Archive for January, 2006

Przedszkolanki założą habit?

Friday, January 20th, 2006


W Przedszkolu Samorządowym nr 41 przy ulicy Świętojańskiej 13/4b uczy się prawie setka dzieci. Wiele z nich to maluchy niepełnosprawne, chore na padaczkę i cukrzycę. Rodzice dowożą je na zajęcia samochodami lub busami. To jedna z czterech takich placówek w mieście.
Najpierw pas…
Siostry ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza po sąsiedzku prowadzą dom dziecka i świetlicę socoterapeutyczną. I drobnymi kroczkami starają się przejąć budynek przedszkolny. Kilka lat temu, bez wiedzy dyrekcji przedszkola, wykupiły od miasta pas ziemi, który służył za drogę dojazdową.
A niedawno wystąpiły do prezydenta miasta z wnioskiem o sprzedanie im (za 25 proc. wartości – bo właśnie taka ulga przysługuje zakonom) pasa ziemi o szerokości pięciu metrów, na którym siostry chciały rozbudować swój Dom. To nie wszystko. Jak się dowiedzieliśmy, zakonnice chcą przejąć nie tylko ziemię, ale i cały budynek, w którym mieści się przedszkole.
…potem przedszkole
– Pierwszy raz słyszę, że staramy się o budynek przedszkola. Wystąpiłyśmy tylko o kawałek ziemi, na której mogłybyśmy rozbudować nasz dom. Nie wiem, skąd wzięły się te plotki – twierdzi siostra Krystyna ze Zgromadzenia.
– Pas ziemi był tylko przykrywką. Tak naprawdę to zakonnice prosiły prezydenta, żeby im sprzedał całą nieruchomość – mówi nam urzędnik z białostockiego magistratu, który zastrzega sobie anonimowość. – Kilka dni temu w urzędzie toczyła się zażarta dyskusja na ten temat. Nie bardzo wiadomo, co z tym fantem zrobić.
Czy siostry chcą przejąć budynek? O to zapytaliśmy Ryszarda Zimnocha, zastępcę prezydenta Białegostoku odpowiedzialnego m.in. za oświatę. Najpierw twierdził, że nic o tym nie wie. Po kilku godzinach zmienił zdanie. Zadzwonił do redakcji i powiedział:
– Faktycznie, była sugestia ze strony sióstr, żeby połączyć ich świetlicę z przedszkolem. Połączone placówki miałyby prowadzić zakonnice – mówi Ryszard Zimnoch. – Nie jest to jednak możliwe, bo przedszkole funkcjonuje bardzo dobrze i ma stuprocentowe obłożenie. W przyszłości trzeba będzie się jednak zastanowić, jak pomóc siostrom. Najprawdopodobniej poszukamy im nowego budynku – dodaje.
Kosztem dzieci
Postępowaniem zakonnic zbulwersowani są rodzice dzieci, które uczą się w przedszkolu przy ul. Świętojańskiej.
– Każdy ma prawo rozwijać swoją działalność, ale dlaczego siostry chcą to robić kosztem innych? – mówi matka chłopca chorego na cukrzycę. – To jest świetne przedszkole, dzieci mają bardzo dobrą opiekę. Nie widzę najmniejszego sensu, żeby to zmieniać.
– Dziwi mnie, że osoby tak wierzące jak zakonnice, próbują załatwić ważne rzeczy po cichu, za plecami wszystkich – dodaje inna mama.
Z kolei Krzysztof Bil-Jaruzelski, radny miejski z ramienia SLD-UP-SdPl nie dziwi się, że sprawa była załatwiana w kuluarach.
– Niestety już kilka razy kuria przejmowała drobnymi kroczkami ogromne połacie ziemi i pokaźne budynki. Ostatnio za niewielkie pieniądze kupiła teren przy ul. Kościelnej. Kuria zaczęła od szkoły, potem przejęła parking, a na koniec praktycznie za darmo dostała jeszcze teren w stronę ulicy Pisudskiego – mówi Bil-Jaruzelski.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Jan od biedronek

