Archive for January, 2006

Lekarstwo na sesję

Monday, January 30th, 2006


Marek (nazwiska nie podaje) odkrył Tussipect parę sesji temu.
– Czy pomaga? No pewnie! – mówi. – Łatwiej się skupić, a do tego zupełnie inaczej się zapamiętuje informacje. Dla mnie to ważne, bo mam mnóstwo „pamięciówy”: długich definicji czy artykułów, które trzeba wyrecytować bez przekręcania. Nie wiem, czy bez tabletek bym sobie poradził.
Lekarstwo ma co prawda wady (człowiek jest rozdrażniony, cały czas chce mu się pić, ma tiki nerwowe, traci apetyt), ale dla Marka istotne jest tylko to, że czasem trudno je kupić. – W niektórych aptekach nie chcą go sprzedawać – mówi.

O tym się nie mówi
Większość studentów przyznaje się do nauki ze wspomagaczami, ale każdy poleca inne.
– Kawa, kawa, kawa. Dopiero, jak się znudzi, to Pluszz Aktiv i Red Bull, ale rzadko – wymieniają Kasia i Gosia, studentki IV roku prawa, które przygotowują się do rozpoczynającej się sesji egzaminacyjnej.
– Tussipect w syropie albo tabletkach zawiera 15 mg efedryny – wyjaśnia fachowo Edmund z IV roku farmacji. – Mniej znany Sudafet ma jej cztery razy więcej, bo aż 60 mg. A efedryna to pochodna amfetaminy, różni się od niej tylko jedną grupą hydroksylową. I podobnie działa.

Lek jak narkotyk
Edmund o lekach z efedryną wie dużo. Choć sam ich nie używa, zdarzyło mu się sprzedawać je innym. – Miałem praktyki w aptece – opowiada. – Nie każdemu sprzedawaliśmy Tussipect. Jak ktoś dziwnie wyglądał, odchodził z kwitkiem.
Apteki nie wiedzą, czy mogą lekarstwo sprzedawać bez recepty. W każdej usłyszeliśmy inną odpowiedź:
– Nie wolno tego robić – twierdzi pracownica Apteki Pod Lwem przy ul. Ogrodowej.
– Wolno, jest bez recepty – słyszymy w Cefarmie przy ul. Wesołej, niedaleko akademików Politechniki Białostockiej. – Farmaceutka z apteki Akademii Medycznej przy ul. Waszyngtona uważa, że sesyjne specyfiki nie są w stanie zaszkodzić studentom. – Mogą troszkę pobudzać, ale daleko im do działania amfetaminy – mówi.
Ryszard Wiśniewski, dyrektor białostockiego pogotowia ratunkowego ostrezga, że przyjmowanie dużych ilości lekarstw z efedryną jest szkodliwe: – Powoduje przyspieszenie rytmu serca, podwyższenie ciśnienia krwi, drganie mięśni – wylicza. – Układ nerwowy i mózg są nadmiernie pobudzone. To stan podobny jak po spożyciu narkotyków. Nie można usnąć, uspokoić się. To lekarstwo, nie można go przyjmować bez powodu, a zwłaszcza przekraczać zalecanych ilości. Bo skutki mogą być opłakane.

Autor artykułu: Agata Lewkowska

Ciszej do środy

Monday, January 30th, 2006


Arcybiskup Wojciech Ziemba w imieniu swoim i mieszkańców Podlasia wysłał list do metropolity katowickiego arcybiskupa Damiana Zimonia. Podkreśla w nim, że po wypadku pod Jeżewem dostaliśmy wiele wyrazów współczucia i podobnego wsparcia oczekują od nas Katowice. Metropolita białostocki modlił się także w intencji ofiar katastrofy, ich rodzin i ratowników, którzy wzięli udział w akcji ratunkowej, podczas uroczystego nabożeństwa z okazji setnej rocznicy założenia zakonu sióstr Misjonarek Świętej Rodziny w kościele św. Rocha.

Nie czas na zabawę
Już wczoraj do godz. 16 w podlaskich instytucjach spuszczono flagi do połowy masztu, obok zawisły czarne kiry. Prezydent Białegostoku apeluje o odwołanie wszystkich imprez.
Wczoraj Opera i filharmonia Podlaska wstrzymała pokaz filmu operowego, nie będzie także występu Włodzimierza Nahornego, jednego z najważniejszych polskich muzyków jazzowych planowanego na dzisiaj w Teatrze Dramatycznym. Koncert Nahornego „Kolędy i pastorałki”| został przesunięty, organizator nie zna jeszcze nowego terminu.
Do momentu odwołania żałoby nie będą działać białostockie kina i teatry. – Jeśli ktoś wcześniej kupił bilet, istnieje możliwość jego przebukowania – zapewnia Urszula Komsta, szefowa kina Pokój.

