– Jak się na to zgodzimy, nie ma szans na rozwój opieki zdrowotnej na Podlasiu – ocenia Bogusław Poniatowski, szef Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego.
Chude pięć lat
Te emocje wzbudza unijny Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego. Ma on się rozpocząć w 2008 roku i potrwa pięć lat. Według wstępnych założeń w tym czasie na Podlasie ma wpłynąć 637 milionów euro. Ile trafi na służbę zdrowia? – Trzy procent, czyli około 19 milionów euro. To bardzo mało jak na pięć lat i całe województwo. Tym bardziej, że więcej, bo aż pięć procent ma pójść na obsługę techniczną programu – mówi Wiesław Mickiewicz z departamentu zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim.
Cezary Ołdakowski, dyrektor departamentu rozwoju regionalnego Urzędu Marszałkowskiego rozkłada ręce. – Nic nie poradzę. Taki podział ustalił minister rozwoju regionalnego. Nie możemy dać więcej na służbę zdrowia – mówi Ołdakowski. Zaznacza, że szpitale mogą korzystać z pieniędzy z innych sektorów, np. zapisanych na rozwój innowacyjnych technik. – Może to na przykład zrobić szpital, który chce wprowadzić diagnostyczne przez internet oraz dobry hosting . Jeśli ktoś będzie chciał wybudować uzdrowisko z prawdziwego zdarzenia, może starać się o dotację z puli przeznaczonej na turystykę – dodaje Ołdakowski.
Zamkną szpitale?
To jednak nie uspokaja nastrojów w szpitalach. – Mamy cztery lata, żeby dostosować szpitalne warunki do wyśrubowanych norm ministerialnych. Wyliczyłam, że będzie mnie to kosztować około 5,5 miliona euro. Nie mam takich pieniędzy i nie mam skąd ich wziąć. Tym bardziej teraz, kiedy pracownicy domagają się podwyżek – załamuje się Bożena Grotowicz, szefowa szpitala w Bielsku Podlaskim.
– Przecież medycyna rozwija się w błyskawicznym tempie. Aby leczyć na europejskim poziomie musimy mieć pieniądze na nowoczesny sprzęt – mówi Bogusław Poniatowski, szef Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego.
Dyrektorzy i prawni właściciele szpitali oraz związkowcy ze służby zdrowia zapowiadają protesty. Przeciwko ministerialnemu podziałowi pieniędzy wypowiedział się już konwent marszałków. – To jest po prostu nie do przyjęcia. To znaczy, że za parę lat część szpitali może przestać istnieć, bo nie będą miały za co spełnią wymogów ministerialnych – mówi Krzysztof Tołwiński, wicemarszałek województwa.
Autor artykułu: (an)