Friday, January 20th, 2006


Kurier Poranny: Zna Pan ten wiersz, który ks. Twardowski dyktował umierając?
Jan Smaszcz, przyjaciel ks. Jana Twardowskiego, poeta: Wszystko, co mówi poeta, jest w jakimś sensie wierszem, ale to było raczej powierzenie się miłosierdziu bożemu. Z tego co mi przekazano, w ostatnich swoich słowach prosił, by Bóg przyjął go w swoje ręce jak różaniec. (more…)

Mózg jak na dłoni

Tuesday, January 17th, 2006


Operacji poddał się 25-latek. Lekarze wykryli u niego torbiel mózgu. – To coś takiego, jak kałuża czy staw. Zbiera się płyn, który nie może nigdzie wypłynąć. Kiedy torbiel się powiększa zaczyna naciskać na mózg. Akurat u tego pacjenta skutkowało to napadami padaczki – wyjaśnia profesor Zenon Mariak z Kliniki Neurochirurgii Akademii Medycznej w Białymstoku. Do tej pory tacy pacjenci trafiali na poważne, długie i bardzo skompilowane operacje. – Otwieraliśmy szeroko czaszkę, wszystko oglądaliśmy i łączyliśmy torbiel z fizjologicznymi przestrzeniami płynowymi. Po takiej operacji pacjenci spędzali w szpitalu co najmniej tydzień – wyjaśnia profesor Mariak.

Będzie prościej…
Ale wczoraj było inaczej. Wszystko dzięki endoskopowi mózgu i aparaturze do neuronawigacji. Dzięki temu pierwszemu urządzeniu operacja jest mniej inwazyjna. Chirurdzy wykonują małe cięcie na skórze, przez niewielki otwór trepanacyjny w jamie czaszki wprowadzają endoskop i wpuszczają płyn do układu komorowego. – Tak naprawdę taka operacja mogłaby być równie dobrze wykonywana przy znieczuleniu miejscowym, gdyby tylko pacjent był to w stanie psychicznie wytrzymać – przyznaje profesor Zenon Mariak. Dodaje, że za pomocą endoskopu chirurdzy będą przede wszystkim leczyć dwa rodzaje schorzeń: torbiele i wodogłowie. Tacy chorzy są operowani kilka razy w miesiącu.

… i bezpieczniej
Ale endoskopia to nie wszystko. W Klinice Neurochirurgii jest ona połączona z systemem neuronawigacji, który umożliwia precyzyjne przeprowadzenie zabiegu.
– Zasada działania tego skompilowanego urządzenia oparta jest na tych samych założeniach, które posłużyły do stworzenia systemu GPS – wyjaśnia profesor Janusz Lewko, kierownik Kliniki Neurochirurgii AMB i dodaje: – Zwykłym ludziom ma on ułatwić dotarcie do celu. Neurochirurgowi umożliwia bezbłędne omijanie ważnych życiowo struktur oraz doskonałą orientację w polu operacyjnym.

Autor artykułu: Anna Łubian

Mózg jak na dłoni

Tuesday, January 17th, 2006


Operacji poddał się 25-latek. Lekarze wykryli u niego torbiel mózgu. – To coś takiego, jak kałuża czy staw. Zbiera się płyn, który nie może nigdzie wypłynąć. Kiedy torbiel się powiększa zaczyna naciskać na mózg. Akurat u tego pacjenta skutkowało to napadami padaczki – wyjaśnia profesor Zenon Mariak z Kliniki Neurochirurgii Akademii Medycznej w Białymstoku. Do tej pory tacy pacjenci trafiali na poważne, długie i bardzo skompilowane operacje. – Otwieraliśmy szeroko czaszkę, wszystko oglądaliśmy i łączyliśmy torbiel z fizjologicznymi przestrzeniami płynowymi. Po takiej operacji pacjenci spędzali w szpitalu co najmniej tydzień – wyjaśnia profesor Mariak.