Puby czynne, ale muzyka ciszej
Białostoccy restauratorzy prośby o żałobę narodową nie traktują jako nakazu zamknięcia lokali. Twierdzą jednak, że nie będą organizować hucznych imprez. – Nasze puby będą działały bardziej jako restauracje i miejsca spotkań, muzyka będzie grała ciszej – zapewnia Agnieszka Długoborska, menager pubów Knay, Strych oraz restauracji Rejs i klubu Nowy Świat.
– Akurat w te dni nie ma u nas głośnych imprez. We wtorek mamy pokaz kina offowego, w środę grają u nas muzycy jazzowi i to się nie zmieni – mówi Dorota Idźkowska-Rząca, właścicielka klubu Tabu.
W innych pubach jest podobnie, jak twierdzą ich właściciele, sami mieszkańcy zadecydują, jak uczcić pamięć ofiar tragedii w Katowicach.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Tam umierają – jak im pomóc

Monday, January 30th, 2006


– Dramat – mówił cicho ks. Henryk Kuczob, kapelan strażaków. – Właśnie udzieliłem sakramentu namaszczenia kolejnej śmiertelnej ofierze.
Strażacy potwierdzają: 20 osób zabitych. Pod gruzami może być nawet sto osób. To piąta godzina akcji. Co dalej? Do rana same straszne wiadomości. (more…)

Warta: odszkodowań dla klientów nie będzie

Thursday, January 26th, 2006


– Indywidualnym klientom odmawiamy – przyznaje Mariusz Racewicz z Warty. – Szanse mają jednak właściciele punktów „Grosika”, pod warunkiem, że nie były one związane ani z Mariuszem B., ani Magdaleną G., byłymi szefami tej firmy.
Dlaczego pozostali są bez szans, chociaż Grosik był ubezpieczony w Warcie?
– Gdyby chodziło o zwykłą pomyłkę ludzką, to byłoby jeszcze o czym rozmawiać – przyznaje Mariusz Racewicz. – Ale jeśli ci byli szefowie nie przekazywali tych pieniędzy na konto odbiorców, a na swoje własne, albo inne – tego ubezpieczenie nie obejmuje.
Szanse mają za to wszyscy ci właściciele punktów, którzy z Agencją Finansową Grosik mieli podpisane umowy o współpracy, a z Wartą podpisali umowy na ubezpieczenie punktów (z reguły na kwotę 10 tysięcy złotych). Jak przyznaje przedstawiciel Warty do tej pory pieniądze z odszkodowania uzyskali właściciele punktów z Chełma, Włodawy i Piaseczna.
Przypomnijmy, że reszta pokrzywdzonych klientów może starać się o odzyskanie pieniędzy za pośrednictwem sądu i syndyka. Wnioski w sprawie zwrotu wierzytelności można odbierać albo w sekretariacie XIV wydziału upadłościowego i naprawczego sądu gospodarczego przy ulicy Łąkowej, albo w siedzibie syndyka przy Syczewskiego 8 (dawne biuro Grosika, biurowiec Biaglassu). Później złożyć je będzie trzeba w biurze podawczym sądu gospodarczego przy Mickiewicza 5, ale to dopiero na początku lutego – kiedy w Monitorze Sądowym i Gospodarczym zostanie wydrukowane ogłoszenie dotyczące upadłości AF Grosik.

Autor artykułu: (mk)

Na Upalnej wielki mróz

Thursday, January 26th, 2006


Od kilku miesięcy handlowcy z Upalnej 1A walczą o generalny remont budynku. Wyliczyli, że co miesiąc do osiedlowej kasy trafia ponad 40 tysięcy złotych ich czynszów. Za te pieniądze żądają naprawy zdewastowanych i popękanych ścian oraz przeciekającego dachu. Teraz do długiej listy mogłaby też dołączyć wymiana grzejników.

