uczciwości człowiek – mówi jeden z oficerów. – Nie chce mi się wierzyć, prędzej by ze swoich dołożył te 300 złotych.
– Nie mogę komentować sprawy, o której nie mam żadnej wiedzy – mówi z kolei młodszy kapitan Zdzisław Chorosz, zastępca Dariusza B., który od wczoraj pełni obowiązki komendanta. – Dowiedziałem się tylko, że prowadzone jest postępowanie o niedopełnienie obowiązków służbowych.
Komendant: Nie ma żartów
– W takich przypadkach nasze procedury są jednoznaczne. Obaj strażacy – komendant i kwatermistrz – zostali zawieszeni w swoich czynnościach – powiedział nadbrygadier Bogdan Kołakowski, podlaski komendant straży pożarnej. – Obie sprawy rozpatrzy nasz rzecznik dyscyplinarny.
Komendant podlaskiej straży pożarnej podjął też decyzję o szczegółowej kontroli zamówień publicznych w komendzie w Grajewie.
– Jak na razie nasze kontrole, które prowadziliśmy w jednostkach na terenie województwa podlaskiego w tym właśnie zakresie nie wykazały żadnych nieprawidłowości – podkreślił kapitan Marcin Janowski, rzecznik prasowy podlaskiej straży pożarnej.
Co dalej ze strażą pożarną w Grajewie? Na razie obowiązki komendanta przejmuje jego dotychczasowy zastępca. Nie jest wykluczone jednak, że komendant wojewódzki wyznaczy nowego szefa komendy powiatowej.
– Rozważam taką możliwość – przyznał Kołakowski.

Autor artykułu: (mag, aga)

Jurgiel w malinach

Wednesday, February 8th, 2006


Wczoraj dziennik „Fakt” w artykule „Rządowa bryka dla ojca Rydzyka” opisał prowokację dziennikarską, w której sidła wpadł minister Krzysztof Jurgiel. Historię podchwyciły wszystkie media. Zachowanie ministra szczególnie barwnie komentowali internauci.
Nabrali na Rydzyka
Reporter „Faktu” przebrał się w sutannę i podając się za księdza Marcina Kowalczyka, asystenta ojca Tadeusza Rydzyka, zadzwonił do sekretariatu ministra rolnictwa. Po kilku minutach sekretarka połączyła „księdza” z Jurgielem.
„- Takie nieszczęście… – zaczął skarżyć się reporter „Faktu”. – Zepsuł nam się samochód, a pan minister był u nas w audycji radiowej…
Minister: – No to co potrzeba?
Fakt: – Taka sytuacja, że się zepsuł samochód. Jesteśmy w banku…
Minister: – No dobrze, dobrze, ale co tam trzeba? Samochód podstawić wam?
Fakt: – No, bardzo byśmy byli wdzięczni…(…)
Minister: No dobrze, dobrze już zapisuję. A ojciec Tadeusz będzie?
Fakt: – Tak, tak, oczywiście będzie!”
Rządowa skoda zajechała na róg ul. Siennej i Jana Pawła II w Warszawie i stamtąd odebrała „księdza” i zawiozła do hotelu Sheraton. Ojca Tadeusza Rydzyka oczywiście nie było przed bankiem, tylko przebrany za księdza dziennikarz. Reporterzy „Faktu” udokumentowali cały kurs rządowego samochodu zdjęciami. Według dziennika, zachowanie Jurgiela świadczy „jak potężne są wpływy dyrektora Radia Maryja”.