Będzie prościej…
Ale wczoraj było inaczej. Wszystko dzięki endoskopowi mózgu i aparaturze do neuronawigacji. Dzięki temu pierwszemu urządzeniu operacja jest mniej inwazyjna. Chirurdzy wykonują małe cięcie na skórze, przez niewielki otwór trepanacyjny w jamie czaszki wprowadzają endoskop i wpuszczają płyn do układu komorowego. – Tak naprawdę taka operacja mogłaby być równie dobrze wykonywana przy znieczuleniu miejscowym, gdyby tylko pacjent był to w stanie psychicznie wytrzymać – przyznaje profesor Zenon Mariak. Dodaje, że za pomocą endoskopu chirurdzy będą przede wszystkim leczyć dwa rodzaje schorzeń: torbiele i wodogłowie. Tacy chorzy są operowani kilka razy w miesiącu.

… i bezpieczniej
Ale endoskopia to nie wszystko. W Klinice Neurochirurgii jest ona połączona z systemem neuronawigacji, który umożliwia precyzyjne przeprowadzenie zabiegu.
– Zasada działania tego skompilowanego urządzenia oparta jest na tych samych założeniach, które posłużyły do stworzenia systemu GPS – wyjaśnia profesor Janusz Lewko, kierownik Kliniki Neurochirurgii AMB i dodaje: – Zwykłym ludziom ma on ułatwić dotarcie do celu. Neurochirurgowi umożliwia bezbłędne omijanie ważnych życiowo struktur oraz doskonałą orientację w polu operacyjnym.

Autor artykułu: Anna Łubian

My z parteru mamy żal

Tuesday, January 17th, 2006


Sesja, na której zapadną decyzje o wysokości bonifikat odbędzie się 23 stycznia. – Został jeszcze tydzień, by przygotować zmiany, które dadzą nam takie same prawa, jakie mają wszyscy lokatorzy komunalni – apelują mieszkańcy z parterów.
Do ich apelu przyłączają się też ci, którzy już kupili mieszkania, ale mają jeszcze raty do spłacenia. I to sięgające kilkudziesięciu tysięcy.

Rata za kilka tysięcy
Dziś lokatorzy mieszkań komunalnych, którzy postanowili wykupić swoje mieszkania, płacą połowę ich wartości. Za tydzień radni przyjmą uchwałę, która da im 90-99 procent bonifikaty.
Według obu projektów uchwał, na ulgę nie mogą liczyć lokatorzy mieszkań na parterze budynku, przy ulicach: Rynek Kościuszki, Lipowej, św. Rocha, Grochowej, Częstochowskiej, Zamenhofa, Malmeda, Białówny, Nowy Świat i Krakowskiej oraz budynków przy al. Piłsudskiego 12 i 16. Magistrat i radni boją się, że ludzie, którzy kupią tu mieszkania, szybko sprzedadzą je firmom na lokale handlowe.
– Mieszkam na paterze już od 50 lat, inwestowałam w remonty. I wcale nie planuję zmieniać swojego mieszkania w sklep, tak jak zakładają urzędnicy – zapewnia pani Ewa, jedna z naszych Czytelniczek. – Według rzeczoznawcy, moje mieszkanie warte jest 70 tysięcy złotych. Być może sąsiad z góry będzie mógł kupić mieszkanie za symboliczną złotówkę, a ja? Przecież ja się na parter nie prosiłam. To jawna niesprawiedliwość – dodaje.
– Mam do zapłacenia jeszcze 40 tysięcy złotych – mówi z kolei pan Marek, od niedawna właściciel mieszkania. – Wiem, że prawo nie działa wstecz, ale to niesprawiedliwe, że ludzie dostaną mieszkania prawie za darmo, a my będziemy musieli spłacać długi przez lata.