Dodatkowy grzejnik i kurtka
Marznący przedsiębiorcy o pomoc poprosili pracowników administracji osiedla. Ci przyszli na miejsce i zmierzyli temperaturę w wybranych lokalach. Najwyższa to prawie 11 stopni, najniższa zaś 6 stopni Celsjusza.
– Średnio w lokalach mamy około 9 stopni i w takiej temperaturze musimy pracować po kilka godzin dziennie. Radzimy sobie jak możemy. Siedzimy w kurtkach, rękawicach i dogrzewamy pomieszczania elektrycznymi grzejnikami – mówi jeden z przedsiębiorców. – Tu się już nie da wytrzymać. W lokalu mam 10, a na zapleczu – 6 stopni.
-A spółdzielnia podniosła nam czynsze o 20-30 zł – denerwuje się drugi. – Zastanawiam się kto zapłaci rachunek za prąd. Kosztami zamierzam obciążyć administrację – dodaje.
Trochę lepiej wygląda sytuacja w lokalach, które wymieniły okna i grzejniki.
– Musiałam to zrobić, bo inaczej nie mogłabym przyjmować pacjentów. Teraz jest u mnie dość ciepło, ale wymianę okien i grzejników pokryłam z własnej kieszeni. Gdybym liczyła na pomoc spółdzielni pewnie czekałabym do dziś – zapewnia Grażyna Szymczak, lekarz. – Remont nie uchronił mnie jednak od innych problemów. Dziś nie miałam wody, bo zamarzła rura – dodaje.

Bądźcie cierpliwi
Przedsiębiorcy mają dość ekstremalnych temperatur i żądają remontu budynku. Zdaniem spółdzielni nie ma jednak takiej możliwości.
– Problemy przedsiębiorców z budynku przy ul. Upalnej 1A często są spowodowane przez nich samych. Część zamknęła lokale i wyłączyła grzejniki, a przez to rozregulowała instalację. Wczoraj nasi pracownicy starali się to poprawić. Już powinno być trochę cieplej. Do tematu wrócimy na wiosnę i zrobimy przegląd instalacji. O generalnym remoncie jednak nie może być mowy – mówi Włodzimierz Abramowicz, zastępca prezesa SM Słoneczny Stok. – Nie przeczę. W niektórych lokalach jest trochę za zimno, ale nie jest krytycznie. Zgadzam się, że przedsiębiorcy mają rację, ale jedyne co mogę teraz zrobić to zaapelować o cierpliwość – kwituje prezes.

Autor artykułu: Monika Rosmanowska

Kokosy na zimnie

Thursday, January 26th, 2006


W Centralu, szczególnie w dziale z ubraniami, ruch jest całkiem spory.
– Bardzo wielu klientów, decyzję o nabyciu ciepłej kurtki czy płaszcza, przyspieszyło ze względu na mrozy. Gdyby nie to, czekali by z zakupem do następnego sezonu – uważa Halina Gilewicz, zastępca dyrektora Centralu.
Tłumnie po ubrania ruszyły przede wszystkim panie ale i panowie szukali ocieplaczy. Wzrosła sprzedaż w dziale dziecięcym. Największym powodzeniem cieszy się ciepła bielizna.
– Na szczęście przygotowaliśmy się na wzmożony popyt i ciepłych ubrań nie zabraknie – dodaje Gilewicz

Przeproś futerko
Pełne ręce roboty mają kuśnierze, bo arktyczne mrozy zmusiły panie do wyjęcia z szaf futer, często wymagających naprawy lub odnowienia. Do renowacji trafiają więc wiekowe szynszyle, norki bądź karakuły.
– Nawet 90 procent zamówień, które teraz wykonuję to przeróbki, bo klienci zlecają na przykład zmianę fasonu kołnierza na bardziej modny, albo w ogóle przerobienie całego futerka bo jest za krótkie, albo za wąskie – mówi Andrzej Puchalski, właściciel zakładu kuśnierskiego przy Warszawskiej.
Koszty takich usług różnią się znacząco, bo za przyszycie urwanego guzika trzeba zapłacić pięć złotych, ale już za skrócenie futra do wymiarów kurtki 350 złotych. Można też zamówić nowe okrycie na przykład z rudego lisa, ale to już wydatek rzędu 1500 złotych. Mimo tego ruch jest tak duży że najbliższe wolne terminy w zakładzie pana Andrzeja to dopiero początek marca.
W czasie ostatnich mrozów, znacznie wzrósł popyt na kosmetyki ochronne. W drogerii Uroda przy Malmeda sprzedaje się ich o 20 proc. więcej niż zazwyczaj
– Klientki masowo wykupują wszelkie pomadki do ust oraz kremy tłuste, półtłuste i do rąk- wyjaśnia Justyna Chojnowska, kierowniczka sklepu.