Podlascy politycy komentują całe zdarzenie w zależności od sympatii politycznych. – Rozumiem, że minister Jurgiel powodował się ludzkim odruchem pomocy – mówi marszałek województwa Janusz Krzyżewski (SLD). – Jednak gdyby przydarzyła mi się taka sytuacja i taki interesant, to zaproponowałbym mu prywatny samochód.
– Wcale się nie dziwię reakcji ministra Jurgiela – żartuje z kolei Robert Tyszkiewicz, poseł PO.- W zasadzie ojciec Rydzyk funkcjonuje w rządzie na prawach ministra propagandy, więc reakcja kolegi z gabinetu była jak najbardziej właściwa. Prawdę mówiąc, już dawno powinien mieć rządową limuzynę i ochronę BOR. W taki oto sposób minister Jurgiel przechodzi do klasyki polskiego dowcipu politycznego. Jeszcze raz okazało się, że humor jest najlepszym sposobem ujawniania absurdów naszego państwowego życia. Gratuluję dziennikarzom, ale kryzysu rządowego z tego nie będzie.
Pomagał bliźniemu
Za to Krzysztofa Jurgiela biorą w obronę partyjni koledzy. – Minister Krzysztof Jurgiel w odruchu pomocy bliźniemu mógł wysłać samochód kilka ulic dalej. To przecież nie był kurs do Torunia – przekonuje poseł PiS Roman Czepe.
– Chciałbym stanąć w obronie ministra Jurgiela – mówi wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra. – Myślę, że to normalny odruch, że staramy się pomóc drugiemu człowiekowi, który znalazł się w potrzebie. Zwłaszcza, że jest tak brzydka pogoda. Nawet jeśli była tu jakaś niezręczność z wysłaniem samochodu służbowego, to minister na pewno to naprawi.
Także poseł Andrzej Fedorowicz, prezes podlaskiego LPR, uważa, że „Fakt” szukał na siłę sensacji. Nie zgadza się, że zachowanie Jurgiela świadczy o wpływach Radia Maryja w rządzie. – Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to należy jej udzielić, niezależnie od tego, czy jest to ojciec Tadeusz Rydzyk, czy dziennikarz „Kuriera Porannego”, czy też jakiejś innej gazety – ocenia Fedorowicz.
Premier przeprasza
Ministerstwo rolnictwa wydało wczoraj oświadczenie: „Minister Krzysztof Jurgiel, w miarę swoich możliwości, zawsze stara się pomagać ludziom w potrzebie i taką decyzję podjął w tym przypadku. Jednocześnie minister wystąpił o obciążenie go kosztami transportu za całą trasę opisaną w artykule.”
Premier Kazimierz Marcinkiewicz uznał postępowanie ministra Krzysztofa Jurgiela za niedopuszczalne. Powiedział też na konferencji prasowej, że upomniał ministra Jurgiela i że więcej nie dojdzie już do takich sytuacji.
KrzysztofJurgiel na pytanie „ Porannego” , dlaczego nie wysłał po ojca Rydzyka własnego samochodu odpowiedział, że nie ma go na co dzień w Warszawie.
– Ojca Tadeusza Rydzyka znam od 10 lat. Wielokrotnie rozmawiałem z nim o ważnych dla Polski sprawach. Ojciec Tadeusz Rydzyk jest ważnym uczestnikiem życia społecznego naszego kraju. A za kurs zapłaciłem z własnej kieszeni 18 zł 55 groszy – mówi Krzysztof Jurgiel i uważa sprawę za zamkniętą.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz

Jurgiel w malinach

Wednesday, February 8th, 2006


Wczoraj dziennik “Fakt” w artykule “Rządowa bryka dla ojca Rydzyka” opisał prowokację dziennikarską, w której sidła wpadł minister Krzysztof Jurgiel. Historię podchwyciły wszystkie media. Zachowanie ministra szczególnie barwnie komentowali internauci.
Nabrali na Rydzyka
Reporter “Faktu” przebrał się w sutannę i podając się za księdza Marcina Kowalczyka, asystenta ojca Tadeusza Rydzyka, zadzwonił do sekretariatu ministra rolnictwa. Po kilku minutach sekretarka połączyła “księdza” z Jurgielem.
“- Takie nieszczęście… – zaczął skarżyć się reporter “Faktu”. – Zepsuł nam się samochód, a pan minister był u nas w audycji radiowej…
Minister: – No to co potrzeba? (more…)