Rajcy pomyślą …
Radni mają jeszcze czas na zmiany w projektach.
– Może warto, by lokatorzy z parterów mogli korzystać z ulg, ale pod warunkiem, że zobowiążą się, że nie sprzedadzą mieszkań – mówi Krzysztof Bil-Jaruzelski, jeden z radnych, którzy przygotowali projekt uchwały o bonifikatach. – Pomyślimy, jak obniżyć raty tym, którzy w ubiegłym roku wykupili mieszkania.
Edward Łuczycki, przewodniczący Rady Miejskiej, który razem z prezydentem przygotował konkurencyjną wobec radnych uchwałę o bonifikatach, ocenia, że rat nie da się obniżyć. – Prawo nie działa wstecz. Ale jak ktoś zaproponuje rozsądne, zgodne z prawem rozwiązanie, nie mówię „nie”. Zastanowimy się, jak pomóc mieszkańcom z parterów – mówi Łuczycki.
– Teoretycznie wszystkich, którzy już kupili mieszkania, obowiązuje umowa i powinni zapłacić pełną kwotę. Ale radni mogą zwolnić właścicieli z rat, wprowadzając do uchwały odpowiedni zapis – ocenia Marek Kozłowski, radca prawny Rady Miejskiej Białegostoku.
Z punktu widzenia prawa wprowadzenie bonifikat dla lokatorów mieszkań na parterach wydaje się łatwiejsze. – Wystarczy wnieść poprawkę do uchwały – mówi Kozłowski.

Autor artykułu: Tomasz ŻUKOWSKI

Pierwszaki – małe omnibusy

Thursday, January 12th, 2006


Ministerstwo Edukacji i Nauki znalazło pieniądze na angielski dla pierwszych, drugich i trzecich klas podstawówki. Angielskiego mają uczyć wszystkie szkoły w Polsce. Każdy dyrektor, który znajdzie anglistę, będzie mógł go od września zatrudnić i dostanie na to pieniądze – zapowiada resort.
Jeden język to za mało
Tyle, że w białostockich podstawówkach takie lekcje już są.
– Teraz w szkołach jest konkurencja. Jak gdzieś nie ma angielskiego, rodzice posyłają dziecko gdzie indziej – mówi nam jeden z anglistów.
Potwierdzają to dyrektorzy.
– Angielski w najmłodszych klasach mamy od wielu, wielu lat. Godzina tygodniowo w pierwszej klasie, później – dwie godziny – mówi Alicja Kruczkowska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 26 przy ul. Radzymińskiej. – Rodzice wybierają szkołę między innymi ze względu na języki. Dlatego wprowadziliśmy też niemiecki. Uczymy go od piątej klasy.
– Nawet nie pamiętam, jak długo już uczymy angielskiego. Może osiem lat? – zastanawia się Anna Dec, dyrektor SP 3 przy ul. Gdańskiej. – Rodzice są zadowoleni.
Logopeda zamiast angielskiego
Jak to możliwe, że szkoły uczą czegoś, czego mają dopiero zacząć uczyć?
– Te lekcje odbywają się z puli tzw. godzin do dyspozycji dyrektora – wyjaśnia Dec.
Pula to „wolne” godziny, jakimi dysponuje dyrektor każdej ze szkół. Bo liczba lekcji z każdego przedmiotu jest ściśle określona. Ministerstwo decyduje, ile w czasie nauki w podstawówce ma być lekcji polskiego, matematyki czy wf-u. Jednak dyrektorzy muszą też organizować zajęcia pozalekcyjne, niekoniecznie dla wszystkich uczniów – jak gimnastyka korekcyjna, zajęcia wyrównawcze itp. I do tego służą im właśnie te „wolne” godziny.
Ich pula też jest określona, ale już przeznaczenie – dowolne. Np. dla klas I-III zarezerwowano 12 godzin na trzy lata nauki. To średnio cztery godziny tygodniowo przez rok. Pierwszaki mogą mieć np. godzinę angielskiego, godzinę gimnastyki i dwie zajęć wyrównawczych. Mogą też mieć inne zajęcia. Jakie? O tym decyduje dyrektor.
– Jeśli angielski będzie obowiązkowy, na samych lekcjach nie zmieni się nic. Natomiast formalnie przeszeregujemy je z godzin dyrektorskich do obowiązkowych, ministerialnych. A to znaczy, że na dyrektorskich będziemy mogli zrobić więcej zajęć z logopedą czy komputerowych – cieszy się dyrektor Kruczkowska.
– Koło plastyczne? Teatralne? Może gazetka szkolna? – zastanawia się Anna Dec. – Zajęć pozalekcyjnych nigdy za dużo.