Kierowcy kupują denaturat
Wprawdzie w hipermarketach, kiedy słupek rtęci spada grubo poniżej zera, klientów jest mniej ale za to lepiej niż kiedykolwiek idzie czekolada, cytryny, kawa i herbata.
– W naszej sieci wzrosła też sprzedaż produktów kalorycznych, bardziej tłustych, na przykład golonki albo nóżek wieprzowych – mówi Dorota Patejko, rzecznik Auchan Polska. – Wzięciem cieszy się bielizna termoizolacyjna, która zatrzymuje ciepło, oraz koce, pledy i kołdry. I taka ciekawostka: właściciele aut kupują denaturat w sporych ilościach, bo podobno zmieszany z benzyną ułatwia uruchamianie silnika.
Generalnie w czasie mrozów lepiej sprzedają się alkohole wysoko procentowe a spada sprzeda piwa.
– Ludzie chętnie sięgają po rum do herbaty, rozmaite nalewki albo balsam kresowy czy gorzką żołądkową – tłumaczy Adam Babiński ze sklepu monopolowego przy Grochowej – Najlepiej sprzedają się małe stugramowe butelki.

Autor artykułu: Paweł Szelewa

Pijany rajd na zlecenie

Tuesday, January 24th, 2006


Jeden z pracowników obsługi placu manewrowego w sobotę przed 16-tą jeździł po pijanemu na terenie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego – przyznaje podkom. Dariusz Kędzior, rzecznik prasowy białostockiej policji. – Uderzył w zaparkowanego nissana micra, a ten w kolejnego.
W sumie zostały uszkodzone trzy samochody.

Na polecenie egzaminatora
Policję zawiadomiła o zdarzeniu sekretarka. Funkcjonariusze zbadali kierowcę, który miał 1,7 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Zatrzymali jego prawo jazdy, a sprawę skierują do sądu.
„Poranny” ustalił, że kierowcą był 20-letni pracownik obsługi placu manewrowego, który w WORD-zie odbywał zastępczą służbę wojskową. Alkohol pił na terenie ośrodka z kilkoma innymi zatrudnionymi tu osobami. Do samochodu wsiadł wraz z etatowym pracownikiem i z innym mężczyzną, który także odbywał służbę zastępczą.
– Chłopak działał na polecenie jednego z egzaminatorów. Ten kazał mu sprawdzić, dlaczego nie działa blokada kierownicy w nissanie – mówi jeden z pracowników ośrodka – W samochodzie jechało z nim jeszcze dwóch kompanów od kieliszka. Jednak zanim przyjechała policja, wszyscy – oprócz kierowcy – uciekli z ośrodka.
Elżbieta Filipowicz, dyrektor WORD-u, na razie nie potwierdza, że pijany mężczyzna wsiadł za kierownicę na polecenie egzaminatora. – Nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć tej wersji wydarzeń – mówi Filipowicz. – Sprawdzam to. Wystąpiłam do wszystkich pracowników, którzy byli wtedy w ośrodku, żeby na piśmie złożyli wyjaśnienia. Kiedy w sobotę przyjechałam do firmy, na miejscu był tylko sprawca zdarzenia. Ustalamy, kto jeszcze brał udział w tym karygodnym zajściu.

Usiadł z wrażenia
Karol Tylenda, członek zarządu województwa nadzorujący WORD, nie kryje oburzenia sytuacją w ośrodku.
– Jak się o tym dowiedziałem, to aż usiadłem z wrażenia – przyznaje Tylenda. – Przecież WORD zajmuje się bezpieczeństwem ruchu drogowego! Na placu manewrowym było dużo ludzi, ale tylko sekretarka zdecydowała się zawiadomić policję i dyrektor Filipowicz. Dlatego oprócz tej trójki, która jechała samochodem, konsekwencje poniosą pozostali pracownicy. To jakiś absurd, że kazali sprawdzić stan samochodu chłopakowi, który nie miał do tego żadnych uprawnień. W dodatku on ledwie językiem przewracał. Mógł pozabijać ludzi! Jeśli egzaminator kazał mu wsiadać do samochodu, to sam też powinien wylecieć z pracy.
Elżbieta Filipowicz zapowiada, że ukarze uczestników libacji w ośrodku egzaminacyjnym. – Kodeks pracy jest bezwzględny dla osób, które piją alkohol w miejscu pracy – mówi Filipowicz. – Takie zachowanie jest niedopuszczalne. Zrobię wszystko, żeby pracownicy odpowiedzialni za to zdarzenie nie pracowali w WORD.
Sama Elżbieta Filipowicz może być o swoje stanowisko spokojna. – Nie ma podstaw, żeby zwalniać dyrektorkę – uważa Tylenda. – Nie powinna ponosić konsekwencji za głupotę innych ludzi.
Obecnie firma ubezpieczniowa wycenia szkody, jakie wyrządził pijany pracownik WORD. Prawdopodobnie sprawca zdarzenia będzie musiał zapłacić za naprawę trzech samochodów.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz

Pechowy triumf

Monday, January 23rd, 2006


W sparingu z Turem Bielsk Podlaski urazu stawu skokowego doznał Grzegorz Szulc. W meczu z Rawią skrzydłowy nie zagrał, a w pierwszej piątce zastąpił go Arkadiusz Zabielski. To był jednak początek problemów Żubrów. Niedawno, kiedy Podlasianie zyskali dwóch nowych graczy – Krystiana Świecha ze Znicza Pruszków i Piotra Jakubowskiego z Branickiego ZKS Instal Białystok, trener Jerzy Karpiuk miał nadzieję, że jego zespół kłopoty ma już za sobą. Miał znów do dyspozycji 12 graczy na treningach. Taka sytuacja nie trwała jednak długo.
Problemy nowych
Już w drugiej kwarcie, po starciu z przeciwnikiem, z parkietu zniesiony został Świech. Zawodnik ma podkręcony staw skokowy. Uraz wydaje się poważny. Niewiadomo jak długo potrwa jego absencja, ale pierwsze prognozy mówiły nawet o dwóch miesiącach przerwy. W trzeciej partii o zmianę poprosił Jakubowski. Okazało się, że też doznał urazu stawu skokowego. – Nie wiem jaka jest tego przyczyna. Obaj trenują z nami od niedawna. Kontuzja Krystiana wygląda poważniej. Myślę, że przerwa u Piotrka, to kwestia kilku dni – mówi szkoleniowiec białostoczan.
Piłki im nie leżą
Zejście z boiska Jakubowskiego było dużą stratą dla Żubrów. Zawodnik miał bardzo dobrą pierwszą odsłonę, kiedy zdobył 10 punktów z 19 „oczek” całego zespołu. Walczył, zbierał, dobijał, w pełni wykorzystując swój atut – wzrost. 22-letni koszykarz wkrótce może stać się mocnym punktem białostockiej drużyny.
Świech natomiast miał, podobnie jak większość Żubrów, kłopoty ze skutecznością. Szkoleniowiec uważa, że główną przyczyną takiej sytuacji są nowe piłki. – Zawodnicy boją się rzucać, bo nie wpada. Przestają wierzyć w swoje umiejętności. Te piłki nam nie leżą, ale to nie tylko nasz problem. Wiele zespołów nie może się do nich przyzwyczaić – tłumaczy trener Karpiuk.
Obok Szulca, Świecha i Jakubowskiego, trener Karpiuk stracił wcześniej trzech zawodników. Urazy wyeliminowały najpierw Piotra Brzozowskiego, a potem Marcinów Monacha i Krajewskiego.
Rawia pokazała się z niezłej strony. Była walecznym przeciwnikiem. W czwartej kwarcie przegrywała 55:72, ale nie zamierzała się poddawać. Przyjezdni mobilizowali się i odrabiali straty. W końcówce za trzy punkty trafił Paweł Pawłowski i było już pewne, że Rawia nie odbierze Żubrom zwycięstwa.

WYNIKI 17 KOLEJKI
Żubry Białystok – Rawia Rawicz 79:68 (19:14, 17:17, 23:12, 20:25).
Sędziowali: Krzysztof Tuński i Artur Polaczyk. Widzów: 300.
Żubry: Pawłowski – 23, Jakubowski – 15, Czech – 14, Wilczek – 12, Zabielski – 6, Kujawa – 5, Kulikowski – 2, Świech – 2, Zadykowicz – 0, Knitter – 0. Trener: Jerzy Karpiuk.
Rawia: Nowaczyk – 22, Gryszko – 14, Pietraszek – 11, Zalewski – 8, Matuszewski – 6, Lipowczyk – 5, Suprun – 2. Trener: Jarosław Krysiewicz.