Autor artykułu: Agata Lewkowska

Uwłaszczenie pod sąd

Thursday, January 12th, 2006


Mieszkańcy m.in. Rodziny Kolejowej, Wielkoblokowej i SM Mickiewicza już cztery lata temu złożyli wnioski o uwłaszczenie swoich mieszkań. Wciąż jednak nie dostali żadnej decyzji.
Celowo opóźniają?
Odrębna własność pozwala odłączyć się od spółdzielni i utworzyć wspólnotę.
– Dlatego zarządy spółdzielni zwlekają z załatwieniem sprawy. Obawiają się, że stracą członków i wpływy – mówi Krzysztof Pużuk, prezes białostockiego Stowarzyszenia Uwłaszczeniowego.
W siedzibie stowarzyszenia dwa razy w tygodniu spotykają się i dyskutują o swoich problemach mieszkańcy różnych białostockich spółdzielni. Wszyscy mają pretensje do prezesów i zarządów:
– Złożyłem wniosek w kwietniu 2001 roku i do dziś nie mam decyzji. Nie wiem nawet, czy spółdzielnia wykupiła ziemię. A to jest pierwszy krok do uwłaszczenia – mówi Stanisław Amelian, mieszkaniec SM „Wielkoblokowa”.
– Zarząd mojej spółdzielni załatwia formalności i zaczyna podpisywać końcowe akty notarialne. Niestety, przekazując na własność mieszkanie, piwnicę traktuje jako dobro wspólne, z prawem do wyłącznego korzystania. To bezprawne działanie – dodaje jeden z mieszkańców Rodziny Kolejowej.
Problemy z biurokracją
Spółdzielnie, kiedy trafi do nich wniosek o uwłaszczenie, muszą przygotować całą dokumentację. Najpierw powinny wykupić grunty (od skarbu państwa lub gminy) i wytyczyć działki przynależne do budynku.
Ale z tym jest kłopot. – Dopiero pod koniec 2004 roku miasto zdecydowało się odsprzedać spółdzielniom swoje grunty z 99 proc. bonifikatą. Dlatego wykup zakończyliśmy jesienią ubiegłego roku – mówi Andrzej Prokorym, zastępca prezesa SM Mickiewicza. Spółdzielnia uwłaszczyła do tej pory trzy budynki, kolejnych dwadzieścia czeka w kolejce. – Większość spraw powinniśmy załatwić do końca kwietnia – obiecuje prezes.
Spółdzielnie odpierają też zarzuty dotyczące zawłaszczenia piwnic.
– Ustawa mówi wyraźnie, że zarząd spółdzielni może, ale nie musi włączyć piwnice w odrębną własność. Dlatego zdecydowaliśmy, że piwnica będzie częścią wspólną – mówi Wiesława Lisowska, zastępca prezesa ds. ekonomicznych SM Rodzina Kolejowa.
Trudno będzie rozsądzić
Spółdzielcy nie chcą dalej bezczynnie czekać na decyzje prezesów. Złożyli w sądzie kilka skarg na opieszałość spółdzielni. Zapowiadają kolejne.
I już wiadomo, że prawnicy będą mieli trudny orzech do zgryzienia.
– Spółdzielnie nie spieszyły się z załatwianiem spraw. Bo ich przeprowadzenie wiązało się z ogromnymi kosztami. Ale trudno będzie udowodnić, że była to celowa opieszałość – mówi Zofia Daniszewska-Dek, adwokat.
A sprawa piwnic? – O tym powinien decydować biegły budownictwa. Tylko on, po uwzględnieniu tego jak biegną różnego rodzaju przewody, może stwierdzić czy przekazanie piwnicy nie będzie działało na szkodę innych mieszkańców budynku – dodaje Daniszewska-Dek.