Legia Warszawa – Prokom Laudam Sopot 89:75, Polonia Leszno – Tarnovia Tarnowo Podgórne 50:74, Sudety Jelenia Góra – Śląsk II Wrocław 85:65, SIDEn Toruń – Piotrcovia Piotrków Trybunalski 93:51, ŁKS Łódź – Polonia II Warszawa 80:98, AZS Szczecin – Stal II Ostrów Wielkopolski 90:71, Novum Bydgoszcz – Harmattan Gniewkowo 79:94.

TABELA
1. Tarnovia 17 33 1427:1058

2. ŻUBRY 17 32 1497:1112

3. Harmattan 17 31 1466:1284

4. Toruń 17 29 1362:1220

5. Novum 17 26 1494:1406

6. AZS Szczecin 17 25 1341:1318

7. Śląsk II 17 25 1308:1288

8. Rawia 16 24 1266:1234

9. Legia 16 24 1236:1215

10. Piotrcovia 17 24 1319:1392

11. Sopot 16 23 1205:1311

12. Sudety 16 22 1164:1161

13. Polonia II 17 22 1272:1387

14. Polonia L. 16 22 1117:1278

15. ŁKS 16 20 1129:1307

16. Stal II 17 17 1060:1692

Autor artykułu: sk

Prezentów nie było

Monday, January 23rd, 2006


Pronar-ZETO nie dał rywalkom najmniejszych szans na sukces. Od początku spotkania białostoczanki grały na luzie, pewnie wykorzystując każdy błąd przeciwniczek. Dobra postawa natychmiast znalazła odbicie w wyniku. Gospodynie prowadziły 5:2, 10:5, 15:5. W drużynie przyjezdnych bardzo ambitnie grała Magdalena Różańska, która wcześniej z powodzeniem reprezentowała barwy podlaskiego zespołu. „Róża” nie znalazła jednak wsparcia w reszcie swojej ekipy i z biegiem czasu także ona straciła wiarę w korzystne rozstrzygnięcie.
Gospodynie bardzo dobrze ustawiały blok, prezentowały trudną zagrywkę, z przyjęciem której ogromne problemy miała libero Warmissu Lidia Zapadka. Ostatni punkt i zwycięstwo 25:12 asem serwisowym zapewniła Iwona Gosko.
Kiwki rozgrywającej
Równie efektownie białostoczanki rozpoczęły drugą partię. Skutecznie grała Gosko, która ze skrzydeł raz po raz obijała blok olsztynianek. Dobrze piłkę rozgrywała Anna Pałkiewicz, często wykorzystując swoją najmocniejszą broń – kiwkę na drugi metr. Przewaga rosła z minuty na minutę. W ostatnich fragmentach tego seta obronę Warmissu zdemolowała Joanna Szeszko, popisując się atomowymi serwisami. Podobnie jak w pierwszej odsłonie, Podlasianki ostatni punkt zdobyły dzięki udanej zagrywce. Tym razem przeciwniczki zaskoczyła Marta Kulik. Wynik 25:8 dobitnie oddawał różnicę klas, która dzieliła oba zespoły.
Większych emocji nie było również w trzeciej partii. Zrezygnowane siatkarki Warmissu, bezradnie przyglądały się akcjom białostoczanek. Najlepiej z tego fragmentu meczu powinny zapamiętać Justynę Sachmacińską, która bez problemu omijała ich blok i zdobyła ostatni punkt meczu. Podobnie jak w poprzednich atakach, uczyniła to potężnym zbiciem.
– Było to jedno z najsłabszych spotkań mojego zespołu w tym sezonie. Po ciężkiej podróży, zawodniczki nie podjęły walki. Nic im nie wychodziło. Chcieliśmy pozostawić po sobie dobre wrażenie, a jak było – wszyscy widzieli – ocenia Piotr Koczan, trener Politechniki.
Zadowolony z postawy białostoczanek był trener Czesław Tobolski.
– Mimo że rywal nie zmusił nas do większego wysiłku, dziewczyny potrafiły przez cały mecz utrzymać koncentrację. To była już namiastka profesjonalizmu – mówi szkoleniowiec Pronar-ZETO.
Zabrakło wiary
Dobre spotkanie rozegrały siatkarki WSAP. W pierwszym i drugim secie Podlasianki wykazały się konsekwencją i rozważną grą wygrywając 27:25 i 25:19.
– Zawodziło rozegranie. Jak każda piłka kierowana jest w inną stronę, to ciężko myśleć o sukcesie – ocenia Rafał Skórnicki, trener ekipy gości.
W kolejnych dwóch odsłonach trwała wyrównana walka, w której więcej opanowania wykazały radomianki. O losach spotkania musiał zdecydować tie break.
– Chyba zabrakło nam siły i wiary w sukces. Białostoczanki od początku prowadziły i zasłużenie wygrały. Mimo porażki cieszę się z punktu, który znacznie przybliża nas do zajęcia czwartego miejsca – kończy Skórnicki.