Autor artykułu: Monika Rosmanowska

Pościg za Jasiem

Thursday, January 12th, 2006


15-latek we wtorek wieczorem uciekł z Pogotowia Opiekuńczego w Białymstoku. Pojechał do Hajnówki. Tam około godziny 23 pod jednym z bloków włamał się do fiata cinqecento. Odpalił samochód i odjechał w kierunku Zabłudowa.
– Właściciel samochodu właśnie wychodził z domu. Jak twierdził, przed wyjściem spojrzał w okno. Jego samochód stał na parkingu. Kiedy wyszedł już go nie było – opowiada Tomasz Snarski z Komendy Powiatowej Policji w Hajnówce.
Informacje o uciekającym złodzieju przekazano wszystkim patrolom policyjnym. – Już po kilkudziesięciu minutach policjanci z Zabłudowa zauważyli jadący z dużą prędkością w kierunku Białegostoku poszukiwany samochód – dodał podkomisarz Dariusz Kędzior z Komendy Miejskiej w Białymstoku.
Rozpoczął się pościg. Niestety, kierowca samochodu nie reagował na żadne znaki ani sygnały.
Miejscami jechał nawet 130 kilometrów na godzinę.
– Zajeżdżał drogę policjantom, nie pozwalał się wyprzedzić – opowiadają policjanci. Aby zatrzymać skradziony samochód i nie wpuścić go do centrum miasta ustawili blokadę z radiowozów na ulicy Branickiego.
– Kierowca fiata usiłował ominąć przeszkodę i wjechał na pas zieleni. Omal nie potrącił stojącego na tym pasie policjanta z psem służbowym – opowiada Kędzior. – Policjanci oddali strzały ostrzegawcze z broni służbowej. Dopiero wtedy kierowca wysiadł z samochodu i dalej uciekał pieszo. Wpadł po kilku minutach.
Jan M. w Pogotowiu Opiekuńczym przebywa od ponad roku. Jak twierdzi kierownik placówki, chłopiec ma problemy rodzinne. – Rodzice się rozchodzą, a on biedny, nie ma żadnego zaczepienia w życiu – opowiada Marek Iwanowicz.
W placówce nie stwarza problemów. Jest spokojny i zdyscyplinowany. Jedno, co można mu zarzucić, to niezbyt częste ucieczki.
– Ten scenariusz ucieczki i kradzieży samochodu w Hajnówce już przerabialiśmy – mówi Iwanowicz. – W okolicach Świat Bożego Narodzenia pojechał do Hajnówki, bo tam mieszka jego rodzina i ukradł ojcu samochód. Przyjechał nim do Białegostoku, zaparkował przed pogotowiem opiekuńczym. Wtedy też potrzebna był interwencja policjantów.

Autor artykułu: (aga)

Wymarzony początek roku

Monday, January 9th, 2006


Była to dopiero druga wygrana Podlasian na boisku rywala w tym sezonie. Hajnowianie zapowiadali, że w rundzie rewanżowej z wyjazdów będą przywozić punkty. Lepiej rozpocząć drugiej fazy nie mogli. – Jechaliśmy do Bełchatowa po punkty. Wychodziliśmy na parkiet z nastawieniem, że chcemy ten mecz wygrać. Udało się – opowiada szkoleniowiec Pronaru.
Na inaugurację Podlasianie musieli uznać wyższość przeciwnika, przegrywając w słabym stylu 0:3. – Skra to jeden z lepszych zespołów w lidze. Przed spotkaniem z nami zajmowała piąte miejsce w tabeli. Jako jedyna pokonała Jadar Radom – ocenia szkoleniowiec hajnowian.
Skuteczny blok
Podopieczni trenera Wesołowskiego przegrali pierwszego seta. – Chcieliśmy wygrać aż za bardzo i to nas trochę usztywniło. Nie popełnialiśmy za dużo błędów, ale nie wychodziło nam. Widać było, że jesteśmy spięci. Braliśmy przerwy, lecz nie przynosiły one oczekiwanego efektu. Gospodarze odskoczyli i nie pozwolili odebrać sobie zwycięstwa – relacjonuje opiekun Pronaru.
Od drugiej partii hajnowianie pokazali, na co ich stać. – Szkoda tego pierwszego seta, ale przed kolejnym powiedzieliśmy sobie po co tu przyjechaliśmy. Stwierdziliśmy, że musimy grać na większym luzie, lecz nie stracić koncentracji. Narzuciliśmy przeciwnikom swoje warunki. Zaczęliśmy zagrywać na Grzegorza Klimka, żeby go wyłączyć z ataku. Zatrzymaliśmy też Bartłomieja Neroja. Przejęliśmy inicjatywę i wygrywaliśmy 12:8, 16:11, 23:16 – mówi trener Wesołowski. – Od drugiego seta bardzo dobrze funkcjonował nasz blok. Zdobyliśmy w ten sposób ponad 20 punktów. Swój dzień miał Krzysztof Hajbowicz, który świetnie radził sobie w tym elemencie. Poza tym rywale nie mogli zatrzymać jego ataków. Cały zespół zagrał bardzo dobrze, ale na wyróżnienie zasłużył też Jacek Malczewski, poza jedną akcją mądrze rozdzielał piłki – dodaje szkoleniowiec Pronaru.
Kontrolowali sytuację
Trzeci set był bez historii. – Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 2:0, później było 4:4 i od tego momentu uzyskiwaliśmy przewagę. Wygrywaliśmy 9:5, 13:8, 18:8 i 25:9. Skra nie mogła się przebić przez nasz blok. Ich rozegranie było bardzo czytelne, nie znaleźli sposobu, żeby nas zatrzymać – twierdzi trener Wesołowski.
Ostatnia odsłona była bardziej wyrównana. – Po zwycięstwie do 9, ciężko się gra dalej. Mobilizowaliśmy się, ale gospodarze prowadzili 11:9. Wzięliśmy czas, uspokoiliśmy grę, odzyskaliśmy prowadzenie i kontrolowaliśmy przebieg meczu. Zwycięstwo dedykujemy naszym kibicom i zawodnikom, którzy mieli święta – kończy szkoleniowiec hajnowian.

WYNIKI 16 KOLEJKI
Skra II Bełchatów – Pronar OSiR Hajnówka 1:3 (25:22, 21:25, 9:25, 22:25).
Sędziowali: Marek Lagierski (Katowice) i Bogumił Sikora (Bielsko-Biała). Widzów: 50.
Skra II: B. Neroj, Klimek, Kolanek, Witczak, Zajder, Bartodziejski, Błoński (libero) oraz Dłubała, Woźniak, Skolimowski.
Pronar: Babińczuk, Malczewski, Wołosz, Gołębski, Hajbowicz, Aleksandrowicz, Łyczko (libero) oraz Skrzypkowski, Świrydowicz.