WYNIKI 13 KOLEJKI
Pronar-ZETO AZS Białystok – Warmiss Olsztyn 3:0 (25:12, 25:8, 25:12).
Sędziowali: Marcin Grzelak (Łódź) i Bartosz Wencław (Łódź). Widzów: 100.
Pronar-ZETO: Pałkiewicz, Kulik, Gosko, Sachmacińska, Kalinowska, Szeszko oraz Piekarska.
Warmiss: Hirniak, Borkułak, Sztyburska, Różańska, Gościcka, Andrzejczuk, Zapadka (libero) oraz Miłocka, Tumiłowicz, Możdżonek.

WSAP AZS Białystok – Politechnika Radom 3:2 (27:25, 25:19, 22:25, 24:26, 15:10).
Sędziowali: Robert Bronisz (Lublin) i Artur Śliwiński (Świdnik). Widzów: 100.
WSAP: Zakrzewska, Bartoszuk, Piwko, Chajęcka, Sasimowicz, Iwaniuk, Sobolewska (libero) oraz Dąbrowska, Szulborska, Olesiuk.
Politechnika: Dobosz, J. Majkusiak, Lachowska, K. Jaroszek, A. Majkusiak, I. Jaroszek, Kiraga (libero).

Gedania II Gdańsk – Czarni Węgrów 3:2, AWF Warszawa – AZS UW Warszawa 3:1.

TABELA
1. PRONAR-ZETO 13 35 36:9
2. AWF 13 30 33:15
3. Czarni 13 27 32:19
4. Gedania II 13 22 28:24
5. Politechnika 13 20 25:24
6. WSAP 13 12 20:33
7. Warmiss 13 6 11:36
8. AZS UW 13 4 12:37

Autor artykułu: ag

Koniec kierownika

Friday, January 20th, 2006


Czy zostanie przyjęte? Wczoraj radni zadali to pytanie prezydentowi. I odpowiedzi nie otrzymali. Tur stwierdził, że pracę Pietrzykowskiego ocenia dobrze, a nad jego rezygnacją musi się zastanowić.
Przypomnijmy, że wyrok sądu apelacyjnego zakończył ciągnący się od kilku lat proces dotyczący masowego usypiania psów w „Azylu”. Kierownik i dwaj weterynarze zostali skazani na kary grzywny.
Akt oskarżenia dotyczył trzech lat, od 1998 do 2001 roku. W tym czasie usypianych było nawet po 500 psów rocznie. Schronisko z zabijania zwierząt zrobiło dochodowy interes – jego pracownicy wyjeżdżali na odłowy do sąsiednich gmin, po czym inkasowali od nich duże pieniądze. Odłowione psy nie mieściły się w schronisku, więc były usypiane. Wszystko odbywało się za cichym przyzwoleniem władz miejskich.
Za kadencji Pietrzykowskiego białostockie schronisko otrzymało miano jednego z najgorszych w kraju. Zastrzeżenia do jego pracy miała Najwyższa Izba Kontroli, organizacje obrońców praw zwierząt. W schronisku przez wiele lat nie było prowadzonej prawidłowej ewidencji. Do dziś nie wiadomo, ile zwierząt zostało odłowionych za pieniądze i uśpionych.
Masowe zabijanie psów to nie jedyne przewinienie Pietrzykowskiego. Ze schroniska zrobił rodzinny interes: placówka płaciła za studia jego siostrzenicy, zatrudniał też brata, który praktycznie nie pojawiał się w pracy.
Organizacje obrońców praw zwierząt od dawna apelowały do prezydenta o usunięcie Pietrzykowskiego ze stanowiska.

Autor artykułu: Tomasz Żukowski