Górnik Radlin – SMS I PZPS Spała 1:3, Chemik Bydgoszcz – Energetyk Jaworzno 2:3, Jadar Radom – Zawkrze Mława 3:0, Orzeł Międzyrzecz – Bzura Ozorków 3:1, BBTS Siatkarz-Original Bielsko-Biała – Olimpia Sulęcin 3:2, GTPS Gorzów Wielkopolski – Avia Świdnik 3:0.
Pauzowała: PWSZ AZS Nysa.

TABELA
1. Jadar 15 43 44:8
2. Chemik 15 33 37:19
3. Nysa 14 33 37:19
4. Avia 15 25 32:27
5. Bielsko-Biała 15 25 31:28
6. Energetyk 15 24 32:29
7. Skra II 15 23 33:31
8. Gorzów Wlpk. 15 23 30:29
9. PRONAR 15 22 27:29
10. Bzura 15 20 28:33
11. Mława 15 17 25:33
12. Olimpia 15 16 27:37
13. Górnik 15 13 21:39
14. Orzeł 15 10 20:39
15. Spała 15 9 18:42

Autor artykułu: sk

Staniszewski żegna Kujawiak

Monday, January 9th, 2006


Działacze włocławskiej ekipy zażądali od zawodnika stawienia się dzisiaj na treningu, twierdząc, że ma on ciągle ważny kontrakt.
– Damian zjawi się w Kujawiaku, ale nie po to, by tam dalej grać. Chce w cywilizowany sposób pożegnać się z kolegami z drużyny. Wcześniej skutecznie wypowiedział włocławianom umowę o pracę i zjawi się na treningu, ale następnego dnia w Białymstoku – zapewnia Tyszkiewicz.
Ten sam menedżer sprowadził do Jagi Michała Trzeciakiewicza, który ze względu na niejasności w kontrakcie, nie mógł przez dłuższy czas przywdziać żółto-czerwonej koszulki. Tyszkiewicz zapewnia, że tym razem podobna sytuacji nie będzie miała miejsca.
– Damian będzie mógł spokojnie przygotowywać się z Jagiellonią do sezonu, a później bez przeszkód grać w tej drużynie – dodaje.
Czas ucieka
Tyszkiewicz reprezentuje również interesy Pawła Sobolewskiego. O pomocnika białostockiej ekipy od dłuższego czasu zabiegają pierwszoligowe kluby. Największe zainteresowanie „Sobolkiem” przejawia Korona Kielce.
– Obok takich ofert nie można przejść obojętnie. Paweł ma jednak ciągle ważny kontrakt w Białymstoku. Nie ma w nim wpisanej sumy odstępnego, dlatego najpierw musimy poczekać na porozumienie się klubów, a później sam zacznę działać. Nie ma pośpiechu. Znam swoje miejsce w szeregu. Nie chce oceniać, czy Jagiellonia żąda za dużo pieniędzy. Wierzę, że wkrótce wszystko się wyjaśni – mówi menedżer.
Na rozwiązanie się sprawy czeka również sam zawodnik.
– Rozmowy ciągle się toczą. Mam nadzieje, że niedługo dowiem się, jak wygląda moja sytuacja. Czasu do rozpoczęcia przygotowań jest coraz mniej, a chciałbym przed tym terminem dowiedzieć się, gdzie będę grał – mówi „Sobolek”.
Tylko deklaracje
Nie ma też konkretów w sprawie opuszczenia Jagiellonii przez Krzysztofa Zalewskiego. Defensorem żółto-czerwonych interesuje się Heko Czermno.
– Zapewniają mnie, że rzecz jest aktualna, ale ciągle są to tylko deklaracje. Będę musiał porozmawiać z prezesem Wojciechem Sularzem o mojej sytuacji. Jeśli z przenosin nic nie wyjdzie, stawię się na pierwszym treningu Jagi. Myślę, że nie będzie ku temu żadnych przeszkód – ocenia Zalewski.

Autor artykułu: ag